A to kawalarz z tego Perugina – można by rzec spoglądając na fresk „Adoracja Trzech Króli” pędzla Pietra Vannucci znajdujący się w jego rodzinnym mieście Citta’ della Pieve. Artysta, którego w tym roku 500 -lecie śmierci obchodzi szumnie Umbria, a z nią cała Italia ukrył się bowiem w swoim dziele. I to niejednokrotnie. Ale od początku, bo już sama historia zlecenia wykonania fresku jest arcyciekawa. Otóż Pietro Vannucci otrzymał je od Confraternita’ dei Disciplinati o Bianchi, konfraterni, czyli bractwa religijnego, którego członkowie oprócz zgłębiania naukowego tajemnic wiary stawiali na żywot pokutny i nie stronili od kar cielesnych z użyciem dyscypliny, samobiczowania. Bianchi jak nazwa wskazuje mieli białe płaszcze z kapturami, które i dziś zdobią ściany niewielkiego Oratorio di Santa Maria dei Bianchi, Oratorium Matki Bożej Konfraterni Białych.
Mnie z miejsca urzekła surowość tego miejsca, gdzie cała uwaga skupia się od razu w jednym punkcie – na widniejącym naprzeciw wejścia fresku o rozmiarach 6,50 m x 7 m. Obraz jest barwny i niezwykle sugestywny, gdyż Trzej Królowie składają hołd Maryi i Dziecięciu w otoczeniu umbryjskiego krajobrazu. Mamy więc zielone wzgórza w tle oblane miękkim światłem, a na najdalszym planie błyszczy lustro jeziora Trazymeńskiego. Jest to jednocześnie pejzaż wyidealizowany i wystylizowany zgodnie z modą epoki. Matka Boża siedzi w centrum obrazu na wygodnym tronie, spowita w szaty z przedniej materii. Chroni ją dach bynajmniej nie stajenki lecz raczej drewnianej kaplicy wspartej na solidnych kolumnach. U jej stóp – Trzej Królowie i podziwiający ich członkowie dworu – ze wzgórza spływa kawalkada możnych jeźdźców, którzy bez wątpienia też zdążają zobaczyć Cud narodzin. Są też elementy arkadyjskie w postaci owieczek i pasterzy, ale w odleglejszej perspektywie. No dobrze, ale gdzie sam Perugio? Otóż wg niektórych historyków sztuki pojawia się na obrazie dwukrotnie – jako młodzieniec i w wieku dojrzałym, kiedy jako 50-latek malował fresk. Czy rzeczywiście? Moim zdaniem tak. Poszukajcie sami, a dla ułatwienia zamieszczam autoportret Perugina (zdj.Wikipedie) Podpowiedź - szukajcie w pobliżu przednich kolumn - obie "wersje" Perugina mają głowę schyloną w jedną stronę :)
Co ciekawe, swój młodzieńczy, nader korzystny autoportret zawarł też Perugino w innym obrazie, ale tak samo zatytułowanym "Adoracja Trzech Króli", który mozna oglądać w Galerii Narodowej w Perugii. Twarz młodego i zaskakująco przystojnego malarza wyziera ze skraju samego, lewego boku płótna, jest lekko przycięta ramą, a on sam odważnie spogląda "w obiektyw":
Zwiedzając miasto rodzinne Perugina miałam okazję już uczestniczyć w obchodach 500-lecia śmierci mistrza, na które składa się m.in. lokalna inicjatywa skierowana do najmłodszych. Jej tytuł jest bardzo chwytliwy: "Perugino - influencer renesansu":
Dzieci i młodzież poznają prace mistrza wykorzystując przy tym swoją wiedzę z zakresu technik multimedialnych: robią sobie selfie z Peruginem, układają playlistę utworów, jakie Vannucci mógł słuchać w swojej epoce i wykonują je na instrumentach, tworzą murale.
