Czy za skąpstwo można zapłacić życiem? I czy można zabić dla pięciu złotych? Odpowiedź na oba pytania brzmi twierdząco. Podobnie, jak można zadźgać rywalkę nożem, bo kocha tego samego mężczyznę i nie chce się go wyrzec. Kolejne pytanie - czy są zbrodnie doskonałe, tak perfekcyjnie zaplanowane, że nawet serialowy mózgowiec-fajłapa, Columbo albo Ojciec Mateusz nie odnajdą sprawcy? Owszem, choć przestępca do końca życia będzie czuł oddech tropiącej go policji na plecach. Tak się dzieje w filmach, ale to tylko fikcja. Znacznie ciekawiej jest w realu. Dlatego tak świetnie, z wypiekami na twarzy czyta się cykl opowiadań pod tytułem "Opowiem Ci o zbrodni" Wydawnictwa Skarpa Warszawska. Zwłaszcza, że ich autorami są czołowi polscy pisarze tworzący literaturę kryminalną: Katarzyna Bonda, Max Czornyj, Wojciech Chmielarz, Igor Brejdygant, Małgorzata i Michał Kuźmińscy, Robert Małecki i Joanna Opiat-Bojarska. Oni wszyscy podjęli niezwykłe wyzwanie - sięgnęli do starych akt sądowych, odgarnęli z nich kurz, zagłębili się w zapomniane dawno historie, aby opowiedzieć je na nowo. Skąd ten pomysł? Trzy lata temu wpadła na niego dziennikarka, a zarazem reżyser telewizyjna Jola Gwardys i postanowiła nadać mu kształt wraz z producentką stacji Crime+Investigation Polsat Agnieszką Kubiak. Książka jest zaś elementem tego projektu realizowanego równolegle na ekranie i na papierze. Od 6 listopada br, co piątek, o godz. 22 w telewizji Crime+Investigation Polsat można już oglądać trzeci sezon "Opowiem Ci o zbrodni". Występują w nim autorzy opowiadań zawartych w książce, która też jest trzecią już odsłoną cyklu. I prezentują wybrane przez siebie zbrodnie z przeszłości. Te same, o których możemy właśnie przeczytać w bestsellerze Skarpy Warszawskiej. Książka sprzedaje się niczym ciepłe bułeczki, bo każdy, kto po nią sięga, chce zaraz wiedziec, kto "Z zimną krwią" zabił i zgwałcił atrakcyjną jeszcze, choć nie najmłodszą wdowę, Lilianę Pawlak, obwieszoną złotem skneruskę, wokół której musiał się kręcić cały świat. Czytelnicy pragną też dociec, dlaczego "Miłość" potrafi być tak ślepa, że jeden mężczyzna wodzi za nos dwie kobiety w różnym wieku, a one, choć źle traktowane, dalej pragną z nim być. Obie, nawet płacąc najwyższą cenę. "Zimny dreszcz" przeniknie nie tylko Komisarza Krzysztofa Smolińskiego, gdy będzie starał się dociec, jak i gdzie w drodze do domu z urlopu zaginęła znana dziennikarka. Trop prowadzi go do męża, ale kto wie, czy nie skończy się w ślepym zaułku, a może mężczyzna zagrał władzy na nosie i sprytnie pozbył się zwłok niechcianej połowicy? "Drugi z grzechów głównych" to zabójstwo i jego zupełnie nie spodziewa się, jak my wszyscy śledzący opisane wypadki, pewien syn. No bo co może stać się naraz aż trzem osobom mieszkającym w jednym domu, nawet, jeśli dwie z nich to para staruszków, skoro cały czas przebywa z nimi opiekun? A jednak, okazuje się, że może się stać. Wszystko. Bardzo Wam wszystkim polecam tę książkę - dawno nie czytałam tak świetnie napisanych kryminałów.
Za kulisami wystawy stałej Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku „Dla Rzeczypospolitej. Józef Piłsudski 1867 – 1935”
historia 08:25
Prace nad ekspozycją stałą Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku dobiegły końca, jednak wystawę będzie można zwiedzać dopiero po rozporządzeniu zezwalającym na ponowne otwarcie instytucji kultury. Utrudniony dostęp do sztuki i kultury nie oznacza jednak, że nie możemy zajrzeć za kulisy wystawy i oto twórcy postanowili przybliżyć nam koncepcję i efekt końcowy tej unikatowej ekspozycji. Prezentujemy zaledwie szkic tego co czeka zwiedzających, kiedy odwiedziny będą już możliwe i bezpieczne – prosimy śledzić komunikaty na stronie www.muzeumpilsudski.pl oraz na profilach muzealnych w mediach społecznościowych odnośnie daty otwarcia placówki.
Wystawa stała została zbudowana w hali, która mieści się dwa i trzy piętra pod powierzchnią ziemi. Do hali prowadzą długie schody (dla osób z ograniczoną mobilnością jest winda), a przemieszczanie się z parteru do poziomu wejścia na wystawę ma sprzyjać wyciszeniu i przygotowaniu widza do zwiedzania. Wystawa została tak skonstruowana, aby zaangażować zmysły odwiedzających i w sposób nowoczesny zaprezentować wątki historyczne. Oprócz zastosowanej elektroniki, wielu elementów ubarwiających i uzupełniających opowieść, oczywiście kluczowe znaczenie mają zgromadzone eksponaty. Właśnie ze względu na bezpieczeństwo często bezcennych obiektów utrzymywana jest automatycznie optymalna temperatura, natężenie światła oraz wilgotność powietrza właściwa dla: prac malarskich, obiektów papierowych i fotograficznych, elementów skórzanych i z tkanin, militariów oraz przedmiotów sztuki zdobnicznej i innych.
Osią ukazanej na wystawie stałej opowieści o Józefie Piłsudskim oraz walce o niepodległość Polski są kolejne etapy życia bohatera, począwszy od dzieciństwa i młodości, poprzez lata zesłania na Syberię, walki podziemnej i zbrojnej o odrodzenie państwa, aż po działalność polityczną w II RP. Wystawa składa się z sześciu galerii – pięciu biograficznych i szóstej prezentującej symbole i mity, które na przestrzeni lat obrosły wokół postaci Marszałka.
„Ziuk”, „Wiktor”, „Komendant”, „Naczelnik”, „Marszałek” – pięć galerii rozmieszczonych chronologicznie na dwóch poziomach hali wystawowej poświęcono kolejnym okresom życia i działalności Józefa Piłsudskiego. Biograficzne galerie wystawy przeplata galeria „Symbol” prezentująca mity i legendy oplatające historię bohatera, ale także ukazuje jego dziedzictwo. Miejscem centralnym ekspozycji jest przestrzeń wydzielona ogromnymi, ekranami, na których wyświetlana jest prezentacja multimedialna stanowiąca unikatową impresję na temat zbiorowego wysiłku na rzecz odzyskania niepodległości. Wewnątrz każdej galerii wyodrębniono przestrzenie, które nazwano scenami – każda z nich została zatytułowana i dopełniona cytatem z tekstów autorstwa Józefa Piłsudskiego.
Galeria „Ziuk”, otwierająca ekspozycję, opowiada o pierwszych 24 latach życia Józefa Piłsudskiego. Nazwa galerii to zdrobnienie imienia Marszałka, którym zwracali się do niego najbliżsi (na wileńszczyźnie wymawiano jako Józiuk). W galerii „Ziuk” rozpoczyna się dedykowana najmłodszym zwiedzającym ścieżka rodzinna - tu przybliżająca rzeczywistość uczniowskich czasów bohatera m.in. XIX-wieczne warunki nauczania, czy przybory szkolne i przedmioty z epoki. Jedna ze scen galerii zatutułowana „Sybir” stanowi także pierwszą z wielu przestrzeni immersyjnych, w której treść narracji przedstawiona jest w formie multimedialnego pokazu dopełnianego grafiką i eksponatami. Intencją twórców był proces „pochłonięcia” zmysłów zwiedzających w prezentowanym elektronicznie temacie sceny. Odbiór potęgować mają efekty scenograficzne, dynamicznie zmieniające się obrazy oraz oryginalne nagrania buriackich śpiewów, które towarzyszą narracji lektora.
Galeria Wiktor
Galeria opowiada o jednym z prawdopodobnie mniej znanych rozdziałów życia Józefa Piłsudskiego – działalności konspiracyjnej przeciwko caratowi rosyjskiemu. Bohater przyjął wówczas pseudonim „Wiktor”. Widz odkrywa dwa oblicza rzeczywistości: tą widoczną dla wszystkich i konspiracyjną.
