Ziemia trzęsie się nadal

10:08



Na stronie FB  Gran Sasso Spa&Beauty Hotel Rigopiano nadal sielankowy widoczek z parą zażywającą kąpieli w odkrytym basenie otoczonym białym puchem. A niej filmiki i ujęcia w wiosennej aurze hotelu.. Dopiero później wśród wpisów wyłonić można apel z 23 stycznia o udostępnienie detektorów lawinowych ARVA, które służą do poszukiwania osób pod śniegiem. Potem zaś, gdzieś z boku figurującą informację "closed now". To brzmi wręcz groteskowo, bo trudno zamknąć coś, czego nie ma. Co zmiotła lawina pędząca z prędkością 100 km/godz niosąca 120 tys. ton śniegu, koszonych po drodze drzew, skał. To tak, jakby na położony malowniczo u stóp masywu Gran Sasso hotel zrzucono naraz 4 tys tirów z pełnym ładunkiem. Bilans - potworny - 29 ofiar śmiertelnych, ale jednocześnie światełko nadziei w postaci 11 uratowanych, w tym dwóch mężczyzn dosłownie cudem. Na kilka sekund przed tragedią wyszli z budynku i schronili się w aucie. Nota bene siła lawiny przesunęła stojące przed hotele samochody o dobre 300 metrów. Uratowały się dzieci i... psy, dopiero co narodzone, hotelowe szczeniaki-maskotki.


Komentowałam dla TVN24bis to, co działo się w Rigopiano, ale miałam poczucie pewnej niesprawiedliwości. Skupiliśmy się, my dziennikarze na jednym, bardzo medialnym fakcie, podczas gdy w innych miejscowościach regionu, odciętego od świata trzymetrowymi zaspami ciągle sypiącego śniegu i targanego setkami wstrząsów dziennie - tych wtórnych po czterech silnych wstrząsach 18 stycznia br. - zamknięci w domach, często bez prądu, a więc ogrzewania, światła, a także pożywienia i wody czekali na ratunek ludzie. Na przykład para staruszków, której wyczerpywała się bateria w komórce, więc dzwonili tylko co pięć godzin dając znać, że jeszcze żyją.
W Castel Castagna bezpośrednią ofiarą wstrząsów okazał się wydobyty z gruzów 83-latek. W Castiglione Messer Raimondo ze szczątków domu wyciągnięto dwójkę kuzynów - 17 i 30-latków w stanie krańcowego wychłodzenia. Ofiar śmiertelnych, rannych,odwodnionych, z odmrożonymi kończynami było więcej. A ziemia dalej się trzęsie w Abruzji, choć my już zapomnieliśmy o Rigopiano, bo przesłoniły go Trump, bezustannie odgrzwany jak kotlet Trybunał Konstytucyjny, Wałęsa. Codziennie trzęsie się ziemia w regionie, który nie zaznał trwałego spokoju od 2009 r., gdy kataklizm doświadczył jego stolicę L'Aquila, a potem wstrząsy z końca sierpnia, które unicestwiły Amatrice. Pomyśleć, że miasteczko przygotowywało się wówczas właśnie do dorocznego świętowania swojej "pasty" - to stamtąd bowiem pochodzi słynne spaghetti all'amatriciana.
Mimo to Abruzja znów stara się podnieść z kolan i zachęcać turystów do jej odwiedzenia. To piękny region, w którego masywie Gran Sasso tak lubił szusować Jan Paweł II. Latem te góry wyglądają tak majestatycznie jak na zdjęciu na otwarciu tego posta. A stojące u ich podnóży  hoteliki czy restauracyjki takie jak ta na zdjęciu niczym małe grzybki pod koronami strzelistych sosen. Poniższa fotka zawęża pole widzenia, ale obiekt stoi w otoczeniu gór. W miejscu podobnie "nieodpowiednim" jak hotel Rigopiano.


Jakiś "ekspert" zauważył, że hotel w Rigopiano nie powinien w ogóle być wybudowany w tym miejscu. Ale przecież takich obiektów u stóp gór są setki, a nawet tysiące. Nie przewidzimy wszystkich kataklizmów.
Jak tylko ucichnie ziemia wrócę do Abruzji,  do mojego ulubionego Civitella del Tronto -  średniowiecznego miasteczka wyrastającego z litej skały i do Sulmony Owidiusza słynącej z produkcji konfetti,




Zobacz również:

0 komentarze