Są też obrazy i puzzle naśladujące czy też kopiujące dzieła Perugina:
Na koniec jedna ciekawostka przekazana potomnym przez Giorgia Vasariego - Perugino choć namalował dziesiątki dzieł o tematyce religijnej, sam religijny nie był. Nie mógł uwierzyć w nieśmiertelność duszy. Jednak jego dzieła zdają się temu przeczyć. Stąd miał tak wielki wpływ na potomnych artystów, że rzeczywiście można by go nazwać influencerem i na to miano zasługuje stokroć bardziej niż uważający się za takich influencerzy współcześni. Wracając jednak do naszego Perugina, który jest przykładem tego jak wychodząc z biedy można dojść do pozycji i zaszczytów dzięki swojej pracy i talentowi, z jego warsztatu wyszło wielu mistrzów, w tym genialny Rafael Sanzio z Urbino.
Region Toskanii stawia w tym roku na „powolną, zrównoważoną, eko- turystykę „ładującą baterie” w połączeniu z promocją konkretnego produktu jakim są szlaki rowerowe. Na stronie https://www.visittuscany.com/en/theme/cycling/ zaprezentowane zostały aż 162 trasy dla amatorów dwóch kółek. W zależności od kondycji można wybierać spośród przejazdów łatwych (easy), średniej trudności (medium), stanowiących mniejsze lub większe wyzwanie, czyli po prostu trudnych (challenging/very challenging) oraz krótszych, dłuższych czy bardzo długich, liczących od kilkunastu do przeszło dwustu kilometrów. Typologia szlaków rowerowych jest bardzo szeroka. Do wyboru są trasy idealne dla rowerów elektrycznych, prowadzące z punktu do punktu lub w formie pętli, łączące wyprawę rowerem i pociągiem, dostosowane dla rodzin z dziećmi lub osób z ograniczoną mobilnością, panoramiczne, umożliwiające poznanie dziedzictwa kulturalnego/historycznego, biegnące po trasie wyścigu Giro d’Italia lub przyrodnicze. W opisie trasy zamieszczona jest też informacja, jakim typem roweru najlepiej ją pokonywać. Jedną z najdłuższych jest 208-km „Eroica” pozwalająca na odkrywanie uroków regionu winiarskiego Chianti ulokowanego w trójkącie między Florencją, Arezzo a Sieną oraz zielonej doliny rzeki Orcia (Val d’Orcia) uchodzącej za najpiękniejszą w Toskanii i figurującą na liście UNESCO https://www.visittuscany.com/en/itineraries-bike/eroica-by-bike/ Eroica wiedzie z miejscowości Gaiole in Chianti do Montalcino, znanego chyba większości Polaków ze względu na tutejsze wino – Brunello di Montalcino. Z kolei Gaiole in Chianti otacza 32-km szlak średniowiecznych zamków odpowiedni zarówno dla amatorów jednośladów, jak i jazdy konnej. https://www.visittuscany.com/en/itineraries/a-lovely-drive-the-gaiole-in-chianti-castles-trail/ Eroica prowadząca polnymi drogami, pośród pól, strzelających w górę cyprysów, ale też poprzez iście księżycowe krajobrazy Crete Senesi jest idealnym pomysłem dla miłośników turystyki slow. Na szlaku znajdują się miejsca noclegowe z doskonałą, regionalną kuchnią, którą należy kosztować niespiesznie delektując się smakiem potraw i wina oraz punkty naprawy rowerów. Odbywa się też na nim cała seria wydarzeń cyckloturystycznych o światowym zasięgu, w tym konkurencje na rowerach z epoki https://eroica.cc/en/eroica-cc/events Dziesięć lat temu na liście UNESCO znalazły się wille i ogrody Medyceuszy w Toskanii. Łączący je 32-km szlak rowerowy pozwala na poznanie wystawnych, wiejskich rezydencji