- Ten efekt udało nam się uzyskać dzięki połączeniu artefaktów takich jak gazeta „Robotnik” – konspiracyjne pismo drukowane przez Piłsudskiego czy ręczna maszyna drukarska dociskowa z tego okresu, oraz scenografii z animacją światłem i grafiką wykonaną w technice druku soczewkowego, pozwalającego na pokazanie dwóch obrazów na tej samej powierzchni. Instalacja ma zaintrygować widza i zachęcać go do odkrywania tajników działalności „Wiktora”- powiedział dyrektor Muzeum Robert Supeł
Galeria w wielu miejscach odwołuje się do języka sztuki. Zwiedzający poznaje historię poprzez orientalny teatr cieni, obrazy Wojciecha Kossaka, rzeźbę Antoniego Biłasa, reprodukcje prac Stanisława Lentza oraz filmy stanowiące rekonstrukcję wydarzeń.
Galeria „Komendant” jest opowieścią o stopniowej przemianie Józefa Piłsudskiego z konspiratora
w dowódcę wojskowego Legionów Polskich. Oczywiście nie mniej ważni są także pozostali służący w legionach, a ciekawostkę stanowi wyszukiwarka biogramów „Żołnierze Legionów Polskich 1914– 1918”. Stanowisko zostało stworzone, aby zaprezentować przekrój społeczny legionistów wraz z ich powojennymi losami. Wyszukiwać można według określonych kategorii np. artyści lub znane postaci II RP. Wszystkich łączy legionowe zaangażowanie, a czasem i późniejsze barwne życiorysy sięgające czasów także po II wojnie światowej. Wśród legionistów można odnaleźć wiele znanych nazwisk sceny i estrady polskiej, czy przyszłych ministrów i generałów. Wyszukiwarka jest narzędziem edukacyjnym pokazującym kilkanaście biogramów, które zostaną uzupełnione do kilkuset pokazujących jak wielu z przyszłych elit było zaangażowanych w walkę Legionów Polskich.
Galeria „Naczelnik” jest pierwszą z dwóch zlokalizowanych na antresoli i obejmuje ona okres od powrotu Józefa Piłsudskiego do Warszawy z internowania
w Magdeburgu po decyzję o przeprowadzeniu przewrotu politycznego 12-tego maja 1926 r. Prezentowane sceny pokazują pierwsze dni niepodległości Polski po ponad stu latach niewoli, procesodbudowywania kraju oraz tworzenia nowoczesnego i demokratyczego ustroju. Przestrzeń wypełniają m.in. cztery wyspy tematyczne – Armia, Ustrój, Społeczeństwo i Granice, poświęcone tym aspektom tworzenia państwa, którymi Józef Piłsudski zajmował się osobiście. Pozostałe opowiadane są poprzez prezentację multimedialną, infografiki, plakaty propagandowe czy też tablice wiszące nad głowami zwiedzających z cytatami z wypowiedzi polityków i nagłówków gazet tamtego okresu.
Galeria poświęcona jest ostatniemu etapowi życia Józefa Piłsudskiego. Dziewięć lat rządów Marszałka, pełnych zawirowań i zwrotów akcji, zestawiliśmy na osi czasu przentując zwiedzającym dziewięciometrową infografikę. Ciekawym uzupełnieniem jest także zupełnie nieznany w Polsce materiał filmowy, który został odkryty pod mylącym tytułem i niewłaściwą datą w prywatnym archiwum w Kalifornii. Trwające nieco ponad minutę znalezisko ukazuje walki uliczne w Warszawie podczas wydarzeń w maju 1926 roku i toczące się wśród nich życie codzienne miasta. Scena zamykająca tę galerię skłania ku refleksji, a jednocześnie
upamiętnia śmierć oraz uroczystości pogrzebowe Józefa Piłsudskiego.
Galeria „Symbol” ukazuje „życie po życiu” bohatera wystawy, czyli mity dotyczące Józefa Piłsudskiego, ale także ukazuje jego spuściznę. Ostatnia z galerii zaprezentowana jest w trzech odsłonach, umieszczonych w różnych miejscach ekspozycji pomiędzy galeriami biograficznymi.
- Jej istotą jest zbudowanie pomostu pomiędzy biografią bohatera wystawy a współczesnością.
Te połączenia osiągneliśmy przy pomocy eksponatów – symboli z całego XX wieku odnoszących się do walki o niepodległość oraz osoby marszałka. Obok tych bardziej oczywistych możemy znaleźć też wspomnienie rajdu motocyklowego szlakiem Marszałka Piłsudskiego, który odbył się w 1938 r. czy banknotu upamiętniającego setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę wemitowanego przez Narodowy Bank Polski w 2018 r. – podsumował Dyrektor Robert Supeł.
Poszczególne sceny i galerie mają charakter problemowy i stawiają zwiedzającym różne pytania m.in. symbolem czego i dla kogo jest Józef Piłsudski lub o to czym dla widzów jest patriotyzm. Pytań jest wiele, a odpowiedzi i różnorodnych opinii zapewne będzie tyle ilu zwiedzających.
W sprawie ponownego otwarcia muzeum prosimy śledzić komunikaty na stronie www.muzeumpilsudski.pl oraz na profilach muzealnych w mediach społecznościowych.(Źródło i zdjęcia, oprócz dwóch ostatnich z Pixabay, Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku)
Ryanair, przygotowując się do przewiezienia milionów pasażerów do domu na Boże Narodzenie, wprowadziła 20% zniżkę w ramach całej siatki połączeń.
Ryanair oferuje 20% zniżki na wszystkie loty od 1 grudnia do 10 stycznia umożliwiając rodzinom i bliskim powrót do domu święta.
W zeszłym tygodniu Ryanair ogłosił uruchomienie 24 dodatkowch lotów na święta m. in. z Belgii, Francji, Grecji, Włoch, Portugalii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. (Źródło: Ryanair, zdjęcie: Pixabay)
Oto znów cofam się o ponad 60 lat. Jeszcze mnie wtedy nie było na świecie. Nie byłam nawet w planach. Żył natomiast ktoś, kogo nie miałam szansy poznać, a kogo imie noszę i staram się być jego godna. Przeżyć życie, które tej osobie nie było dane. Tamto życie urwało się zbyt szybko. O kim piszę - o Cioci Ani, starszej siostrze mojej Mamy. Zginęła w wieku 26 lat. Z okna Polskiej Akademii Nauk w Warszawie wypchnęły ją zdradzeckie ręce służb specjalnych. Nie chciała pójść na współpracę, donosić - zapłaciła najwyższą cenę. Po latach Mama znalazła jej piękne, włoskie opowiadania. Publikuję je na tym blogu po kolei, aby dać jej głos, aby żyła w tych wszystkich słowach i zdaniach. Oto Ani wspomnienia z włoskiej Riwiery.
Poprzez żaluzje promyk słońca wciskał się pod powieki. Obudziłam się sama w dużym pokoju genueńskiego hotelu. Obok puste łóżka, ciao`, Manuela i Maria Teresa „wybyły” do Hiszpanii, aby spędzić urlop na Majorce. Zadźwięczał telefon. Na dole czekał Lovi. Po śniadaniu snucie się wąskimi uliczkami wśród zapachu sztokfiszy i makreli. W południe start.
Auto jest odkryte, wiatr świszcze w uszach. Oblizuję wargi, usta są słone. Morski wiatr. Wśród palm nikną pod błękitną kopułą nieba białe budynki nowoczesnej Genui. Autostrada biegnie wzdłuż morza. Na plaży czarno od spieczonych ludzkich postaci. Tłumimy w sobie chęć wypluskania się w ożywczych falach morskich. Słońce toczy się po niebie rozżarzoną kulą. Santa Margherita. Śliczne wille w ogródkach, na molo lokal przy lokalu. Kołyszą się przycumowane przy brzegu turystyczne stateczki i rybackie łodzie. Przy stolikach tłum zagraniczników, przeważają ascetyczne typy szwedzkich bankierów, lub płowowłose , mocno przypudrowane Norweżki. Jem makaron, jako najpewniejszą potrawę, Lovi smakowicie rozkoszuje się bukietem z rozgwiazd, mięczaków, ostryg – frutti di mare. Owoce, mała czarna. Leniwie wstajemy od stolika, kartka do Manueli znika w czerwonej skrzynce. Ruszamy dalej. Popielaty Fiat jest zgrzany, zakurzony, lecz dzielnie pruje naprzód. Szeroka wstęga autostrady. Malownicze kolorowe domki, na słupkach kaktusy. Kołyszą się lekko na wietrze palmy. Błękitne fale z lekką pianą na wierzchu liżą złoty, miałki piasek plaży. Ta fantastyczna niebieskość każe zamilknąć, zapomnieć o wszystkim. Auto samo, bezszelestnie jedzie na południe. Siedzimy zapatrzeni w dal, zasłuchani w płynące z radia dźwięki muzyki. Gershwin.
