Spaghetti w Kampinosie

03:31


W sobotę zaordynowałam sobie samej "detoks psychiczny". Najpierw metrem do stacji Młociny, a stamtąd sprawnie i punktualnie kursującym autobusem linii 708 (posiadacze karty miejskiej muszą pamiętać o skasowaniu dodatkowego biletu na granicy strefy) dotarłam do Izabelina. W planie miałam spacer drogą wyznaczoną strzałką pod Centrum Kultury Izabelin - na Górę Ojca. Niestety, dalszej drogi nie znalazłam - mam nawigację w telefonie, ale chciałam sprawdzić oznaczenia szlaków. Wreszcie na końcu długiej ulicy Tetmajera trafiłam na szlak czarny - dokąd on miał prowadzić - zero informacji. Mimo to ruszyłam i po pół godzinie znalazłam się w Sierakowie, aby po dłuższym odcinku prowadzącym wzdłuż asfaltówki znów zagłębić się w las. Piękna trasa, ale ja nie miałam zbyt wiele czasu, więc wkrótce ruszyłam w drogę powrotną.


Już z powrotem w Izabelinie postanowiłam skusić się na "przysmaki kuchni polskiej", na jakie zapraszał szyld Gospody Kampinówka.


 Samo miejsce - sympatyczne, w  XIX-w., architekturze chłopsko-dworkowej, wnętrze już współcześniejsze, choć stylizowane na drzwi od stodoły drewniane wejścia do WC zamykane, a la' sławojka tylko na haczyki.


 Niezręczne rozwiązanie, bo "odgłosy", a co gorsze zapachy z toalety mogli czuć goście restauracji. Ale w środku czysto i na widocznym miejscu stał odświeżacz powietrza, więc chwała gospodarzom za tę przezorność. Z nadzieją na domowy barszcz zajrzałam do karty dań, a tutaj: bruschetta - co prawda z borowikami, czyli mariaż kuchni południowej z lokalną, spaghetti i inne dania typowo polskie. Gwoli sprawiedliwości były też rzeczywiście potrawy "nasze", ale w mniejszości. Dlaczego?
Kto wpadł na pomysł serwowania kuchni z Półwyspu Apenińskiego właśnie tutaj, gdzie powinny kusić potrawy nasze, wręcz dania lokalne. I dlaczego też z tras zniknęły tablice informacyjne? - tę ze zdjęcia zobaczyłam dopiero na ścianie restauracji, stojącej tuż obok "wypasionej" siedziby władz Kampinowskiego Parku Narodowego.

Zobacz również:

0 komentarze