potężnego rodu kupieckiego i bankierskiego, który przez trzy wieki władał Florencją. Malownicze krajobrazy z wioskami i wiekowymi kościókami, etruska spuścizna, doskonałe wino Carmignano DOCG to idealna propozycja dla tych, którzy chcą się odstresować w zwolnionym rytmie, a jednocześnie poznać artystyczną spuściznę po familii zakochanej w sztuce wysokich lotów https://www.visittuscany.com/en/itineraries-bike/by-bike-among-the-medici-villas/ (Zdjęcie: Alessandro Chiarini, https://openlib.enit.it/)
I to nie jedna Bestia. Dawno, dawno temu, bo w 1618 r. w Capodimonte, malowniczej miejscowości nad wulkanicznym jeziorem Bolsena w dzisiejszym regione Lacjum zmarł Don Pedro Gonzalez (Petrus Gonsalvus, Petrus Consalvus) zwany "Dzikim". Ten przydomek nie zawdzięczał bynajmniej odstającym od normy zachowaniom, ale wyglądowi. Cierpiał bowiem na hipertrichozę zwaną potocznie syndromem wilkołaka, schorzenie, które opisano po raz pierwszy w literaturze medycznej już w XVII w. Jest to zaburzenie genetyczne charakteryzujące się nadmiernym owłosieniem różnych części ciała, w tym nierzadko i twarzy. Na szczęście jednak nasz Don Pedro nie był dotknięty odmianą hipertrichozy zwaną terminalną, która poza gęstymi kudłami przejawia się też znaczącą deformacją górnej części ciała: wielką głową, szerokim, płaskim nosem, ustami wysuniętymi do przodu, przerostem dziąseł, a nawet większą liczbą zębów. Obrazy z epoki, które poniżej przedstawię ukazują mężczyznę postawnego, o pięknych dłoniach, inteligentnym spojrzeniu, który gdyby nie zarost pokrywający twarz mógłby spokojnie uchodzić za przystojnego.
Don Pedro przeszedł w życiu przez piekło i niebo. Jakkolwiek urodził się na Teneryfie w rodzinie szlacheckiej, której członkowie długo opierali się hiszpańskiej kolonizacji Wysp Kanaryjskich, to w wieku lat 10 został sprzedany na dwór francuski jako niewolnik - być może jako osobliwy prezent ślubny dla króla Francji Henryka II Walezjusza i Katarzyny Medycejskiej. Nicoletta Travaglini, autorka artykułu "Prawdziwa historia Padro Gonzaleza", opublikowanego w 2019 r. na łamach "Italia medievale" (https://www.italiamedievale.org/la-vera-storia-di-pedro-gonzalo) odtwarza niezwykłą atmosferę przyjęcia weselnego pary królewskiej w ogrodach zamku Fontainbleau, kiedy Walezjusz dostał "owłosione zwierzę w klatce", w którym jednak, po baczniejszym oglądzie dostrzegł cechy człowieka. W pałacu szybko zorientowano się, że chłopiec pomimo "dzikiego" wyglądu jest inteligentny i bystry, więc zainwestowano w dalszą jego naukę wychowując na dżentelmena. Posługujący się potem biegle kilkoma językami obcymi mężczyzna miał usługiwać do stołu samemu władcy, aż wreszcie ożeniono go z piękną dwórką, Catherine Raffelin. Oto ich portret pędzla Jorisa Hoefnagela (1542-1601) - holenderskiego malarza-samouka, ale też rysownika i poety podróżującego po dworach Europy:
Ze związku Don Pedra i Catherine narodziła się nie tylko legenda o "Pięknej i Bestii", ale też sześcioro dzieci, z czego aż czworo dotkniętych tą samą chorobą, co ojciec. Przez współczesnych byli postrzegani jako "nie w pełni ludzie" i poddawani medycznym badaniom, m.in. przez włoskiego lekarza i przyrodnika Ulissesa Aldrovandiego (1522-1605), który nazwał Don Pedra "człowiekiem z lasu".