Małe domki przemieniają się w nowoczesne wille skąpane promieniami zachodzącego słońca. Plaża huczy gwarem ludzkich śmiechów i melodiami płynącymi z głośników. Mijamy piniowy lasek. Autostrada zmienia oblicze – piękna nowoczesna ulica.
Viareggio. Ileż wspomnień z dzieciństwa. Hotel Esplanada ginie wśród liści olbrzymich palm. Na małych rowerkach gonią się dwaj psotnicy, pewnie wnuki czarownicy co to z kotem na ramieniu jeździła w stronę Pinety, a na murku przycupnęłam ja w pasiastej piżamce, kręcę w palcach złote warkoczyki i szepczę: Mamusiu, patrz Baba Jaga. Nie ma Mamusi, nie ma Baby Jagi, nie ma warkoczyków. Zupełnie dorosła wysiadam z auta i idę z młodym człowiekiem do modnego lokalu na kolację. Z płyt płynie melodia Only You. Kiedy opuszczamy Viareggio jest już ciemny wieczór. Nie, wcale nie ciemny. Setki luksusowych pensjonatów zachęcają turystów tysiącem żarzących się świateł, kolorowymi reklamami i melodiami najnowszych przeboji. W drzwiach modnego, amerykańskiego nocnego lokalu nikną pseudo Bardotki, Lollobrigidy i Mansfieldki. Szeleszczą sztywne halki. Neony ciepłymi blaskami przesuwają się po opalonych dekoltach. Przy nich pochylone ciemne szczotki czupryn młodych chłopców i wytworne łysiny starszych panów. Zaczyna się nocne życie. Ostatnie światła barwnej miejscowości, fontanna migoce tysiącami kropelek a tabliczka wskazuje kierunek – Piza.
Na niebie pokazują się pierwsze gwiazdy. Mijamy ciemne domki przedmieścia i … zdumienie przeradza się w zachwyt. W blasku księżyca słynna krzywa wieża wygląda jak wspaniała dekoracja teatralna. Nie wiem dlaczego zaraz jakieś reminiscencje z Szekspira. Czyżby tu miał wkroczyć król Lear ? A może u drzwi baptysterium Hamlet oczekuje na ducha ojca na tle trzynastowiecznej katedry? Obchodzę wieżę ze wszystkich stron - uważaj zaraz się zawali – śmieje się Lovi. Jedziemy na lody do pobliskiej gelaterii, z oddali jeszcze raz oglądam się na wspaniałe dzieło Taddeo Pisano.
Wśród nocy zatrzymujemy się w słynnym kurorcie Bagni di Lucca. Wśród róż i magnolii wchodzimy na taras niedużej willi. Wszyscy zajmują się mną serdecznie. Po chwili wykąpana i najedzona siedzę na miękkim fotelu przytulnego saloniku. Panuje nastrój pełen niefrasobliwości. Przy stoliku cztery osoby grają w karty – brydż. Siedzący na podłodze amerykański archeolog rzuca gumowe kostki buldogowi, którego promienny pysk pasuje do wdzięcznego miana Gioia. Urocza siwowłosa pani otulona szalem, matka Loviego, namawia mnie na nocleg, lecz jutro musimy być w Rzymie. Po krótkim odpoczynku ruszmy w dalszą drogę. Oczy kleją się coraz bardziej. Znów autostrada biegnie wzdłuż morza. W granatowej toni przegląda się cały gwiazdozbiór, fale złowieszczo uderzają o brzeg. Co chwila unoszę opadającą głowę, ach, spać, spać. Szary brzask wita nas blaskiem wschodzącego słońca nad Lido di Ostia. Siamo venuti. Ecco Roma. W pół godziny później lokaj Sabino wprowadził mnie do domu. Zasypiam i śni mi się błękitne morze włoskiej Riviery.
Więcej opowiadań Cioci Ani w zakładce: Anna Romana opowiada
Miała dwa ratusze na rynkach Starej i Nowej Warszawy – dziś Starego i Nowego Miasta. W obrębie tego pierwszego był oczywiście zamek zwany Warszawskim nie Królewskim z ogromną salą teatralną. Przez Bramę Krakowską w ceglanych murach, okalających tamtą część miasta wyjeżdżało się na rozległy Plac Bernardyński – teraz początek Krakowskiego Przedmieścia. Stały przy nim kolejno: Kościół Sióstr Klarysek – w jego miejscu rozciąga się skraj Placu Zamkowego z widokiem na stronę praską, gotycki kościół Bernardynów p.w. św. Anny oraz okazały pałac Adama Kazanowskiego, „zapamiętany” w murach kamienicy Towarzystwa Charytatywnego Caritas.
Adam Kazanowski, podkomorzy koronny, a potem marszałek nadworny koronny był faworytem i przyjacielem z młodości króla Władysława IV. I to Kazanowskiemu dedykowany zostaje w roku pańskim 1643 „Gościniec, abo krótkie opisanie Warszawy z okolicznościami iey dla Kompaniey Dworskiey przez Adama Jarzemskiego, muzyka I.K.M”. „Opisanie” ma formę wiersza i jest chyba pierwszym przewodnikiem po Warszawie. I choć jego rymy można by uznać za raczej "częstochowskie", to 3844 wersy zamknięte w 164 stronach opowiadają o mieście, którego już nie ma, ponieważ zmiotła je dosłownie szwedzka nawałnica. Jednocześnie pozwala wytropić w istniejących dziś budynkach rysy dawnych kamienic czy pałaców, a może świątyń czy wież? Tego zadania podjął się architekt Tomasz Kuls, uznany autor projektu konserwacji i częściowej adaptacji ruin zamku Krzyżtopór w Ujeździe, projektu odbudowy pałacu z Chróstniku koło Lublina, ale też projektów na potrzeby prac konserwatorskich w Wilanowie. W efekcie powstała „Warszawa – szlakiem Gościńca Adama Jarzębskiego – rekonstrukcja miasta z roku 1643 w 25 obrazach”, elegancka książka- album w twardej okładce na pięknym papierze, w dodatku szyta nie klejona, wydana „ze smakiem” przez Skarpę Warszawską. Blisko 200 stron tekstu przeplatają stare ryciny i mapy, ale najcenniejsze są właśnie kolorowe rekonstrukcje- wizualizacje wybranych budynków. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak w I poł. XVII w. wyglądały dzisiejsze Stare i Nowe Miasto, Krakowskie Przedmieście, jaka była wtedy Warszawa? Na ile te wizualizacje mogą być zgodne z rzeczywistością – wyjaśnia autor na początku książki, podobnie. jak opisuje fascynująco etapy samej rekonstrukcji.
Dla mnie największą wartością tej pozycji jest połączenie obrazu - wizualizacji z historią. Kuls opisuje dzieje Warszawy od początku i w ten sposób pozwala nam samym ocenić, na ile miasto rozwinęło się do momentu, gdy Jarzemski tworzył swój „Gościniec”. Szacuje więc, bo z tamtego okresu nie ma „twardych danych”, że miasto mogło liczyć 14-18 tys. mieszkańców i około 1000 posesji. Było zatem o wiele mniejsze niż ówczesny Kraków, Poznań, Lwów czy nawet Lublin! Jednocześnie pokazuje, jaki „boom” architektoniczny przeżywała Warszawa za czasów Zygmunta III Wazy i jego syna, Władysława IV. Choć bowiem nie została stolicą w 1596 r., jak błędnie uczono nas w szkole, to pierwszy z władców właśnie w tym roku przeniósł tu swoją rezydencję po pożarze Wawelu, ale też dlatego, aby być gospodarzem (a nie gościem z Krakowa) odbywających się w Warszawie obrad sejmu i senatu Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Taka pozycja miasta „skazywała” je na szybki rozwój.
Za sprawą książki Kulsa wsiadamy w wehikuł czasu, włączamy bieg wsteczny i przenosimy się cztery wieki w tył. A potem już, przewracając karty albumu spacerujemy po ulicach, spoglądamy na kolejne rekonstrukcje i poznajemy ich historie. Są one fascynujące, jak ta o teatrze zamkowym, który za Władysława IV zagraniczni goście postrzegali jako jeden z największych tego typu w Europie. Teatr zajmował całe południowe skrzydło i miał maszynerię sceniczną zaprojektowaną przez Augustyna Locci, ojca budowniczego pałacu wilanowskiego. Pełne przepychu wnętrza, inspirowane były włoskimi arcydziełami architektury teatralnej - Teatro Olimpio Palladia z Vicenzy, parmeńskim Teatro Farnese i florenckim Teatro degli Uffizi, które widział sam Władysław IV, gdy będąc jeszcze królewiczem objeżdżał Europę. To jego wzorem ruszali potem artyści i intelektualiści na Grand Tour w XVIII i XIX w. Co stało się z tą sceną, która była świadkiem zaślubin Władysława IV z Cecylią Renatą Habsburżanką? Za Jana III Sobieskiego pomieszczenia teatru przerobiono na kancelarię królewską, a 1767 r. całe skrzydło zamku spłonęło.
