To tu, u stóp góry św. Idziego (Monte
di S. Egidio), pięć kilometrów od toskańskiego miasta Cortona, Franciszek wraz kilkoma braćmi
w ubóstwie wzniósł w 1211 r. pierwsze dziewięć cel pustelniczych. Od nich wziął
nazwę rozrastający się potem kompleks eremów – Le Celle, w którym „brat Słońce”
miał w 1226 r., cztery miesiące przed śmiercią, podyktować swoją ostatnią wolę.
Dziś tę imponującą budowlę z kamienia można zwiedzać, ale też uciec do niej od
świata na medytacje.
To wprost nie wyobrażalne aby trafić na taką pogodę w połowie grudnia. Nawet w Italii. Co prawda ranek oszronił murawę otaczającą zamek Oscano pod Perugią, w którym spędziłam noc, ale w ciągu dnia, im bliżej południa, tym słońce intensywniej grzało. Wydawało się nam zatem z Simoną Migliorati, właścicielką kempingu Punta Navaccia nad jeziorem Trazymeńskim, że cofnęłyśmy się w czasie do października.
Simona zabrała mnie dziś rano właśnie na swój kemping, który nawet poza sezonem daje wyobrażenie o tym, co turysta zastanie w lecie.
A ma z czego wybierać: domki różnej kategorii i rozległe pole namiotowe z bez przesady obłędnym widokiem na jezioro.
Marina i teatr na 300 miejsc.
Dwa baseny lub plaża i kąpiele w jeziorze, które wcale nie jest takie głębokie, gdyż liczy zaledwie sześć metrów : www. puntanavaccia.it
Nad jeziorem ścieliła się dziś lekka mgiełka, a na samej wodzie znów poczułyśmy, że jednak jest już zima i nieco podmarzłyśmy. Odbyłyśmy bowiem godzinny rejs po błękitnej toni stateczkiem Maurizia, który okazał się przemiłym (i przystojnym) cicerone.
O tym jednak w kolejnym poście :)
Tymczasem warto wspomnieć, że kemping jest dobrym miejscem wypadowym do wielu atrakcji turystycznych Umbrii i Toskanii, gdyż leży praktycznie na granicy tych dwóch regionów. Najbliżej stąd do Cortony, ale też do Perugii i Asyżu, a fascynaci historii obejrzą pobliskie pole bitwy z okresu II wojny Punickiej. To właśnie w Tuoro nad jeziorem Trazymeńskim 21 czerwca 217 r. p.n.e. starły się rzymskie legiony z wojskami Hannibala. Choć słowo bitwa właściwiej byłoby zastąpić rzeczownikiem masakra. Opowiem o tym wydarzeniu już wkrótce i pokażę zdjęcia z tego miejsca, dziś pokryte hektarami winnic. Dodam jedynie na końcu, że powstał specjalnie oznakowany Szlak Bitwy Hannibala z kolejnymi stacjami pełniącymi rolę punktów widokowych. Można przejechać go zarówno samochodem, jak i rowerem. Widoki zapierają dech w piersi.
Godzina 7.10. Wsiadłam do pociągu Frecciargento i zgodnie z
jego nazwą, jak strzała pomknęłam z Brescii do Florencji. Dzięki drobnemu zamieszaniu na
początku podróży mogłam lepiejobejrzeć
wagony. Musiałam bowiem zamienić numer trzy, znajdujący się na początku składu,
na piątkę. Naturalnie zaraz pomyślałam sobie o zazwyczaj mnie stresującym w
polskich pociągach przejściu między wagonami. Jednak tutaj nie ma nic takiego –
wagony łączy przestronny korytarz. One same zaś zapełnione są wygodnymi,
lotniczymi, tak wyprofilowanymi siedzeniami, że nie męczy się część lędźwiowa
kręgosłupa. Fotele są zgrupowane po cztery, wokół stolików, a miejsce na bagaże
znajduje się zarówno pod sufitem, w schowkach identycznych jak te w samolocie,
jak i za oparciami foteli. Podwieszone pod sufitem ekrany informują na bieżąco
o przebiegu podróży: prędkości, kolejnych stacjach i pogodzie, jaka czeka na
podróżnych w miastach na trasie w rozpisaniu na godziny.
