Wizz Air dodaje nową trasę do polskiej siatki połączeń w sezonie letnim. Połączenie z Warszawy do stolicy Albanii zostanie uruchomione 4 lipca 2022 roku. Loty będą odbywać się 2 razy w tygodniu: w poniedziałki i piątki. Bilety sa dostępne w sprzedaży online na wizzair.com i poprzez aplikację. Ceny zaczynają się od 89 PLN*.
Popularność Albanii rośnie z roku na rok. Jest to kolejny punkt na mapie Wizz Air idealnie nadający się na wakacyjne wyjazdy. Kraj położony jest w środku basenu Morza Śródziemnego i przyciąga turystów naturalnością, nieskażoną przyrodą i licznymi plażami. Stolica – Tirana – jest centrum kulturalnym i największym miastem w Albanii.
Poza wieloma możliwościami spersonalizowania podróży, Wizz Air oferuje pasażerom dużą elastyczność dzięki usłudze WIZZ Flex. Dodając ją do swojej rezerwacji, klienci otrzymują śochronę w przypadku chęci zmiany daty lub kierunku podróży lub nawet skasowania swojego lotu do trzech godzin przed planowanym wylotem – bez dodatkowych opłat i otrzymując 100% pierwotnej ceny rezerwacji zwracanej natychmiast w postaci punktów (Źródło: Wizz Air, zdj, Pixabay
Celem włoskiego rządu jest takie ograniczenie restrykcji covidowych, aby przed wakacjami było ich już niewiele. Zniesiony zostaje obowiązek posiadania Green Pass Rafforzato (czyli certyfikatu uzyskanego po trzecim szczepieniu lub ozdrowieniu) w miejscach pracy, uczestnictnicząc w aktywnościach na swieżym powietrzu,w barach i restauracjach oraz w środkach komunikacji miejskiej. Zamiast tego wystarczy mieć Green Pass Base, czyli uzyskiwany po negatywnym wyniku testu (ważny 48 godzin po tzw. teście szybkim i 74 godziny po molekularnym). Green Pass nie będzie też wymagany w sklepach, urzędach publicznych, bankach i na poczcie. Osoby zakażone, ale wczesniej zaszczepione muszą pozostać w izolacji 7 dni, podczas gdy niezaszczepione - 10 dni. Green Pass wymagany bedzie natomiast nadal w szpitalach.Maseczki w pomieszczeniach zamkniętych nadal obowiązują.
Czeskie zamki, pałace i inne zabytkowe obiekty będące pod opieką Narodowego Instytutu Zabytków (NPU) szykują się do otwarcia pierwszego po dwóch latach sezonu bez obostrzeń covidowych.
Na turystów czeka wiele nowości. W pałacu Uherčice nieopodal Znojma od końca kwietnia zostanie udostępniona nowa trasa zwiedzania, w ramach której goście po raz pierwszy od otwarcia obiektu w latach 90. XX wieku zobaczą odrestaurowane pomieszczenia w północnym skrzydle.
Nowe trasy czekają na gości w pałacu Opočno (30 km od Kudowy-Zdroju), należącym do najpiękniejszych renesansowych budowli w Czechach. Goście zwiedzą eleganckie sale reprezentacyjne, galerię obrazów, kolekcję broni, egzotycznych eksponatów etnograficznych i trofeów myśliwskich z Afryki i Ameryki, pochodzących ze zbiorów ostatnich właścicieli pałacu, rodziny Colloredo-Mannsfeldów.
Pałac Náměšť nad Oslavou (około 50 km na zachód od Brna) szykuje nową, dłuższą trasę zwiedzania i wystawę wielkowymiarowych gobelinów z czasów od renesansu do XIX wieku. Pierwotnie gotycki zamek został przebudowany w stylu renesansowym. Był siedzibą rodów Žerotínów, następnie Werdenbergów, Kuffsteinów i Haugwitzów. Na turystów czekają bogato wyposażone wnętrza kaplicy pałacowej, biblioteki, salonów reprezentacyjnych i prywatnych apartamentów właścicieli pałacu.
Na początku sezonu w pałacu Červené Poříčí (30 km na południe od Pilzna) zostanie otwarta nowa wystawa poświęcona wychowaniu młodych szlachciców w XIX wieku. Pałac został zbudowany w 1611 roku na miejscu pierwotnej twierdzy. Należy do najpiękniejszych renesansowych budowli regionu pilzneńskiego.
