Czy Krzyżacy mówili po krzyżacku? - Malbork zorganizowany

22:33


Nic na to nie poradzę. Gdziekolwiek i w jakiejkolwiek roli bym nie jechała, zawsze będę oceniać dane miejsce z punktu widzenia branżowego. Jako potencjalny produkt turystyczny: czy jest to dobrze przygotowana atrakcja turystyczna. Malbork naturalnie "punktuje" już za sam widok z szosy czy z torów kolejowych, a potem na "drugi rzut" oka, gdy dopiero zaczynamy jego zwiedzanie.


Jego monumentalna bryła z czerwonej cegły uruchamia od razu wyobraźnię. Niemal widzimy sceny z "Krzyżaków" Sienkiewicza, choć nie Malbork a Szczytno było sceną najdramatyczniejszych wydarzeń powieści. Natomiast tereny muzeum posłużyły do ekranizacji tej lektury szkolnej, jak również co najmniej 30 innych książek, w tym zaczytanego przez moje pokolenie "Pana Samochodzika i templariuszy". Tu kręcono również "Króla Olch", "Królową Bonę"- jak ten film z genialną rolą Aleksandry Śląskiej się nie starzeje!


Ad rem jednak. Do rzeczy - dla tych, co łaciny nie znają. Przy zamku zorganizowano dwa duże parkingi dla autokarów. Jakże zmyślnie. Jeden niemal tuż przy kasach, w centrum miasta - wcale nie prawda, że trudno tam dojechać, o czym trąbią fora internetowe, skoro dotarł do niego nawet bardzo "gamioniowaty" kierowca jednej z moich grup (zasługiwałby na osobny post, taki dał popis, ale na razie zmilczę). Drugi z kolei za rzeką - blisko do niego tym, którzy zakończyli zwiedzanie i wychodzą z drugiej strony zamku. Wystarczy tylko przejść nowoczesny łuk stalowego mostu zbudowanego tak, że budzi wrażenie lekkości i ładnie komponuje się z samym zamkiem. Dlatego od razu wskazówka dla pilotów wycieczek - grupę wysadzamy na pierwszym parkingu, ale kierowca niech odjedzie na ten drugi. Takie rozwiązanie jest wygodniejsze dla grupy, bo inaczej w drodze powrotnej trzeba obchodzić zamek.


Dobrze zorganizowane są same kasy. Ich obsługa sprawna - osobna dla indywidualnych turystów i wycieczek. Moje dzieci oprowadzały przewodniczki w sukniach dam. Pani Maria Szmit w tej roli - rewelacyjna!


Skrząca dowcipem, kapitalnie opowiadająca dzieje zamku tak, aby zaciekawić małolaty. Zwiedzanie pomyślane zostało w formie gry, podczas której za dobre rozwiązanie zagadki będące wynikiem pilnego słuchania (jak trudno teraz przykuć uwagę młodzieży, każdy wie, kto z nią pracuje) dzieci otrzymywały kolejne literki układające się w zdanie. Po łacinie! Fantastyczny pomysł, bo zaraz zaintrygował moich podopiecznych do zasadniczych pytań: Po jakiemu gadali Krzyżacy? Po krzyżacku? A Wy wiecie?


Sama historia zamku podawana jest w dawkach rozsądnych i w taki sposób, aby jak najbardziej operować samym obrazem. Wiadomo, na młode pokolenie najbardziej oddziałują właśnie obrazki.  Jak pomysł zestawienia dużego zdjęcia zniszczeń wojennych i w tle efektu odbudowy - dzieciaki nie mogły wyjść z podziwu, jak zrekonstruowano stare mury. Ja też:


Muzeum Zamkowe w Malborku ma również przejrzystą, nie przeładowaną stronę internetową, na której odpowiednio wyeksponowane są najważniejsze informacje: godziny otwarcia, zakup biletu, wydarzenia, jak chociażby jego nocne zwiedzanie, spektakle światło i dźwięk, ale też właśnie organizowany konkurs historyczny, w którym warto wziąć udział!


 Zamek jest wyraźnie zadbany, okolony bujną, starannie utrzymaną zielenią, a alejki czyste. Żadnych walających się śmieci nie dostrzegłam, ani też przeładowanych koszy.
Eksponowana w jego sklepiku-galerii biżuteria z bursztynami wodzi na pokuszenie :) Z trudem powstrzymałam się przed znacznym uszczupleniem zawartości portfela - na naszyjnik, jaki mi się zamarzył lekko wydałabym wynagrodzenie za całą, pięciodniową wycieczkę...










Zobacz również:

0 komentarze