Po śmierci Katarzyny Medycejskiej rodzina Gonzalesów została podarowana rodowi Farnese i przeniesiona do Księstwa Parmy i Piacenzy, historycznego państwa na terenie Włoch. W 1594 r. książę Rannuccio Farnese podarował jednego z synów Don Pedra cierpiących na hipertrichozę, Henryka swojemu bratu, kardynałowi Odoardo rezydującemu w rzymskim pałacu rodowym. Purpurat z kolei pozwolił Henrykowi na zamieszkanie w Capodimonte nad jeziorem Bolsena, gdzie chłopak poślubił dziewczynę z ludu, a następnie ściągnął nad jezioro Bolsena pozostałych przy życiu członków swojej rodziny, w tym ojca. Don Pedro zmarł tam jak wspomniałam w 1618 r., a Henryk w 1656 r. Lokalne przewodniczki oprowadzające po otwartych właśnie dla turystów ogrodach pałacu Farnese (La Rocca) w Capodimonte bardzo lubią przytaczać tę historię, którą opisał w swojej powieści "Dziki szlachcic. Niewiarygodna historia Pedra Gonzalesa" Roberto Zapperi:
Przy okazji warto wiedzieć, że właśnie w Capodimonte w roku 1808 r. kupił posiadłość Stanisław Poniatowski, bratanek polskiego króla, co w maju bieżącego roku zostało upamiętnione stosowną tablicą. (Zdjęcie otwarciowe: Simone Antonazzo, Open Library ENIT https://openlib.enit.it/)
Magicznie - prawda? Jezioro Trazymeńskie o zachodzie słońca uwodzi każdego, kto znajdzie się nad jego brzegami. Czwarty co do wielkości w Italii, ale największy na Półwyspie Apenińskim akwen tektoniczny położony jest w Umbrii, ale jego niewielka część graniczy z Toskanią. Jest więc nie tylko wyjątkowo kuszącym miejscem wypoczynku, ale też naturalną bramą dla turystów, którzy pragną zwiedzić dwa wspomniane regiony. Byłam nad nim niejednokrotnie, spędzałam nad Trasimeno wakacje i najbliższy urlop też nad nim zaplanowałam. Dlatego pragnę teraz pokazać Wam i polecić miejsca, gdzie można pysznie zjeść i dobrze się wyspać w pokojach z widokiem i za każdą cenę. Na początek - toast za Was wszystkich i ruszamy w drogę:
Znajduję się w Casa Mia, czyli po prostu Moim Domu jak brzmi nazwa tej luksusowej willi, a właściwie dwóch obiektów z kamienia zrewitalizowanych i wyposażonych tak, aby spełniały najskrytsze marzenia.
Elegancki wystrój, spa, basen i widok na jezioro z ogrodu, który o zachodzie słońca wydaje się zaczarowanym i tajemniczym (patrz poprzednie zdjęcia otwarciowe), przywodząc na myśl ten z filmu Agnieszki Holland i mojej ukochanej powieści z dzieciństwa autorstwa Frances Hodgson Burnett. Wynajem jest drogi (ok. 700 euro/dzień), ale ci, którzy mogą sobie pozwolić na taki wydatek nie wrócą zawiedzeni:
Dla zainteresowanych podaję kontakt:https://www.cmcasamia.com/en - pod tym adresem znajdziecie inne, luksusowe wille nad jeziorem Trazymeńskim.
Właściciele niektórych z nich są partnerami konsorcjum restauracyjno-hotelarskiego:
Głodni? Co powiecie na deskę serów i wędlin w Osterii "Libera Lepre" https://www.facebook.com/CentumbrieCMLiberaLepre - kuchnia lokalna "skojarzona" z rzymską, jako, że właściciele wywodzą się ze stolicy Włoch. Domowe wędliny, oliwa z oliwek i wino, gdyż lokal jest jednocześnie winiarnią:
Czas na apetyczny posiłek w kolejnym, niezwykłym miejscu - oddalonym od jeziora Trazymeńskiego o godzinkę drogi, idealnym dla tych, którzy zwiedzali wcześniej Asyż:
Zapraszam Was do:
Zgodnie z nazwą dania, w tym wędliny z prosiaczka mają iście niebiański smak:
A domowej produkcji papardelle z ragu z dzika są... "boskie":
Do każdego dania można zażyczyć sobie specjalnie dobranego do potrawy wina. Z tarasu restauracji - odległa panorama Asyżu za mgiełką.