W nadchodzącym sezonie na turystów czeka odrestaurowany teren zamku Šternberk (nieopodal Ołomuńca), włącznie z parkiem. Pod koniec 2022 roku planowane jest zakończenie prac restauratorskich na zamku Karlštejn - patrz zdjęcie otwierające posta. Zakończona zostanie również renowacja wspaniałej sali teatralnej w pałacu Jezeří (północno-zachodnie Czechy), w której koncertowali Beethoven i Haydn.
Ale to nie koniec, bo zamków nasi południowi sąsiedzi mają mnóstwo, a z wieloma z nich wiążą się ciekawe legendy:
https://italiannawdrodze.blogspot.com/2013/06/karze-morderca-kat-i-biaa-dama-w.html
https://italiannawdrodze.blogspot.com/2016/11/news-do-czeskich-zamkow-i-paacow-zima.html
W czasie pandemii z kolei można je było zwiedzać wirtualnie:
https://italiannawdrodze.blogspot.com/2020/04/czeskie-zamki-wirtualnie.html
(Źródło: CzechTourism, italiannawdrodze, zdj. Libor Svacek, Bezdek, Capkova, NPU, Anna Kłossowska)
Czy Leonardo da Vinci wymyślił rower? Istnieje wiele niepotwierdzonych teorii na ten temat. Rysunek otwierający ten post został znaleziony podczas konserwacji Kodeksu Atlantyckiego, czyli największego zbioru notatek i szkiców Leonarda da Vinci, który powstał w latach 1489-92, a przechowywany jest Bibliotece Ambrosiana w Mediolanie. Nie jest pewne, że rysunek roweru wyszedł spod pióra mistrza, ale jeśli nawet nie on sam, to ktoś z jego uczniów, osób z nim współpracujących mógł być autorem szkicu. A może stworzył go wedle wskazówek tego geniusza renesansu? W każdym razie niebywałe jest to, że pomysł powstał cztery wieki wcześniej niż pierwszy bicykl, który wymyślił Anglik John Kemp Starley i nazwał go Rover!
Drewniany model tego XVI-w. jednośladu obejrzałam i mogłam nawet dotknąć w minioną sobotę na wystawie "Da Vinci Multi Sensory Exhibition" prezentowanej właśnie w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
Stworzona przez zespół historyków sztuki, speców od multimediów i inżynierów dźwięku, stanowi część światowych obchodów 500 rocznicy śmierci mistrza i nim dotarła nad Wisłę, gościła we Florencji, Mediolanie, Pekinie, Szanghaju i za oceanem.
Bardzo długo na nią czekałam. Zwłaszcza, że nie udało mi się jej zobaczyć we Włoszech. Czy mi się podobała? Wkrótcę rozwinę tego posta o moje opinie. Na razie tylko jedna sugestia - otwórzcie szeroko portfele, bo wystawa jest droga. Niby przez eBilet można nabyć go od 35 zł, ale to cena dla dzieci i młodzieży w wieku 6-19 lat. Już student czy emeryt musi wydać 45 zł w tygodniu i 55 zł w weekend, a bilet "normalny" to odpowiednio 55 zł i 65 zł https://wystawadavinci.pl/index.php/bilety/
Wejście na wystawę nie inspiruje - przesłonięte czarną kotarą, którą każdy dotyka - mnie raczej zniechęca. W pierwszej sali zgromadzono wszystkie odtworzone na podstawie rysunków Leonarda modele jego wynalazków obrazujące różnorodność zainteresowań i wszechstronność talentów mistrza. Spora część z nich to rozmaitego rodzaju machiny wojenne, w tym prototyp czołgu:
A oto autentyczny rysunek "czołgu" pokazany na wystawie:
Są też prototypy lotni, a nawet samolotów:
Zafascynował mnie mechaniczny lew. Szkic tej zabawki zamówiony został przez... papieża Leona X dla króla Franciszka I Walezjusza na początku XVI w. Ruchomy lew miał... chodzić i rzucać francuskiemu monarsze kwiaty do stóp.
Niestety moim zdaniem zbyt duże skupienie eksponatów tylko w jednej sali moim zdaniem sprawiło, że nie robiły takiego wrażenia, jak powinny. Moim zdaniem każdy model powinien być umiejscowiony osobno, specjalnie wyeksponowany i doświetlony, a niekiedy nawet ogrodzony - o części machin po prostu się potykałam. Poza tym informacje na ich temat w języku polskim były zaprezentowane na małych, też nierzadko kiepsko widocznych, niewielkich stosunkowo tabliczkach, podczas gdy ten sam tekst po angielsku aż bił po oczach, gdyż przedstawiono go na wielkich, iluminowanych panelach.