Równie ciekawa jest historia podmiejskiej willi królewskiej - Villa Regia, która po wielu przebudowach stała się Pałacem Kazimierzowskim, wchodzącym w skład kompleksu Uniwersytetu Warszawskiego. A także wspomnianego na początku, renesansowego pałacu Kazanowskiego, który przepychem miał konkurować z samym zamkiem, zaś z biegiem czasu przekształcono go na potrzeby klasztoru i zakony karmelitanek bosych, a potem Towarzystwa Dobroczynności Res Sacra Miser. Część jego murów, odzianych w kostium klasycystyczny za sprawą Antonia Corazziego, znajduje się w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 62.
Niewiele osób też wie, że na miejscu Pałacu Staszica, czyli dzisiejszej siedziby Polskiej Akademii Nauk stała Kaplica Moskiewska. Spoczywały w niej doczesne szczątki zdetronizowanego cara Wasyla IV, jego żony i brata – wziętych do niewoli przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego, kiedy zdobył Moskwę w 1610 r.
Z kolei Arsenał, najczęściej przez nas kojarzony z „Kamieniami na szaniec” powstał właśnie za czasów Władysława IV i jego wizualizacja z tamtego okresu też zdobi karty książki, która, sama w sobie może służyć nie tylko varsavianistom i pasjonatom naszej stolicy, ale też przewodnikom miejskim pragnącym wzbogacić swoją wiedzę o nowe fakty. Zwłaszcza, że czyta się ją znakomicie. Podziw budzi sama praca rekonstruktorska, która zajęła autorowi całe lata oraz jego ogromna wiedza połączona z detektywistyczną żyłką. Nie przyjmuje bowiem na wiarę wszystkich dostępnych dokumentów "jak leci", ale je porównuje, włączajac tryb "sprawdzam". Dzięki takiej metodzie powstała książka odkrywcza, miejscami wręcz sensacyjna, ale której zawartości można zaufać.
Publikacji towarzyszy Warszawski Kalendarz 2021 – Warszawa sprzed potopu szwedzkiego w 12 rekonstrukcjach, naturalnie również opublikowany przez Skarpę Warszawską. Dobrze, że są jeszcze wydawnictwa podejmujące się tak może mało komercyjnych zadań, ale za to ambitnych, służących naszej kulturze.
(Zdjęcia z publikacji)
Kalendarz adwentowy – 24 drzwiczek do świątecznego raju… w Niemczech kalendarz adwentowy jest tak samo nieodłącznym elementem tradycji bożonarodzeniowych jak świąteczne ciasteczka i grzane wino. Szczególnie dzieciom radośnie skraca czas oczekiwania na Wigilię. Początki kalendarza adwentowego sięgają połowy XIX wieku. Wówczas dni do Bożego Narodzenia były liczone kartkami odrywanymi z kalendarza lub obrazkami, podczas gdy dziś większość kalendarzy jest wypełniona słodyczami lub drobnymi niespodziankami. W wielu rodzinach kalendarze są własnoręcznie wykonywane i wypełniane zawartością. Muszą być gotowe najpóźniej wieczorem 30 listopada, ponieważ od 1 do 24 grudnia wolno otwierać tylko jedno okienko lub paczuszkę dziennie. W niektórych gminach i miastach kalendarze adwentowe nabierają prawdziwie wielkiego rozmachu: na przykład ratusz w heskim mieście Hanau co roku zamienia się w jeden ogromny kalendarz adwentowy. Każdego wieczoru otwierane jest jedno okno, w którym błyszczą iluminowane motywy z baśni braci Grimm.
Świąteczne wypieki – ciasteczka, strucle i pierniki… w wielu sklepach korzenne ciasteczka w kształcie figurek, praliny z marmoladą i marcepanem oraz pierniki zaczynają powstawać już z początkiem września, a w rodzinach wielkie pieczenie rusza zazwyczaj w połowie listopada. Rozkoszna woń cynamonu, goździków, wanilii i anyżu unosi się wtedy w powietrzu. Figurki bożonarodzeniowe wycięte z maślanego kruchego ciasta i klasyki, takie jak waniliowe półksiężyce, cynamonowe gwiazdki, kruche ciasteczka wyciskane z maszynki czy makaroniki, można znaleźć na większości talerzy ze słodkościami. Wybitne specjały, do których należą drezdeńska strucla bożonarodzeniowa (Dresden Stollen), norymberskie pierniki czy „drukowane“ pierniki z Akwizgranu, są znane na całym świecie. Ale zaleca się również spróbowanie typowych regionalnych smakołyków, takich jak frankfurckie ciasteczka marcepanowe (Frankfurter Bethmännchen) czy szwabskie ciasteczka anyżowe (Schwäbische Springerle).
Wieniec adwentowy – zapal adwentową lampkę… już w 1839 roku ewangelicko-luterański teolog i pedagog Johann Richard Wichern w protestanckich północnych Niemczech powiesił pierwszy wieniec adwentowy dla dzieci ulicy i sierot. Do wieńca Wicherna były przymocowane cztery duże świece, po jednej na każdą niedzielę adwentową, i mniejsze świeczki na dni powszednie. Dzisiejsze wieńce adwentowe – klasyczne wiązane z gałęzi jodłowych, a także wykonywane z innych materiałów jak słoma, drewno czy metal – mają zazwyczaj cztery świece, które, zapalane jedna po drugiej w kolejne niedziele adwentowe, wprowadzają świąteczny nastrój w każdym domu.
Mikołajki, czyli czas przygotować skarpety... Już 6 grudnia każdego roku dziecięce oczy błyszczą z emocji. Dzień upamiętniający św. Mikołaja, który w IV wieku pełnił funkcję biskupa w mieście Myra, obecnie miasto w Turcji, jest związany z wieloma zwyczajami w całym chrześcijańskim świecie. W Niemczech w wigilię mikołajek dzieci zostawiają wypastowane buty za drzwiami w nadziei, że przez noc wypełnią się słodkimi smakołykami, orzechami, mandarynkami i drobnymi upominkami. Legenda głosi, że Mikołaj przychodzi w nocy i nagradza grzeczne dzieci. Czasami Mikołajowi towarzyszy jego sługa pachołek Ruprecht, a w regionie alpejskim także kosmaty Krampus. Obaj są postrachem niegrzecznych dzieci.
Oh Tannenbaum, oh Tannenbaum… w kilku niemieckich kolędach śpiewa się o choince, i rzeczywiście iglaste drzewko przyozdobione światełkami uchodzi za symbol Bożego Narodzenia. Zwyczaj ustawiania choinek na zewnątrz przy kościołach, budynkach i na centralnych placach rozpowszechnił się na świecie, wzorem krajów niemieckojęzycznych, w XIX wieku. W większości niemieckich rodzin choinka jest nieodłącznym elementem świąt. Drzewko często kupuje się wspólnie całą rodziną na specjalnych straganach, a nawet wycina ręcznie w wyznaczonych do tego celu miejscach w lesie. W zależności od tradycji rodzinnych drzewka ustawia się już w czasie adwentu albo dopiero w Wigilię. Zazwyczaj i młodsi, i starsi członkowie rodziny pomagają ubierać choinkę, która w każdej rodzinie prezentuje się w innym stroju: w połyskującej bieli lub tradycyjnej zieleni i czerwieni, przystrojona bombkami, drewnianymi figurkami czy anielskim włosem, rozświetlona prawdziwymi świeczkami lub elektrycznymi lampkami. Dekoracje choinkowe są często przekazywane z pokolenia na pokolenie, dzięki czemu każda choinka jest wyjątkowa.