Niewielki parking restauracji tonie w kwiatach, a czekający na przykłąd na zwolnienie miejsc mogą zapaść się w przewygodną kanapę przy kominku:
Można tu też przenocować https://www.poggiodegliolivi.com/ristorante-osteria-bettona/, a dodatkowym wabikiem jest basen "z widokiem":
Tańsza opcja do spania, tuż nad jeziorem - zarówno dla indywidualnych turystów, jak rodzin czy grup turystycznych - bardzo polecam zwłaszcza tym ostatnim, czyli biurom podróży - Wioska turystyczna Villaggio Le Tre Isole https://www.lagotrasimeno.net/en/villaggio-albergo-le-tre-isole-a1 Przed i po sezonie letnimm czyli od kwietnia do końca czerwca oraz wrzesień- październik korzystne zniżki typu siedem nocy w cenie sześciu - od 351 euro za domek za tydzień. Personel doskonale radzi sobie z grupami szkolnymi - na śniadaniu dzięki dwum salom jst w stanie obsłużyć naraz ponad setkę dzieciaków, a szwedzki stół jest dostosowany do gustów europejskich - wędliny, sery, pieczywo, ciasta, owoce sezonowe, warzywa, soki, kawa i herbata, a nawet nutella!
Wioska oferuje murowane domki w zabudowie szeregowej - na partnerze z ogródkami, a na piętrze z balkonami z widokiem na jezioro.
Bardzo wygodne urządzenie: praktycznie dwie sypialnie (z racji rozkładanego łóżka w salonie - nie jest to turystyczna leżanka, ale solidne łoże małżeńskie!), aneks kuchenny, łazienka:
Dzieci zdecydowanie nie będą się tu nudzić:
Bardzo wygodnie położony, bo po drodze nad jezioro Trazymeńskie z Międzynarodowego Lotniska Perugia - San't-Egidio, które od marca 2023 r. obsługuje bezpośrednie rejsy Ryanaira z Krakowa jest trzygwiazdkowy hotel El Patio w Corciano https://www.hotelelpatio.com/ Ponieważ przylatuje się z Polski późno - można się w nim zatrzymać na choćby jedną noc (bieżąca oferta na stronie obiektu to 7 nocy od 490 euro/osoba, podczas gdy za tygodniowy pobyt w lipcu lub wrześniu trzeba będzie zapłacić 560 euro/os.m zaś w sierpniu 630 euro/os, ). Jest to też opcja noclegu dla biznesu czy grup jadących z Umbrii do Toskanii bądź odwrotnie - można negocjować ceny. Przed hotelem duży parking. Obiekt doskonale oświetlony nocą, przez co trafimy do niego nawet bez sprawnej nawigacji
Na smakoszy czekają włoskie i lokalne smaki w tutejszej restauracji:
Hotel organizuje różne imprezy tematyczne:
Wkrótce jeszcze uzupełnię ten post - na razie więcej propozycji na stronie wspomnianego konsorcjum URAT : https://www.lagotrasimeno.net/en/where-to-eat-m6
Przez stronę konsorcjum można się kontaktować z poszczególnymi obiektami noclegowymi, restauracjami oraz organizatorami wycieczek po Umbrii i innych atrakcji: https://www.lagotrasimeno.net/en/, urat@lagotrasimeno.net, +39-075 951307
Zdjęcia: Autorki, Villaggio Le Tre Isole - Michele Benemio, Centrumbrie, FB Hotel El Patio




