Z kolei przedstawienie w tej właśnie sali "Ostatniej wieczerzy" w oryginalnych rozmiarach zasługuje na pochwałę. Wreszcie miałam możliwość spokojnego obejrzenia obrazu - w refektarzu mediolańskiego klasztoru Dominikanów przy bazylice Santa Maria delle Grazie, gdzie znajduje się oryginał, tego czasu niestety jest jak na lekarstwo, bo ze względu na tłumy, które napierają ilekroć tam byłam, mogłam tylko zerknąć i już musiałam wychodzić.
Zachwyt natomiast wzbudziła we mnie druga sala, w której pokaz multimedialny wyświetlany na wielu ścianach sprawiał wrażenie, jakbym oglądała dzieła Leonarda siedząc w ogromnej katedrze. Sama zresztą kompozycja tego widowiska jest bardzo nastrojowa i piękna, uwodzi obrazami, które płyną, przeplatają się, wychodzą jeden z drugiego tworząc sugestywną opowieść o twórczości Leonarda da Vinci. Jedynym minusem, acz dotkliwym dla osób z wrażliwym słuchem jest zdecydowanie zbyt głośna muzyka, a przecież pop klasyka nie musi dudnić!
Ostatnia część ekspozycji poświęcona została najsłynniejszym obrazom i rysunkom, wśród których naturalnie nie mogło zabraknąć Mony Lizy i Damy z łasiczką, a ściślej Damy z gronostajem, bo tak brzmi właściwa nazwa płótna. Nieporozumienia odnośnie do tego, które właściwie zwierzątko trzyma bohaterka obrazu, Cecylia Gallerani wynikają z tego, że właściwie trudno na nim zidentyfikować czy jest to gronostaj czy jednak łasiczka. Diabeł tkwi w szczegółach, czyli w symbolice, gdyż kochanek damy, Ludovico Sforza był Kawalerem Orderu Gronostaja. Mnie natomiast zachwycił precyzją detalu autoportret mistrza wykonany, gdy był już panem w starszym wieku. Jak długo musiał studiować swoją twarz, aby oddać ją w tak najdrobniejszych szczegółach. Mogłam być pewna - On właśnie tak wyglądał:
Do odwiedzenia wystawy bardzo zachęcam. Celowo dałam Wam tylko przedsmak przyjemności, bo ta z pewnością Was czeka mimo tych kilku słów krytyki, od których nie mogłam się powstrzymać.
Między 8 a 10 kwietnia stolica Umbrii dosłownie odda się "amorom" w pełnym tego słowa znaczeniu. Drugi weekend kwietnia wypełni bowiem impreza poświęcona najpiękniejszemu z uczuć, #PerugiaInLove. Będzie okazja do odbycia profesjonalnej sesji fotograficznej z mistrzem kadru, który uwieczni zakochanych w najbardziej sugestywnych miejscach miasta. Centrum wystawowe "Galeazzo Alessi" zostanie przekształcone w salon ślubny, którego prowadzący nie tylko skupią się na tym, jak powinna wyglądać idealna para młoda, ale będą przekonywać, że sakramentalne "tak" należy wypowiedzieć właśnie w Perugii. Nie zabraknie wycieczek tematycznych, podczas których uczestnicy dowiedzą się, jak na przestrzeni wieków zmieniał się strój panny młodej, ale też wygląd weselnego stołu, poznają wybitne, kobiece postacie rodem z Perugii, a także zagłębią się w zaułki, które kiedyś uchodziły za bazę pań uprawiających najstarszy zawód świata https://www.facebook.com/perugiainlove/
„ Nie doceniliśmy hydry i teraz bestia atakuje nas wszystkimi głowami, które posiada”. W mitologii greckiej Hydra żyła w Lernejskich Błotach. „Miała ona potężne cielsko psiego kształtu i osiem głów zamiast jednej, w wszystkie były w istocie głowami węży na długich szyjach (…)” – cytując moje ulubione „Mity starożytnej Grecji” Roberta Gravesa. Pierwszy cytat o hydrze, o tym, że jej nie doceniliśmy wydał mi się jakże aktualny w kontekście wojny na Ukrainie. Przez ostatni miesiąc, jak zapewne zauważyliście, nie uzupełniałam wpisów na blogu. Nie miałam siły, ochoty, nie widziałam sensu. Wydawało mi się to trywialne i głupie. Miałam pisać o bajecznych, kolorowych podróżach, gdy za granicą giną ludzie, gdy wojna stoi u naszych bram? A jednak, gdy sięgnęłam, zupełnie teraz przypadkowo po kolejną powieść mojego ulubionego, włoskiego pisarza Matteo Strukula – autora sagi o Medyceuszach, zupełnie wbiło mnie w ziemię.
