Duch Anny Wazówny w Golubiu-Dobrzyniu

23:12


Ile języków obcych znała Anna Wazówna? Cztery według przewodnika, który po zamku w Golubiu-Dobrzyniu oprowadza, sześć jak donoszą rozliczne źródła internetowe czy pięć zgodnie z najnowszą,  biografią Wazów pióra wybitnego, szwedzkiego historyka Hermana Lindqvista? Opasłe tomiszcze liczące blisko pół tysiąca stron, wydane nadzwyczaj elegancko przez Marginesy, bo książka jest szyta nie klejona, opatrzona mnogością portretów opisywanych przedstawicieli rodu co przez zdrady i mordy piął się do królewskiej korony nabyłam za 45 zł w zamkowej recepcji. Zaledwie wczoraj, a już dziś od rana musiałam do lektury zajrzeć. Wszystko to zaś za sprawą właśnie mojej imienniczki, wspomnianej Anny Wazówny.


Królewna miała arcyciekawe parentele. Była wnuczką Bony Sforzy i Zygmunta Starego, córką Katarzyny Jagiellonki i Jana Wazy, a więc kolejno księcia Finlandii i króla Szwecji, a wreszcie siostrą znanego wszem i wobec Zygmunta III Wazy, co to przeniósł stolicę Polski czy raczej Rzeczpospolitej  Obojga Narodów z Krakowa do Warszawy. Tę wiedzę już moi czwartoklasiści, z którymi odbyłam własnie dwudniową wycieczkę do Torunia i Golubia właśnie, mieli ugruntowaną za co chwała nauczycielkom ze szkoły podstawowej w Mińsku Mazowieckim, bo to zadanie niełatwe. Z czterema z nich jako opiekunkami grupy zresztą podróżowałam i sama chciałabym mieć w przeszłości takich pedagogów potrafiących w skuteczny sposób "sprzedać" wiadomości podopiecznym.


Wracając do królewny - jej postać pojawiała nam się i znikała, jak w piosence, przez te dwa dni. Najpierw w Toruniu, gdzie jej kości - na szczęście na fotografii w kruchcie kościoła Najświętszej Marii Panny pokazał dzieciakom lokalny przewodnik. Gdyby komórki wydawały z siebie przy robieniu zdjęć trzask migawki, byłby on zapewne ogłuszający, bo "towarzystwo" prześcigało się wręcz w uwiecznianiu szczątków doczesnych Anny. Nie da się ukryć, takie "widoki" robią na młodej braci największe wrażenie: "ale ma szczękę", "była krzywa", "brakuje jej ręki" - takich komentarzy nie brakowało.

 Dzieci są bardziej spostrzegawcze od dorosłych. Dostrzegły więc sokolim wzrokiem, że szkielet jest niekompletny. Dwadzieścia lat temu naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zajrzeli do wnętrza sarkofagu zdobionego jej postacią wykutą w alabastrze, który znajduje się w świątyni (żałuję, że nie mieliśmy czasu go zobaczyć). Okazało się, że rabusie szukający najwyraźniej skarbów dobrali się już do niego wcześniej, z ewentualnymi klejnotami zabierając też rękę zmarłej! Przy okazji okazało się, że panna - nigdy nie wyszła za mąż - cierpiała na skoliozę, która poważnie zdeformowała jej sylwetkę.


Mózg miała za to wybitny - erudytka, ponoć przewyższająca wiedzą brata, któremu wiecznie udzielała konsultacji politycznych, co tak denerwowało ówczesnych możnych, z pasją zajmowała się zielarstwem sama warząc lecznicze mikstury. Sfinansowała publikację pięciu tomów najpoważniejszego dzieła botanicznego przed Linneuszem pióra Polaka Szymona Syreńskiego (1540 stron z opisami 765 roślin). Sam prof. Karol Linneusz, szwedzki lekarz i botanik popełnił już w XVIII w. dwa dzieła przyrodnicze, kluczowe dla dalszych badań w tej materii. Jednak za liczne "aluzje seksualne" w swoich opus (Linneusz badał życie płciowe roślin) dostało mu się niemało od mu współczesnych.