Wigilia: Dzieciątko Jezus czy Święty Mikołaj? Różnie jest z tą tradycją na świecie, ale w Niemczech to 24 grudnia rozdaje się prezenty. Na pytanie, kto przynosi prezenty: Dzieciątko Jezus czy Święty Mikołaj, odpowiedź jest różna w różnych regionach Niemiec. Święty Mikołaj z gęstą siwą brodą jest wprawdzie stosunkowo nowym „wynalazkiem”, ale zdążył się już na dobre zadomowić w północnej części kraju. Natomiast Dzieciątko Jezus o złocistych loczkach jest najbardziej wyczekiwaną osobą w tym dniu na południu. Wiele rodzin tradycyjnie uczestniczy w nabożeństwie dziecięcym lub mszy świętej 24 grudnia przed lub po rozdaniu prezentów, nawet jeśli nie chodzą do kościoła w inne dni w roku. Świąteczne nabożeństwa są bardzo nastrojowe. Dzwoniące dzwony oznajmiają, że już czas udać się do kościoła i cała rodzina wyrusza na spotkanie z innymi rodzinami, sąsiadami i znajomymi. W wielu kościołach można podziwiać szopki przedstawiające miejsce narodzin Chrystusa wedle biblijnej opowieści, z pieczołowicie wyrzeźbionymi postaciami. Historia Bożego Narodzenia często jest również odgrywana w formie przedstawienia podczas mszy.
Regionalne zwyczaje uprzyjemniają zimowy czas. Również liczne regionalne zwyczaje i tradycje umilają mieszkańcom Niemiec czas w zimnym i ciemnym grudniu. W Saksonii, na przykład, „górnicy" w tradycyjnych strojach suną ulicami w czasie adwentu przypominając o górniczym dziedzictwie regionu. W Górnym Palatynacie z kolei w okresie Bożego Narodzenia błogosławiony obraz Marii Panny wędruje od domu do domu aż w końcu wraca do kościoła 24 grudnia. W Nadrenii popularną tradycją jest „wkładanie źdźbeł słomy" lub „ścielenie żłóbka": na początku grudnia w domu jest ustawiany pusty żłóbek. Dzieci otrzymują źdźbła słomy, na przykład za dobre stopnie w szkole lub pomoc w domu, które wkładają do żłóbka, aby Dzieciątko Jezus miało miękkie posłanie gdy przyjdzie na świat w Boże Narodzenie. Na południu Niemiec, zwłaszcza w Bawarii i Badenii-Wirtembergii, kultywuje się zwyczaj „chwalenia choinki", który polega na gromadnym odwiedzaniu kolejnych domów i wychwalaniu drzewek sąsiadów. Gospodarze dziękują za wspaniałe pochwały drobnym podarunkiem - tym najchętniej przyjmowanym jest flaszeczka Schnappsa… (Źródło: DZT, zdjęcia: Pixabay)
Recenzja: Syryjska legenda – emocjonujący wyścig z czasem w poszukiwaniu hitlerowskiego skarbu
Czytając 06:41
Trzy dni temu dostałam do zrecenzowania sensacyjną powieść „Syryjska legenda” od samego autora, Wojciecha Kulawskiego. Wczoraj rano otworzyłam ją na pierwszej stronie i… wszystkie plany dnia legły w gruzach, bo nie sposób było mi się od książki oderwać. Skończyłam przed północą – na ostatniej, 335 stronie. Rzadko kiedy czytam książki „jednym tchem”. Ta wciągnęła mnie od razu swoją wartką akcją, pełną nieoczekiwanych zwrotów. Wraz z grupą jej bohaterów – archeologów przeżyłam przygodę życia. Nie zamierzam tu streszczać fabuły – to pozbawiłoby Was przyjemności lektury. Wyjawię tylko w telegraficznym skrócie, że książka opowiada o poszukiwaniach legendarnego skarbu, ukrytego przez Niemców pod koniec II wojny światowej gdzieś w Syrii – stąd tytuł powieści.
Ten główny wątek oplata szereg pobocznych, w tym ciekawe zagadnienie handlu żywym towarem, dziewcząt i młodych kobiet z Europy, porywanych i sprzedawanych bogatym szejkom arabskim za niewyobrażalne pieniądze. Wśród fikcyjnych bohaterów pojawia się postać historyczna, Aloisa Brunnera, mającego kluczowy udział w „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej” w czasie II wojny światowej. Pomimo, że był odpowiedzialny za śmierć setek tysięcy Żydów z całego naszego kontynentu w komorach Auschwitz – Birkenau, udało mu się uniknąć po wojnie kary – umknął m.in. „łowcy nazistów”, Szymonowi Wiesenthalowi, założycielowi Żydowskiego Centrum Dokumentacji, które przyczyniło się do postawienia przed sądem ponad tysiąca zbrodniarzy nazistowskich.
Po wojnie Brunner zaszył się właśnie w Syrii – miał być ekspertem tamtejszego rządu w zakresie technik terroru i tortur. W jakiej roli występuje na kartach powieści – tego już się sami dowiedzcie!
Cała akcja ma niesamowite wręcz tempo – funduje emocje zbliżone do tych, jakie przeżywają pasażerowie kolejki górskiej w parku rozrywki. Dzieje się już tak od samego prologu, kiedy dwójka głównych bohaterów pędzi terenówką ponad setką na godzinę po pustynnych bezdrożach. Mamy tu „ostrą jazdę”: pościgi, porwania dla okupu, akcje odbijania więźniów lub ich spektakularnych ucieczek z miejsc przetrzymań, strzelaniny, w wyniku których „trup ściele się gęsto”, fingowane samobójstwo i morderstwa z zimną krwią, gwałt oraz seks. Jednocześnie autor nie epatuje brutalnością – krew nie leje się strumieniami, a sceny intymne na szczęście odbiegają od stylistyki naszych pisarek-erotomanek. Opisy są w tym przypadku zwięzłe, pozwalające na grę wyobraźni i za to duże brawa dla Wojtka.
Co urzekło mnie w tej książce to bogactwo, rzekłabym wręcz piękno polszczyzny – teraz rzadko który polski autor ma szacunek dla naszego języka. Dzięki niemu widzimy tło wydarzeń, przedstawione z fotograficzną dokładnością, czyli samą Syrię.
I są to nie tylko obłędne zachody słońca, malujące pustynne piaski w fantazyjne kolory, ale też miejsca na szlaku poszukiwań skarbu, będące jednocześnie turystycznymi must see: Damaszek, Palmyra, Bosra, ale też legendarny zamek joannitów, Krak des Chevaliers, zbombardowany w 2013 r. przez samoloty rządowe.
Stało się to podczas wojny domowej w Syrii, z którą ścigają się, tak jak z prześladowcami, poszukiwacze skarbu. On też przerośnie oczekiwania zarówno bohaterów jak i nas, czytelników, wzbogaconych dzięki lekturze również o dobrze dawkowaną porcję wiedzę o kraju, jego obyczajach i polityce.
Na końcu jeszcze ukłon w stronę Wydawnictwa za porządną redakcję (znalazłam chyba tylko ze trzy literówki i jeden błąd ortograficzny). Mam nadzieję, że zachęciłam Was do przeczytania „Syryjskiej legendy”. Naprawdę warto!
Ryanair, ekonomiczna linia lotnicza poinformowała dziś o zniesieniu opłaty za zmianę rezerwacji. Wszyscy pasażerowie, którzy zarezerwują lot na grudzień 2020 bądź styczeń 2021, a ich plany podróży ulegną zmianie, będą mieli prawo do bezkosztowej zmiany rezerwacji aż do września 2021.
Pasażerowie, którzy zarezerwują lot na styczeń lub grudzień będą mogli bezkosztowo zmienić termin lotu aż do 30 września 2021 roku. Zmiany można dokonać do 7 dni przed pierwotnie planowaną podróżą.(Źródło: Ryanair, zdjęcie: Pixabay)
Świętom Bożego Narodzenia w Czechach towarzyszą liczne tradycje i zwyczaje. Należy do nich między innymi pieczenie tradycyjnych ciasteczek, tzw. cukroví. Od dawnych czasów czeskie gospodynie pieką na święta rogaliki waniliowe i inne malutkie ciasteczka o najrozmaitszych kształtach.
Tradycyjne ciasteczka przygotowywane są już od końca listopada i przechowywane w pudełeczkach aż do świąt, odpowiednio zabezpieczone przed domowymi łasuchami.
Ciasteczka, które znamy do dziś zaczęto wypiekać na początku XIX wieku, początkowo w najbogatszych domach. Do popularnych należały na przykład ciasteczka o nazwie przyjaciel domu, przygotowywane z mąki krupczatki, cukru, anyżu, jajek, kandyzowanych owoców i orzechów. Zaraz po upieczeniu ciasto twardniało, więc trzeba je było pokroić na cienkie płatki, które i tak były postrachem zębów starszych członków rodziny. Podobno, w porównaniu do innych słodkich przysmaków, ciasteczka te znikały ze stołu najwolniej i niektórzy złośliwie twierdzili, że dlatego zasłużyły sobie na nazwę przyjaciela domu: często pozostawały w domu jeszcze po świętach.
