"Włoska rodzina". A jednak mi żal...

08:19



Od kilku tygodni śledzę w TVP "tasiemiec" pod tytułem "Una grande famiglia", co na polski przetłumaczone zostało całkiem zgrabnie na "Włoska rodzina". Czego tu nie ma: wątek kryminalno-mafijny, awantury, zazdrość, zdrady, amore... No właśnie i tutaj mamy miłość w wielu odmianach bo i małżeńską i poza małżeńską, nastolatków i... jednej płci. To jednak nowość we włoskim kinie, a może inaczej - we włoskim postrzeganiu świata, bo jeszcze do niedawna każdy włoski mężczyzna, nawet ten liczący 1,50 m w kapeluszu musiał był maczo, a więc żona i kochanka - nie kochanek, obowiązkowo! O gejach mówiło się z pogardą albo wcale, lesbijki chyba wcale nie istniały. To znaczy istniały, żyły, ale w cieniu.
 Druga kwestia to alta moda. Dla nas Italia zawsze była synonimem wspaniałej, włoskiej mody. Jednak kryzys gospodarczy wyraźnie odbił się i na tej dziedzinie ekonomii, co widać też w filmie. Rodzina Rengoni jest przecież zamożna, mieszka w pięknej willi otoczonej wielohektarowym ogrodem, ale jej członkowie ubrani są... w szmaty, rzeczy z mercato, kiepskiego gatunku, źle uszyte, szaro-bure. Jeszcze niedawno byłoby to niemożliwe. W tym filmie jak w lustrze odbija się włoska ulica właśnie tak... nieubrana, zatracająca swój styl, fason. Czasem chce mi się zaśpiewać za Bułatem Okudżawą: A jednak mi żal... Bo nie chodzi o to, aby wszyscy nosili ciuchy od Armaniego czy Valentino, które zresztą też jakościowo obniżyły loty, ale jestem estetką i lubiłam, jak panowie i panie w Italii prezentowali się ładnie, stylowo, szykownie. Ale to teraz rzadkość.
Panie Rengoni, może poza Mammą prezentują się raczej niechlujnie - też nowość, a ich fryzury, te obłażące z włosów farby... Ja wiem, że teraz moda, ale to moda fatalna i zdania nie zmienię. Gdzie te Włoszki - laleczki w pierwszorzędnych pończochach i ślicznych butach na obcasie. Ktoś powie - jak ona się czepia. Możliwe, ale przypominam sobie taką scenę z czasów, gdy w 1993 r. wyszłam na randkę we Włoszech z pewnym Italiano. Na nogach miałam rajstopy, takie dosyć grubo tkane w kolorze zbyt mocno "opalonym" nabyte chyba w "szczękach" pod Pałacem Kultury w Warszawie. I ten Italiano, jak zobaczył te rajstopy to mało nie zemdlał: Co Ty masz na nogach za paskudztwo!
Wracając do filmu - fabuła jest "zakręcona" , jak trzeba. Gra w nim plejada aktorów serialowych w tym syn słynnego Vittoria Gassmana, zabójczo przystojny Alessandro Gassman - zdolna "bestia", bo gra już od 17. roku życia - zadebiutował w filmie "Z ojca na syna", do którego napisał scenariusz i reżyserował go wspólnie z ojcem.
Ten film z pewnością i to jest jego plusem, pokazuje zmianę włoskiej mentalności. I pomimo wielu "podkręcających" akcję, zapętlających się wątków, a może właśnie dzięki nim uświadamia, czym jest rodzina, co daje bycie w niej, czego wymaga i nierzadko, jaką cenę trzeba zapłacić za lojalność wobec najbliższych. Co oni mogą zafundować sami sobie i najbliższym. Jakie przekroczą granice. Czasami wręcz niewyobrażalne. Tak, ten film odkrywa, że człowiek - pomimo osadzenia w pewnej kulturze, wychowania potrafi być nieprzewidywalny.

Jestem ciekawa, co sądzicie o tym filmie i moim wpisie.



Zobacz również:

0 komentarze