Dziś kilka słów o serialu TVP "Felicita'" w reżyserii Makarego Janowskiego. Jego akcja rozgrywa się w apulijskim Polignano a Mare. Po obejrzeniu dostępnych na platformie streamingowej odcinków mam naturalnie kilka swoich przemysleń. Przede wszystkim dobrze, że akcja nie została umiejscowiona gdzieś na ubitym już dobrze szlaku włoskich wycieczek: w Rzymie, Florencji czy Wenecji. Inną sprawą jest ta, że producentów nie byłoby raczej stać na taką lokalizację. Jestem zakochana w Apulii, więc wybór tego regionu mnie ucieszył.
Z tym, że chyba Polacy odkryli Apulię już wcześniej, a zwłaszcza Polignano a Mare, które w tym roku przeżywało istną ofensywę czy najazd naszych rodaków. Na każdym rogu słyszało się polską mowę. A serial z pewnością zagwarantuje temu urokliwemu miasteczku polskich turystów na kilka kolejnych sezonów. Co najmniej.
Czy Polignano a Mare wypadło w filmie "szaro"? Takie opinie czytałam na forach i niespecjalnie się z nimi zgadzam. Mnie zaprezentowane kadry się podobały - bohaterowie poruszają się po białych, klimatycznych uliczkach, jak ta, na której ja się sfotografowałam minionego lata.
Odwiedzają "pocztówkową" plażę, która w zbliżeniach wypadła marnie bo... jest ujmijmy to skromna. To nie bałtycki piasek i przestrzeń, a jedynie skraweczek ciemniejszego piaseczku wciśnięty między skały. Na tym zresztą polega urok tego miejsca. Poza tym obraz nie ma być promocją potencjalnej turystycznej mety, a jak wspomniałam wcześniej mimo wszystko "nakręci" używając branżowego slangu turystykę w Polignano.
Kreacje aktorskie - Laurę Breszkę rzeczywiście przyćmiewa żywiołowa Monica Mariotti, nota bene polska aktorka włoskiego pochodzenia, której wreszcie dano szansę, aby zagrała to, co jej najbardziej w duszy gra - córkę włoskiego ojca, jaką jest w rzeczywistości. Breszkę spycha też w cień Klementyna Karnkowska, na ekranie córka bohaterki - młoda aktorka nominowana do nagrody Pulsar w kategorii „Inspirujący debiut na ekranie”. To są wyraziste postacie, a Laura-Zośka niknie, kolejne odkrycia związane z niewiernością męża doprowadzają ją do nudnej na ekranie rozpaczy z butelką wina w ręku czy leżenia na hotelowym łóżku. Słabo ogląda się taką depresję, zwłaszcza, gdy tandem aktor - reżyser nie mają pomysłu, jak ją ciekawie przedstawić.
Wracam jednak do Polignano a Mare, bo "Felicita'" na szczęście serwuje nam amore i amory w różnych odcieniach. Ma troszkę pobudzić do refleksji, ale i bawić "w pięknych okolicznościach przyrody". Przypomnieć nam o włoskich wakacjach w momencie, gdy za chwilę za oknem słońce zastąpi szarość. Dać odrobinę felicita', szczęścia. Jak Pomi de Fiuri, których zdjęcia zamykają ten post. W dialekcie apulijskim oznacza pączek kwiatu i jest to tradycyjna, ceramiczna ozdoba w formie nierozwiniętego kwiatu otoczonego czterema liśćmi akantu. Rzeczownik pumo pochodzi od łacińskiego pomum nawiązującego do Pomony, rzymskiej bogini owoców i dostatku Pomi, sprzedawane w sklepikach z pamiątkami i ceramiką w całej Apulii są traktowane jak amulety przynoszące płodność, pomyslność, a więc właśnie szczęście.
Kreacje aktorskie - Laurę Breszkę rzeczywiście przyćmiewa żywiołowa Monica Mariotti, nota bene polska aktorka włoskiego pochodzenia, której wreszcie dano szansę, aby zagrała to, co jej najbardziej w duszy gra - córkę włoskiego ojca, jaką jest w rzeczywistości. Breszkę spycha też w cień Klementyna Karnkowska, na ekranie córka bohaterki - młoda aktorka nominowana do nagrody Pulsar w kategorii „Inspirujący debiut na ekranie”. To są wyraziste postacie, a Laura-Zośka niknie, kolejne odkrycia związane z niewiernością męża doprowadzają ją do nudnej na ekranie rozpaczy z butelką wina w ręku czy leżenia na hotelowym łóżku. Słabo ogląda się taką depresję, zwłaszcza, gdy tandem aktor - reżyser nie mają pomysłu, jak ją ciekawie przedstawić.
Wracam jednak do Polignano a Mare, bo "Felicita'" na szczęście serwuje nam amore i amory w różnych odcieniach. Ma troszkę pobudzić do refleksji, ale i bawić "w pięknych okolicznościach przyrody". Przypomnieć nam o włoskich wakacjach w momencie, gdy za chwilę za oknem słońce zastąpi szarość. Dać odrobinę felicita', szczęścia. Jak Pomi de Fiuri, których zdjęcia zamykają ten post. W dialekcie apulijskim oznacza pączek kwiatu i jest to tradycyjna, ceramiczna ozdoba w formie nierozwiniętego kwiatu otoczonego czterema liśćmi akantu. Rzeczownik pumo pochodzi od łacińskiego pomum nawiązującego do Pomony, rzymskiej bogini owoców i dostatku Pomi, sprzedawane w sklepikach z pamiątkami i ceramiką w całej Apulii są traktowane jak amulety przynoszące płodność, pomyslność, a więc właśnie szczęście.
