Z podobnych składników przygotowywano tak zwaną wigilijną muzykę: w wodzie namoczono gruszki i jabłka, pokrojone na krążki i suszone śliwki, które następnie gotowano z dodatkiem goździków, cynamonu, rodzynków i migdałów, posłodzone miodem i zagęszczone startym piernikiem. Zależnie od zamożności gospodarstwa domowego, do deseru dodawano sok z cytryny i rum.
Popularne były także domowe karmelki. W rondelku karmelizowano cukier, dodawano kawę, mleko lub śmietanę, masło i wanilię. Masę powoli podgrzewano, stale mieszając, aż zgęstniała, przelano do natłuszczonej formy, pozostawiono do stężenia i następnie krojono na kawałeczki. Powstałe cukierki pakowano w kolorowe papierki i kładziono na stół lub wieszano na choince.
Zgodnie z tradycją, na świątecznym stole powinno się znaleźć siedem rodzajów ciasteczek. Jedne gospodynie przestrzegają tego zwyczaju, inne pieką kilka ulubionych smaków, a niektóre szykują nawet dwadzieścia różnych gatunków ciasteczek. Receptury przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Niektórzy wolą eksperymentować z nowymi przepisami, jednak od lat niezmiennie do najpopularniejszych należą rogaliki waniliowe, niedźwiedzie łapki, rogaliki orzechowe, orzeszki nadziewane kremem, koszyczki, gniazda os czy imbirki.
Warto spróbować także ciasteczek Masaryka. Pierwszy prezydent Czechosłowacji, T.G. Masaryk, uwielbiał słodkie, świąteczne przysmaki, szczególnie ciasteczka z orzechami, które piekła jego mama. Przygotowuje się je łatwo i szybko, smakują przepysznie. Potrzebujemy 180 gramów orzechów włoskich (można użyć także laskowych), 300 gramów mąki, 100 gramów cukru pudru, 200 gramów masła, 1 żółtko, cukier puder i cukier waniliowy do posypania. Orzechy wymoczymy przez dwie godziny w letniej wodzie, aby zmiękły. Po tym czasie posiekamy, wymieszamy z pozostałymi składnikami i wyrobimy ciasto. Z ciasta uformujemy kilka wałeczków o średnicy około 4 cm. Owiniemy folią spożywczą i włożymy do lodówki, najlepiej na całą noc, ewentualnie na pół godziny do zamrażalnika. Po tym czasie pokroimy na kółka o szerokości pół centymetra, położymy na blachę i pieczemy w temperaturze 170°C, aż się zarumienią. Jeszcze ciepłe, obtoczymy w cukrze pudrze wymieszanym z cukrem waniliowym.
Jeśli chcecie spróbować najpopularniejszych czeskich ciasteczek świątecznych, polecamy łatwy przepis na kruche rogaliki waniliowe. Potrzebujemy 100 gramów cukru pudru, 420 gramów mąki, 340 gramów masła, 160 gramów mielonych orzechów włoskich i szczyptę soli. Ze składników wyrobimy gęste ciasto, które pozostawimy na noc w lodówce. Następnego dnia z ciasta uformujemy rogaliki, upieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 °C i obtoczymy w cukrze pudrze z wanilią. (Źródło i zdjęcia: CzechTourism)
Ta książka okazała się przebojem. I jakkolwiek Wydawnictwo nie stanęło na wysokości zadania jeżeli chodzi o promocje, to ukazały się dwa wydania tego przewodnika. Pomimo upływu czasu nie starcił na aktualności. Teraz, ponieważ prawa Wydawnictwa do tekstu wygasły, mogę go sama sprzedać w wersji książkowej. Część zdjęć jest nieco "rozmazanych", bo dysponuję wersją PDF do druku z nieostrymi fotkami.
A zatem, kto chce sięgnąć po tę pozycję - zapraszam. Cena okazyjna - 25 zł, właśnie dlatego, że część zdjęć jest słabej jakości.Po wpłaceniu pieniędzy na konto wyślę egzemplarz on-line :) Pierwsze pięć osób otrzyma ode mnie książkę w cenie promocyjnej 20 zł!
Perspektywa wyprodukowania szczepionki na covid-19 to kwestia miesięcy, ale od pewnego czasu w biurach podróży turyści dopytują o dłuższe, jesienne wyjazdy do Turcji i na Maltę, z powrotem przed Bożym Narodzeniem. Warunek konieczny – niezawodnie działające wifi w hotelach.
- Takich zapytań nasi konsultanci mają sporo a klienci wprost mówią: chcemy przeczekać covid a jednocześnie móc zdalnie pracować lub uczestniczyć w zajęciach na uczelni – Twierdzi Radosław Damasiewicz, dyrektor generalny Travelplanet.pl. – Pobyty w Turcji na listopad i grudzień to ponad 20 proc. rezerwacji na te miesiące.
Średni koszt rezerwacji na osobę na te miesiące w wypadku Turcji wynosi ok 1450 zł, na Maltę – ok 100 zł mniej.
- Turyści wolą rezerwować pobyty przez biura podróży, bo ryzyko związane z koniecznością ewentualnej kwarantanny, przesunięcia powrotu itp spada na organizatora – zauważa dyr. generalny Travelplanet.pl. - W wypadku samodzielnego organizowania takiego wyjazdu to zmartwienie turysty.
Turcja jesienią bezkonkurencyjna cenowo
Turcja od kilku sezonów jest kierunkiem całorocznym i stała się popularna ze względu na bardzo promocyjne ceny. Tydzień na Riwierze Tureckiej w hotelu 5* w wersji all inclusive w listopadzie i grudniu kosztował w poprzednich latach ok 1200 – 1400 zł.
Tej jesieni ceny kształtują się podobnie, ale turyści pytają o pobyty dwutygodniowe z maksymalnie korzystnym stosunkiem jakości do ceny. - I decydują się na wyloty po zbliżonych cenach, czyli ok. 1300 – 1600 zł również z wyżywieniem all inclusive, ale do hoteli 4* - mówi dyr. Damasiewicz.
Turcja to bezkonkurencyjny cenowo kierunek w wypadku wyjazdów na 2 tygodnie. Za podobne pieniądze można polecieć na 14 dni na Maltę do hotelu 4*, ale w wersji ze śniadaniami i obiadokolacjami a nie all inclusive. Ta jednak ma nad Turcją przewagę „komunikacyjną” – to kraj należący do Unii Europejskiej, gdzie za rozmowy telefoniczne płaci się jak w Polsce.
Za kilkaset zł więcej można spędzić w Turcji dwa tygodnie w pięciogwiazdkowym hotelu z wyżywieniem all inclusive, w którym oprócz basenów krytych I centrów spa można skorzystać z kortów tenisowych, siłowni, saun, boisk do koszykówki I siatkówki.
Średnie temperatury w listopadzie I grudniu w Turcji to ok 20 stopni Celsjusza. Kilka stopni mniej jest wówczas na Malcie.
Ale cena za komfortowy azyl przed covidem to niejedyny argument. Hotele objęto specjalnym programem certyfikacyjnym, dzięki czemu działają w zasadzie jak przed pandemią (choć obowiązuje 50 proc. limit obłożenia, limit korzystania ze stref spa i basenów, noszenie maseczek a posiłki w formule all inclusive są wydawane przez kelnerów). W przypadku konieczności odbycia kwarantanny, turyści w Turcji są zwolnieni z dodatkowych opłat. Odbywa się ona w odizolowanym od pozostałych gości pokoju hotelowym. Życie poza hotelami toczy się w miarę normalnie, działają muzea, funkcjonują bazary. W razie ogłoszenia konieczności kwarantanny po powrocie z Turcji, na lotnisku można za 15 euro zrobić test, który – jeśli okaże się negatywny – zwalnia z takiego obowiązku.
Trochę inaczej jest w wypadku Malty. Turyści lecący tam z lotnisk w Gdańsku i Krakowie, powinni mieć negatywny test na covid-19 lub poddać się bezpłatnemu testowi na lotnisku po przylocie. Czas oczekiwania na wynik testu to ok. 10 minut. W przypadku pozytywnego wyniku testu, podróżny jest kierowany na kwarantannę na koszt rządu Malty.
Turystów przylatujących z pozostałych lotnisk w Polsce nie obowiązuje kwarantanna ani konieczność okazywania wyników testów na koronawirusa. Również po powrocie z Malty do Polski nie ma konieczności odbywania kwarantanny.