Autor „Dante enigma” biorąc sobie za cel przybliżenie młodzieńczych lat „ojca języka włoskiego” siłą rzeczy musiał osadzić losy pisarza w historycznym kontekście. A jest to wojna gwelfów z gibelinami. Dla mnie do tej pory był to temat martwy – jakieś włoskie miasta bijące się między sobą o prymat. Niewiele z tego rozumiałam. Dopiero ta książka Strukula, „Dante enigma” sprawiła, że nie tylko pojęłam, o co chodziło, ale też zrozumiałam, jak ten pozornie odległy konflikt, mający miejsce w średniowieczu jest aktualny, jak przypomina agresję Rosji na Ukrainie. Można mieć wrażenie, że tylko rodzaj uzbrojenia się zmienił – metody i sposób myślenia pozostały te same.
Wyobraźcie sobie gorące lato roku 1288. Lazurowe, sielankowe początkowo niebo zwolna ciemnieje, lekkie zrazu podmuchy wiatru potężnieją gnąc korony cyprysów i łany zbóż na polach. Młodzieniec siedzący na dorodnej klaczy nie raczy się pięknem krajobrazu. On już wie, że nadchodzi burza, a wraz z nią przeczucie czegoś znacznie potężniejszego, niebezpiecznego, mrocznego, jak zapowiedź śmierci. Ten młodzieniec to Dante Alighieri, jeszcze na długo przed napisaniem dzieła, które da mu nieśmiertelność. Już kocha się w Beatrycze, spotkał ją jako dziewięciolatkę i już wtedy go oczarowała. Gdy zobaczył ją dekadę później – na zawsze skradła jego serce i duszę. Dante ma żonę i próbuje utrzymać dom z pisania, co mu specjalnie nie wychodzi ku utrapieniu połowicy, która wszak musi włożyć coś do garnka. Poetę to jednak nie obchodzi – liczą się Beatrycze i wiersze. Co jednak, gdy nagle polityka zmusza go nie tylko do opowiedzenia się po konkretnej stronie, ale do stanięcia w pierwszym szeregu na polu walki? Nie tylko jego – gdy ojczyzna wzywa, za broń chwytają wszyscy. Dlatego Dante idzie na wojnę ramię w ramię z Giottem. Tak, tym samym, który namalował cykl 12 fresków z życia św. Franciszka w bazylice w Asyżu, ale też zaprojektował Kampanilę przy Bazylice Marki Boskiej Kwietnej we Florencji.
Znajomy wątek? Ilu artystów porwała wojna na Ukrainie? Strukul kapitalnie snuje swoją opowieść, relacjonuje z kronikarską dokładnością pożenioną z pisarką swadą etapy wojny, prawdziwej wojny gwelfów, przeciwników władzy cesarskiej we Włoszech z gibelinami, którzy jej sprzyjali. Ta wojna obejmuje morzem pożarów kolejne miasta środkowej Italii: Arezzo, Florencję, Pizę, Urbino. Florencja należy do Gwelfów, Arezzo jest „prostytutką cesarza”, Piza przechodzi z rąk do rąk podstępem. Taktyka gibelinów pragnących zdobyć Florencję jest przemyślana: skoro nie dadzą rady samemu miastu, dlaczego nie spustoszyć jego okolic: nie spalić domostw, nie wyrżnąć ludzi? Zupełnie jakbyśmy czytali relację z wojny i próby zdobycia Kijowa przez Rosjan… „Żadnej litości (…) Wytropcie przeciwników, jakbyście byli psami gończymi. Wyciągnijcie ich z jam, nie ważne, gdziekolwiek się ukryli i gońcie, jak za zającami, napełnijcie wasze oddechy demonami i rozedrzyjcie ich na strzępy. Niech nikt z nich nie ujdzie żywy! – zaleca Buonconte I z Montefeltro, kapitan gibelinów. Brzmi znajomo?

















