Mój pierwszy w życiu nocleg w hostelu? W Nicei, na początku lat 90. ubiegłego wieku - matko, jak to brzmi :) Wykorzystując weekendową przerwę w nauce włoskiego, wyskoczyłyśmy z koleżanką z Santa Margherita Ligure, gdzie znajdowała się nasza szkoła, na Lazurowe Wybrzeże. Włoski pociąg, który najlepsze lata miał już za sobą, zamieniłyśmy zaraz za granica z Francją na nowoczesne TGV. Pierwszy raz jechałyśmy tak szybką koleją! Na wieczór dotarłyśmy do Nicei. Jakież było nasze zdziwienie, gdy w hostelu wręczono nam... papierowe prześcieradła. Jeszcze większe, jak rankiem dnia następnego nie mogłyśmy się z hostelu wydostać, bo zamknięto nas wszystkich od zewnątrz. Co najmniej zastanawiające, skoro i tak płacić trzeba było z góry. W każdym razie warunki były słabe. Potem przez wiele lat przyszło mi "testować" coraz lepszej klasy hotele - taka karma, nie powiem, przyjemna. Natomiast od roku, dzięki współpracy z włoskim targiem, mam okazję sprawdzać hostele w różnych miastach Polski. Poziom jest naturalnie różny. Oprócz obiektów zasługujących na pochwałę, jak warszawskie Wilson hostel czy Hostel Camera, obiektów z pomysłem na poznańskiej starówce, inspirowanych na przykład tematyką filmową, bywają też miejsca pozornie atrakcyjne ze względu na lokalizację, ale jakże rozczarowujące potencjalnych gości - vide pewien hostel w samym sercu dolnośląskiej stolicy. Dlaczego? Bo oto w nim można być narażonym na atak malutkich zwierzątek... Na temat naszych hosteli przeprowadziłam wywiad ze specjalistką w tej materii, Dagmarą Platą-Alt, który ukazał się kilka dni temu na łamach Aktualności Turystycznych POT: http://www.aktualnosciturystyczne.pl/produkt-turystyczny/niech-moc-bedzie-z-hostelamiq (fot. Wilson Hostel, Warszawa)
Określenie "wioska turystyczna" wzbudza we mnie nie najlepsze skojarzenia. Zamykam oczy i widzę jakieś betonowe bloczydło z balkonami, które nazywa się hotelem i mieści setki gości. Z tych balkonów może być nawet widok na morze, basen, palmy i inne cuda. Przez ten sam balkon jednak wpada do pokoju ryk muzyki "umpa-umpa" z megafonów rozstawionych w całym ośrodku. Od rana do późnego wieczora. Na korytarzach dopada z kolei zapach z kuchni - wszystko jedno jaki, czy smakowity czy zdradzający stare tłuszcze. Wiem, że teraz mocno przesadzam. Jednak takie wakacje mnie nie bawią.
W przeciwieństwie do takich, jakie mogłabym na przykład spędzić w wiosce turystycznej na Bali, gdzie jeszcze nie dotarłam, ale może kiedyś? Podoba mi się realizowany właśnie przez indonezyjski rząd pomysł na te wioski. Zachęcam zatem do lektury mojego tekstu w Rzeczpospolitej:
http://www.rp.pl/Promocja-turystyczna/302199952-Wakacje-na-Bali---posadz-ryz-zatancz-Barong.html (Zdjęcia: De Klumpu Bali - biuro podróży: www.deklumpubali.com)
"Pijane" sery czyli z dodatkiem wina lub piwa, pomidory suszone na sycylijskim słońcu, wędliny z toskańskiego dzika, sycylijskie cannoli - najpyszniejsze z ciastek, aromatyczne espresso. Targ Włoskiej Żywności Gusto i Buon Gusto wraca do Polski po raz siódmy. I ósmy.
Już pisałam niedawno, że przewidziane są dwie edycje tego wydarzenia. Nie tylko w Warszawie. Początek będzie pod... Jasną Górą już od 2 kwietnia br. - na zdjęciu miejsce, gdzie będzie się odbywać sprzedaż :)
A następnie przypuszczalnie Katowice, a już na pewno Łódź 10-15 maja - naturalnie na terenie Manufaktury, Warszawa 16-28 maja i Gdańsk 31maja-5 czerwca na Targu Węglowym. Po małej przerwie kolejna tura: Wrocław 13 sierpnia - 2 września na placu pod kościołem św. Marii Magdaleny, Poznań 6-18 września na Placu Wolności i wielki finał w stolicy 21września - 8 października, jak zawsze na Placu Konstytucji. Więcej na ten temat:
https://www.facebook.com/groups/1229343850416341/