Oprócz obowiązku noszenia maseczek w przestrzeni publicznej na Malcie do 1 grudnia zamknięto wszystkie bary i restauracje, również pomiędzy 23.00 a 5.00 nie wolno sprzedawać ani serwować alkoholu. (Źródło: Travelplanet, dwa ostatnie zdjęcia: Pixabay/Rustu Bozkus/Sofiane Dougheche)
Mój najnowszy artykuł o szusowaniu w Dolomitach - na łamach magazynu ALL INCLUSIVE
Atrakcje Włoch 06:14
Okładka co prawda nie jest zimowa, ale w numerze poczytacie o najlepszych trasach narciarskich i zobaczycie zdjęcia pełne śniegu. Zajrzyjcie na początek na strony 122-137, na których zapraszam "Na deski w Dolomity", ale zachęcam też do lektury całego magazynu. Oto link:
https://issuu.com/allinclusive2011/docs/all_45_02-2020_issuu
Zakończyła się rywalizacja w ramach 3. Turystycznych Mistrzostw Blogerów. Influencerzy, reprezentujący 16 województw, pojedynkowali się ze sobą na filmy, słowa i zdjęcia. Teraz nadszedł czas na werdykt – a ten zależy także od internautów. Głosowanie trwa od 10 do 24 listopada.
Turystyczne Mistrzostwa Blogerów to jedyna akcja w Polsce promująca turystykę krajową, która łączy w sobie nowoczesne formy przekazu i element grywalizacji. Finaliści musieli przygotować minimum dwa wpisy na blogi oraz jeden materiał wideo, a także sześć postów na Facebooku oraz sześć postów na Instagramie, które dotyczyć mają kilkudniowego wypadu do przydzielonego województwa. Twórcy szukali ciekawych, nieoczywistych miejsc. Prezentowali też pomysły na realizację Polskiego Bonu Turystycznego.
— Sezon wakacyjny w tym roku pokazał nam, że w wielu krajach w związku z pandemią na znaczeniu zyskała turystyka krajowa. Ten trend można było również zaobserwować u nas. Polska bez wątpienia kryje wiele wyjątkowych miejsc. Są takie lokalizacje, które nie zdobyły jeszcze tak dużej popularności, a bez problemu mogą konkurować z zagranicznymi atrakcjami turystycznymi. Powinniśmy pokazywać je i zachęcać do krajowej turystyki — powiedział Andrzej Gut-Mostowy, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii.
O tym, kto zwycięży w mistrzostwach zadecydują trzy czynniki: wyniki głosowania internautów, zasięgi wygenerowane przez blogerów oraz opinia kapituły. Głosowanie odbędzie się za pomocą aplikacji umieszczonej na stronie konkursu mistrzostwablogerow.polska.travel, która będzie aktywna od 10 do 24 listopada. Oddanie głosu jest możliwe 1 raz na 48 godzin za pośrednictwem adresu e-mail.
— Tematem przewodnim tegorocznej edycji Turystycznych Mistrzostw Blogerów są nieodkryte, ale warte odwiedzenia zakątki Polski. Uczestnicy bardzo dobrze wywiązali się ze swoich zadań i wysoko zawiesili poprzeczkę. Zachęcam wszystkich do głosowania na swoich faworytów. Jestem przekonany, że materiały zamieszczone na stronie internetowej mistrzostw, będą dla Państwa inspiracją do bezpiecznej podróży, kiedy obecnie wprowadzone restrykcje zostaną zniesione — dodał Rafał Szlachta, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej.
Wyniki Konkursu będą ogłoszone 10 grudnia. Zwycięzca mistrzostw otrzyma łącznie 13,5 tys. zł netto, oraz możliwość dalszej współpracy przy projektach realizowanych przez Polską Organizację Turystyczną. Nagroda za zajęcie drugiego miejsca to 8,5 tys. zł netto, a bloger, który zajmie trzecie miejsce otrzyma łącznie 6,5 tys. zł netto.
Ja już oddałam głos i Wam też polecam, bo ten filmik skradł moje serce: https://mistrzostwablogerow.polska.travel/mistrzostwa/banita-travel-anita-demianowicz
10 godzin pełnych najlepszej muzyki, tańca i zabaw dla dzieci 🎉
Miuosh, Organek, Paweł Domagała, Enej i Ania Dąbrowska – to gwiazdy muzyczne, które zobaczycie na tegorocznej, wirtualnej odsłonie Festiwalu Niepodległa na Krakowskim Przedmieściu. Do tego masa materiałów dla dzieci, w tym koncerty - Orkiestra Mamy Śpiewamy, Kukaj Kukawko i czytanie bajek przez aktorów: Agnieszkę Więdłochę, Piotra Cyrwusa, Macieja Zakościelnego i Antoniego Pawlickiego! A na koniec, znów dla starszych, prywatka z tańcami ludowymi, którą poprowadzi Janusz Prusinowski.
Całość prowadzić będzie dwóch prowadzących, którzy będą nadawać relację z 5 specjalnie wybranych miejsc na Krakowskim Przedmieściu, by przypomnieć atmosferę poprzednich festiwali.
Świętujmy razem niepodległość!
PROGRAM
12:00-12:03: hymn w ramach akcji Niepodległa do hymnu
12:03-12:10: wprowadzenie
12:10-13:00 – KONCERT – ENEJ „A Skiela Wy?” (Z udziałem: Zazula Vocal Group, Szymon Chyc-Magdzin, Witold i Cezary Kuczyńscy, Dziecięcy Zespół Ludowy „Koderki”)
13:05-13:30 – SCENA DLA DZIECI – czytanie bajek
– „Boję się” Małgorzata Musierowicz – czyta Agnieszka Więdłocha
– „Wyścigi” Grzegorz Kasdepke – czyta Antoni Pawlicki
13:35-14:35 – KONCERT – PAWEŁ DOMAGAŁA
14:40-15:10 – SCENA DLA DZIECI – czytanie bajek
– „Moje – nie moje” Liliana Bardijewska – czyta Maciej Zakościelny
– „Bajka o ślimaku Kacperku” – Małgorzata Strzałkowska – czyta Piotr Cyrwus
15:20–16:25 – KONCERT – ANIA DĄBROWSKA
16:30-17:20 – KONCERT DLA DZIECI – ORKIESTRA MAMY ŚPIEWAMY „Koncert Rodzinny”
17:25-18:15 – KONCERT – ORGANEK
18:20-19:00 – KONCERT DLA DZIECI – KUKAJ KUKAWKO „Zakukajcie Razem z Nami!”
19:05-20:00 – KONCERT – MIUOSH
20:05-21:55 – PRYWATKA NIEPODLEGŁA: SCENA TAŃCÓW POLSKICH – prowadzi Janusz Prusinowski
21:55 – 22:00 zakończenie
Ostatnio koleżanki-przewodniczki po miastach włoskich prześcigały się w informacjach, w których miejscach Bel Paese stoją teraz rzeźby Igora Mitoraja. I jest ich całkiem sporo, "rozsypanych" w różnych punktach Półwyspu Apenińskiego, gdyż polski artysta, urodzony w 1944 r., od 1968 r. tworzący poza granicami kraju, wiele lat spędził w toskańskiej miejscowości Pietrasanta, gdzie od wieków istnieją pracownie kamieniarskie.
On sam, po studiach w krakowskiej ASP u sanego Tadeusza Kantora i pierwszych sukcesach na Zachodzie zaczął pracować starą metodą toskanczyków czerpiąc materiał do rzeźb z tamtejszych złóż. Wzorował się na twórczości Michała Anioła i Antonia Canovy, czerpiąc garściami ze starożytnej mitologii, ale to, co wyróżniło jego dzieła to charakterystyczny "brak" czegoś. Każda z jego rzeźb nawiązująca do klasyki antyku celowo pozbawiona była bowiem jakiegoś organu,fragmentu, który był albo ucięty albo urwany czy postrzępiony. Jakby coś zabierał swoim dziełom, czegoś ich pozbawiał, czynił umyślną skazę na idealnym pięknie. Ten zabieg pozwalał na szereg interpretacji - na przykład rzeźby Mitoraja w Pompejach wspaniale współgrają ze zniszczonym miastem, są tak samo pozbawione członków jak tamto ongiś kwitnący pod Wezuwiuszem ośrodek, a mimo to trwają i budzą zachwyt.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden szczegół - każda z rzeźb Mitoraja ma takie same usta - są one odwzorowaniem wag autora i stanowią jego nieformalny podpis.
Wróćmy jednak do obecności Mitoraja w Warszawie. W 2004 r. przed szklanym budynkiem Centrum Olimpijskiego na Żoliborzu stanął "Uskrzydlony Anioł" - "Icaro Alato".W tym samym roku "Wielki Toskańczyk" - "Grande Toscano" wyrósł na wysokośc aż pieciu metrów przed budynkiem Spectra przy ul. Bobrowieckiej 6. To trzecia kopia tego samego dzieła. Dwie pozostałe stoją w paryskiej dzielnicy La Défence i w Mediolanie.
