Poznałam Go. Z Milewiczem miałam „zajęcia z telewizji” na podyplomowych studiach dziennikarskich chyba wiosną w 1997 r. Tylko dwa. Na więcej nie miał czasu, bo wiecznie był w drodze, cięgle jechał na jakąś wojnę. Opowiadał nam o niej. Bez patosu, normalnie, o ile można mówić normalnie o czymś, co normalne przecież nie jest. Pamiętam, że ostrzegał nas, wtedy dziennikarskich żółtodziobów przed „nakręcaniem się”,...
Piękny obraz na płytce ceramicznej
3 lata temu