„Moja” freccia sunie
cicho i miękko. Komfort jazdy niemal idealny poza jednym, istotnym jednak
szczegółem – miejsca na odnóża jest zdecydowanie za mało. Na przeciwko siedzi
siostra zakonna pogrążona w lekturze książki o św. Faustynie i biznesmen
uparcie sms-ujący. Z dziewczyną? Kto go tam wie J Za oknami zaś
powoli wyłania się z mroku nowy dzień. Na razie migają mi tylko za szybą korony
drzew, ale gdy tylko się rozjaśni, przestanę stukać w klawiaturę, ponieważ po prostu
szkoda widoków. Każda sekunda przybliża mnie do celu podróży, Umbrii, ale po
drodze aż dwa razy będę musiała się przesiąść. Najpierw w mieście Dawida, i
Hannibala Lectera, potem na stacji Terontola-Cortona. Cortona znajduje się w prowincji Arezzo, w toskańskiej dolinie Chiana. To niegdysiejsze miasto etruskie znajduje się już na granicy między Toskanią a Umbrią. Nota bene w Arezzo urodził się autor "Sonetów dl Laury" i teoretyk muzyczny, Guido zwany z Arezzo, wynalazca solmizacji (do-re-mi-fa-sol). Po prawej słońce wschodzi w kolorach
pomarańczowo-czerwono-szkarłatnych. Co za niepowtarzalny spektakl, jaki funduje
mi przyroda. A na ekraniku pojawiła się tymczasem informacja o wszystkich, dalszych
połączeniach z Rzymu z godzinami – mój pociąg bowiem kończy bieg w stolicy
Włoch. Pasażer zatem nie musi nerwowo szukać we własnym telefonie, bo wszystkie
potrzebne wiadomości dotyczące podróży dostarczy mu kolej. W cenie biletu,
który jest jednak bardzo drogi. Koło 50 euro z Brescii do Perugii, gdzie
wysiadam. Pięć godzin, które jednak zapewne miną mi jak z bicza strzelił, bo te
przesiadki dostarczą sporo emocji. Dobrze, że mam czas na stacjach na wypicie
cafeuccio. Dojechałam do Werony i zamykam komputer.
Na stacji Firenze Campo Marte czyli Pole Marsowe miałam moją pierwszą
przesiadkę do Terontoli-Cortony. Sama stacja biedniutka tak, że wręcz nie przystaje do
miasta sztuki.
Toalety, jako rzecz wstydliwą chyba, wyrzucono na sam koniec
budynku. Miałam całe pół godziny na bisognini i kupienie kanapki (smakowita z
chrupkiej bagietki z prosciutto i białym serkiem stracchino, za którym
przepadam).
Wyjazd ze stacji mną lekko wstrząsnął – widok bowiem blokują wysokie
ekrany, a zatem niente Firenze, a na tych ekranach graffiti współczesnych
artystów, nie na miarę tych zgromadzonych w galeriach Uffizi i Pitti. Teraz
siedzę co prawda w pociągu regionalnym i laptopa trzymam już nie na stoliku,
lecz na kolanach, ale fotele i tutaj są świetnie wyprofilowane, a przede
wszystkim jest mało osób w wagonie, stąd wreszcie mogą nogi wyprostować.
Poza
tym we Frecci wiało jednak po nogach, a tu miło przygrzewa. Przede wszystkim
zaś pociąg tak pędzi, że aż uszy zatyka. Za oknem słońce za lekką mgiełką. Cyprysy
pną się po łagodnych wzgórzach, a w tle masyw Apeninów. Niekiedy mignie jakiś zameczek., dziś za podwójną mgiełką, bo dochodzi okrutnie brudna szyba.
Żegnaj Toskanio, witaj Umbrio. Stęskniłam się za Tobą ociupinkę. Oglądam Cię przy akompaniamencie donośnego stukotu kół
po torach – już jednak nie ten standard jazdy, choć życzyłabym się tak „niskiego”
poziomu usług w naszej kolei. Już lada chwila wysiadam w Perugii.