W 2009 r. Mitoraj wykonał tzw. Anielskie drzwi do kościoła Matki Bożej Łaskawej na warszawskim Starym Mieście. Wcześniej podobne drzwi stworzył dla kościoła Santa Maria degli Angeli przy Piazza della Repubblica w pobliżu głównego dworca kolejowego Termini w Rzymie. Czy są jeszcze inne rzeźby Mitoraja w Warszawie? Podpowiedzcie proszę.
News! Dla entuzjastów kosmosu i latania - specjalny pokaz filmu on-line "Noc w Instytucie Lotnictwa"
Astronautyka 06:14
„Noc w Instytucie Lotnictwa: The Movie” to tytuł filmu dokumentalnego zrealizowanego przez twórców najpopularniejszej nocnej imprezy edukacyjnej: „Noc w Instytucie Lotnictwa”.
Film został przygotowany dla wszystkich fanów lotnictwa, kosmosu i szeroko pojętych nauk inżynieryjnych, zarówno tych młodszych, jak i starszych, którzy chcą odkryć historie związane z Instytutem oraz spotkać wyjątkowych gości.
Premiera filmu „Noc w Instytucie Lotnictwa: The Movie” odbędzie się online 20 listopada 2020 o godz. 20:20.
Produkcję będzie można obejrzeć za pośrednictwem platformy video, do której bezpośredni link zostanie zamieszczony w ramach wydarzenia, bliżej premiery.
Za pomysł i realizację filmu odpowiada Dział Marketingu i Komunikacji w Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa.
Ten film będzie też okazją do spotkania z pierwszym POlakiem w kosmosie. Dekadę temu napisałam o nim artykuł w "National Geographic". Oto link: https://www.national-geographic.pl/artykul/polak-w-kosmosie-miroslaw-hermaszewski
Tegoroczny sezon dla hotelarzy, mimo że trudny z powodu pandemii, zakończył się definitywnie we wrześniu. W październiku hotele pobytowe odnotowały równie niskie wyniki frekwencji, jak obiekty położone w miastach. Nie pomogło obniżenie cen, które zastosowało aż 3/4 hoteli. Nadziei na dodatkowy popyt w kolejnych miesiącach nie daje również Polski Bon Turystyczny – wynika z najnowszego badania Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, przeprowadzonego na początku listopada wśród hotelarzy.
Z najnowszej ankiety IGHP, która została przeprowadzona wśród hotelarzy w dniach 2-6 listopada br., wynika, że wskaźniki obłożenia hoteli wyraźnie pogorszyły się w drugiej połowie października. Średnie obłożenie hoteli było zróżnicowane, podobnie jak w poprzednich dwóch miesiącach, jednak na wyraźnie niższym poziomie. 43 proc. obiektów odnotowało średnią frekwencję poniżej 20 proc. Kolejna grupa z frekwencją w przedziale 21-40 proc. to 42 proc. ankietowanych. Frekwencję powyżej 40 proc. zadeklarowało już tylko 15 proc. hoteli. Oznacza to również kolejny miesiąc pogorszenia w stosunku do wyników poprzedniej ankiety.
Warto podkreślić, że w odróżnieniu do poprzednich miesięcy, w październiku praktycznie nie ma różnicy we wskaźnikach frekwencji pomiędzy hotelami położonymi w miastach i poza nimi. To oznacza, że przedłużony sezon wakacji zakończył się definitywnie we wrześniu i hotele pobytowe zanotowały równie niskie wyniki co hotele miejskie. Potwierdziły się więc przeważające opinie hotelarzy z ankiety wrześniowej, że Polski Bon Turystyczny nie wykreuje dodatkowego popytu na usługi hotelarskie w okresach poza sezonem wakacji.
Średnia cena za nocleg wciąż spada. W październiku ponad 3/4 hoteli odnotowało niższe ceny niż w roku ubiegłym, przy czym dla 52 proc. spadki były wyższe niż o 10 proc. Tylko 14 proc. hoteli zdołało utrzymać średnie ceny na ubiegłorocznym poziomie.
Udział MICE i gości zagranicznych nadal na marginalnym poziomie
Nadal na bardzo niskim poziomie utrzymują się pobyty gości zagranicznych – 85 proc. hoteli odnotowało ich udział poniżej 10 proc.
Niestety, podobnie jak we wrześniu, w drugim po wakacjach miesiącu biznesowym nadal nie widać oznak wzrostu popytu z segmentu tzw. przemysłu spotkań (MICE). Aż 89 proc. hoteli zadeklarowało, że jego udział w przychodach października był niewiększy niż 10 proc.
Dane dotyczące przyjętych rezerwacji na kolejne miesiące potwierdzają dotychczasowe obserwacje, tzn. nadal dużą niepewność na rynku usług hotelowych, tendencję odkładania do ostatniej chwili decyzji zakupowych usług turystycznych, ale przede wszystkim pogłębiający się brak perspektyw odbudowania ruchu biznesowego i MICE, typowych w poprzednich latach segmentów dla miesięcy jesiennych. Aż 80 proc. hoteli podaje stan rezerwacji na listopad nieprzekraczający 10 proc. posiadanych pokoi. Odpowiednio dla grudnia jest to 83 proc. hoteli, a dla stycznia 92 proc. Należy zaznaczyć, że decyzja dotycząca ograniczenia od 7 listopada działalności hoteli tylko dla pobytów służbowych została podana do wiadomości publicznej dwa dni po wysłaniu ankiety IGHP.
Pogorszyła się również sytuacja z zatrudnieniem pracowników. Dane ankietowe wskazują, że w październiku 28 proc. hoteli (ponad dwa razy więcej niż we wrześniu) dokonało wypowiedzeń umów o pracę, a jednocześnie aż 58 proc. planuje takie działania przed końcem roku.
Aż 82 proc. ankietowanych hoteli ma lub deklaruje, że w najbliższym czasie będzie miało trudności związane z utrzymaniem płynności finansowej. 80 proc. hoteli nie przewiduje osiągnięcia zysku z działalności operacyjnej wcześniej niż na koniec 2021 roku. 97 proc. hoteli prognozuje powrót do poziomu przychodów z lat 2018-19 nie wcześniej niż w roku 2022 i z tym rokiem związane są największe oczekiwania: 48 proc. obiektów.
Po raz pierwszy w ankiecie zostało umieszczone pytanie otwarte. Dotyczyło propozycji działań ratowania swojego hotelu w obliczu dalszej, trudnej sytuacji epidemicznej. Wszystkie propozycje działań można podzielić na 5 głównych opcji: pomoc państwa, działania restrukturyzacyjne, działania marketingowe i prosprzedażowe, zmiana profilu działalności oraz rezygnacja / zawieszenie działalności. Zdecydowana większość hoteli, bo 52 proc., wskazało na pomoc państwa. Drugą najliczniejszą opcją była restrukturyzacja kosztów (18 proc). 15 proc. hoteli wskazało jako trzecią opcję rezygnacji / zawieszenia działalności. Propozycje marketingowe oraz zmiany profilu działalności były na zbliżonym poziomie - odpowiednio 9 proc. i 7 proc.
IGHP przeprowadziła ankietę online wśród hotelarzy w dniach 2-6 listopada. Udział w badaniu wzięła rekordowa liczba 306 hoteli zlokalizowanych we wszystkich województwach. Przeważają hotele miejskie – ponad 65 proc. Obiekty sieciowe stanowią 24 proc. Większość ankietowanych (82 proc.) to hotele liczące do 150 pokoi, a średnia wielkość obiektu wynosi 88 pokoi. Podobne liczbowo grupy stanowią hotele, w których przeważa ruch biznesowy (37 proc.) oraz łączące segment biznesowy z turystycznym (39 proc.). Hotele specjalizujące się w turystyce wypoczynkowej stanowią 24 proc. Dominującymi formami biznesu hotelowego wśród ankietowanych obiektów są mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa (84 proc.).
Izba Gospodarcza Hotelarstwa Polskiego to największa organizacja samorządu gospodarczego w branży hotelarskiej. Od 2003 roku jest rzecznikiem środowiska biznesu hotelarskiego i gastronomicznego w kontaktach z administracją państwową oraz w Unii Europejskiej. Będąc najbardziej wpływową organizacją w branży, lobbuje na rzecz jej rozwoju, chroni interes hotelarzy, wspiera wszelkie inicjatywy gospodarcze swoich członków, a także promuje społeczną odpowiedzialność biznesu w branży.
IGHP dba o interesy polskich hotelarzy również na arenie międzynarodowej, będąc reprezentantem branży hotelarskiej w HOTREC (Konfederacja Narodowych Organizacji Hoteli, Restauracji, Kawiarni w krajach UE i europejskiego

