Niedoskonałości ciała kryła Anna pod powłóczystymi sukniami, co pokazuje jej portret już na golubskim zamku. Dlaczego tam? Anna przyjechała z bratem do Polski, gdy objął ją w panowanie, a w lenno dostała dwa leżące nieopodal siebie zamki - w Brodnicy, gdzie potem zmarła i w Golubiu-Dobrzyniu, który z wcześniejszej warowni krzyżackiej przerobiła ze smakiem na renesansową rezydencję mury zwieńczając attyką, co dodało całości lekkości i wdzięku.


Obraz przedstawiający całą postać pani na Golubiu jest jedną z niewątpliwych atrakcji obiektu, gdyż konterfekt namalowany został na drzwiach wiodących do tajemnego przejścia. Jest wąskie i prowadzą przez nie strome schody na wyższe kondygnacje. Zza tego portetu ma się właśnie wyłaniać nocami duch Anny, a raz w roku czyni to podczas balu sylwestrowego - punktualnie o dwunastej aktualna Miss Polonia ubrana w szaty Wazówny.

I nas powitała Anna Wazówna, więc wyraźnie byliśmy jej szczególnie mile widzianymi gośćmi. Zrobiła to subtelnie, jak na wilką panią przystoi. Gdy w podziemiach oglądaliśmy z dzieciakami film o zamku, nagle podmuch wiatru, którego tego dnia nie było - wczoraj panował wręcz nieziemski, ponad 30-stopniowy upał i powietrze stało - nagle otworzył z hukiem małe okienko w bocznej ścianie. Do środka, niczym przezroczysty woal wpłynęła struga mdłego światła, a w nim, pośród pyłków kurzu zawirowały jakieś błyszczące cząsteczki. Wstrzymaliśmy oddech: "Duch Anny Wazówny" - skonstatowało poważnie jedno z dzieci. I ja byłam tego pewna.


Na pożegnanie z zamkiem strzeliliśmy sobie fotkę grupową na dawnym podzamczu, dziś po prostu zielonej łące. Jej ozdobą są liczne armaty, w tym słynna z ekranizacji "Potopu" kolubryna. Do niej to czule przemawiał Kmicic vel Olbrychski "naści piesku kiełbasy", nadziewając lufę prochem. Filmowcy podarowali ją potem właśnie zamkowi w Golubiu.


Dzisiejszy, imponujący wygląd zamku odbudowanego po kataklizmach naturalno-dziejowych i jego bogaty program turystyczno-artystyczny nie byłby możliwy, gdyby nie zaangażowanie Zygmunta Kwiatkowskiego, przez czterdzieści lat kasztelana na zamku - prezesa lokalnego oddziału PTTK, wieczystego użytkownika obiektu.



I jakkolwiek po śmierci tego bez wątpienia wizjonera w polskiej turystyce zapał w pozostałych urzędnikach jakby "oklapł", co krytykowała nierzadko lokalna prasa, to teraz wydaje się, że idzie ku lepszemu. "Moje" dzieci z ciekawością oglądały Salę tortur, może z mniejszą wystawkę gromadzącą dawne przedmioty użytkowe (trzeba by je odkurzyć jednak), ale już obraz wspomnianej Anny Wazówny pędzla Sławomira Jasienieckiego (ilustrujący początek tego posta) i drugi, Mała bitwa pod Grunwaldem autorstwa Tomasza Jana Kwiatkowskiego wzbudziły żywe zainteresowanie.


Mnie osobiście zabrakło przewodników w strojach z epoki co tak się sprawdza w przypadku chociażby Malborka. Przecież panie przebrane za Annę Wazównę robiłyby furorę! Przydałby się również konkretny pomysł na oprowadzanie najmłodszych - może gra terenowa, właśnie jak w Malborku?

Chwała natomiast za kontynuowanie tradycji turniejów rycerskich, za zadbanie o to, aby w recepcji-kasie pojawiła się niezwykle cenna pozycja Hermana Lindqvista "Wazowie historia burzliwa i brutalna" również dlatego, że ten autor historycznych bestsellerów osiadł niedawno w Polsce!
Świetnie też, że zamek szykuje się na  9 czerwca, kiedy to w jego podwojach fetowane będzie 450-lecie urodzin Anny Wazówny (Dzień Szwedzki na Zamku w Golubiu-Dobrzyniu).
https://www.facebook.com/zamekgolubski/
http://www.zamekgolub.pl/



Zobacz również:

0 komentarze