Z pamiętnika dojrzałej pilotki cz. I

07:24



-Pani Aniu, zatrzymajmy się w Pizie na kwadrans - prosi mnie kierownik wycieczki. Ile razy "przerabiam" takie życzenia w czasie kolejnych wyjazdów z grupami do Włoch. Zazwyczaj tłumaczę miło acz stanowczo, że Pizy (Florencji, Padwy, Werony itd, itp bo propozycje są różne) nie mamy w programie wycieczki i finito. Tym razem jednak, wyjątkowo mamy wpisaną w program i opłaconą atrakcję dodatkową, więc odpowiadam:
- Mamy czas, możemy zajechać do Pizy na 2-3 godziny... - chcę dodać, że to co prawda krótko, a ja ich nie oprowadzę, bo to jest w gestii przewodnika lokalnego, którego nie zamówiliśmy, ale kierownik mi przerywa:
- Pani Aneczko, ale po co tyle czasu w tej Pizie, przecież tylko zrobimy sobie selfika z Krzywą Wieżą i spadamy.
Dojeżdżamy więc na parking w Pizie (nota bene jedyny dla autokarów wycieczkowych w mieście), gdzie pierwszy kwadrans, a nawet więcej zajmuje spacerek do toalety. Następny kwadrans maszerujemy na Plac Cudów. Gdy dochodzimy do przejścia dla pieszych, a przed nami widać już mur okalający słynny plac, słyszę z tyłu prośbę:
- Pani Aniu kochana, ale na ten tu bazarek to będzie jakiś kwadransik, bo ja bym torebkę kupiła.
- I ja... ta czerwona, na straganie tylko dziesięć jurków! 
-  Kobity, widzicie, fajne te kapelusze słomkowe i też taniej niż u nas. No pani Aniu, musi być tu z pół godzinki.
Przystaję na to. Nie spieszymy się. Na Placu Cudów robimy wspólne selfie pod Krzywą Wieżą i choć cześć osób się dziwi, że "są tu też inne budynki", to z zabytkami wygrywa zdecydowanie bazarek.
Po godzinie jesteśmy z powrotem w autokarze. Zapinamy pasy i ruszamy w dalszą drogę.

Tą autentyczną scenką -  rozpoczynam nowy cykl "Z pamiętnika dojrzałej pilotki". Zapomnijcie na chwilę o epidemii, strachu, kwarantannie, maseczkach i... uśmiechnijcie się, a może podzielcie ze mną swoimi pilockimi opowieściami?



Zobacz również:

0 komentarze