„Byzantium” Neila Jordana, „Człowiek, który spadł na ziemię Nicolasa Roega z Davidem Bowie z 1976 r., „Armia Frankensteina” Richarda Raaphorsta i „Big ass spider” Mike’a Mendeza – oba obrazy tegoroczne zobaczymy podczas festiwalu filmowego Trieste Science+Fiction. Impreza rusza dziś, w środę 30 października w Trieście i potrwa do niedzieli 3 listopada br. Więcej informacji w języku polskim: https://twitter.com/DiscoverFVG_PL, https://www.facebook.com/DiscoverFVGPoland
„Lukka nie ma dzisiaj dobrej prasy w przewodnikach i książkach turystycznych” - zauważył już Jarosław Iwaszkiewicz w swoich „Podróżach do Włoch”. I dodał: „-Szkice Heinego powinny wystarczyć do ustalenia sławy tego miasta”. Jak widać, nie wystarczyły. Lukka pozostaje nadal w cieniu pizańskiego Piazza dei Miracoli, Placu Cudów z bynajmniej nieprzereklamowaną Torre Pendente czyli Krzywą Wieżą oraz Katedrą-Duomo, utrwaloną w pierwszych kadrach filmu „Good morning Babilonia”. A już z pewnością „kasuje” ją na wstępie pyszniąca się swoimi skarbami Florencja. Tymczasem gdy przekroczyłam granice Lukki, urzekła mnie jej niezwykła atmosfera – gdzieś w powietrzu wisiały strofy Gabriele D’Annunzia o Miastach ciszy.
W tym naturalnie o Białej Lilii, Ilarii del Carretto, pochowanej w Chiesa di San Martino- kościele św. Marcina. Jej dzieje przypominają poniekąd inną historie miłosną, która wydarzyła się tysiące kilometrów stąd, w Indiach. Ale po kolei. Pan Lukki Paolo Guinigi, władający miastem przez pierwsze trzy dziesięciolecia XV wieku słynął jako obyty w świecie – przebywał kolejno w Londynie i Flandrii – kolekcjoner sztuki, zwłaszcza arrasów i damasceńskiej stali oraz kobiet. Do czasu, gdy w progu jego pałacu nie pojawiła się młodziutka Ilaria del Carretto, potomkini markizów Savony. Paolo, już wcześniej raz żonaty, stracił dla ślicznej dziewczyny głowę od pierwszego wejrzenia i ochoczo ją poślubił. Zwłaszcza, że sam pochodził nie z tak dobrej rodziny jak Ilaria. Ich pożycie układało się szczęśliwie. W rok po zawarciu związku małżeńskiego Ilaria wydała na świat syna Ladislao, Władysława, w następnym nosiła już pod sercem córeczkę. Niestety, zbyt szybka druga ciąża przyniosła nieoczekiwane komplikacje i jakkolwiek córeczka, której pośmiertnie dano imię Ilaria, przeżyła, matka już niestety nie. Oszalały z bólu Paolo zamówił pośmiertny pomnik nagrobny u samego największego mistrza epoki, Jacopo della Quercia. Wyrzeźbił on z białego, karraryjskiego marmuru prawdziwe arcydzieło uważane za największe osiągnięcie sztuki funeralnej tamtych czasów. Postać Ilarii w powłóczystej szacie wydaje się bowiem pogrążona w śnie: delikatnie uchylone wargi, oczy przykryte powiekami, sprawiające wrażenie, że za chwile się otworzą. Zwłaszcza, że u stóp pani czuwa – gotowy do zabawy - wierny piesek. Sarkofag został ozdobiony po raz pierwszy motywem putti, aniołków tak potem popularnym w renesansie. Marmurowa Ilaria przetrwała szczęśliwie sześć stuleci, a we współczesności dorobiła się nawet własnej strony internetowej.
Podobnie jak indyjski Tadź Mahal w Agrze, który przecież Szachdżahan z dynastii Wielkich Mogołów wzniósł dla przedwcześnie zmarłej żony, Mumtaz Mahal. Ona też, podobnie jak Ilaria nie przetrzymała trudów porodu, tyle, że tym razem… czternastego z rzędu. (Zdjęcia: Visit Tuscany).
Zapraszam gorąco na twittera regionu Friuli-Wenecja
Julijska https://twitter.com/DiscoverFVG_PL
Dla chętnych: adresy tanich hoteli i agroturystyk,
namiary na turystyke aktywną (rafting, canyoning, wspinaczka, trekking, rowery
i „górale“), lokaliki, gdzie można skosztować lokalne przysmaki, winnice z
możliwością degustacji i kupna trunków po zachęcających cenach. A do tego
piękne zdjęcia friulańskich artystów-fotografów! (fot. Gabrielle Crozzoli, Penthafoto, Alessandro Castiglioni)
Miłe Panie i Panowie bardzo mili też. Bardzo dziękuję
za cierpliwość i czekanie na mój powrót. Znów jestem w Warszawie – wylądowałam wczoraj
przed północą na naszym lotnisku Okecie. I od razu mało nie padłam z wrażenia,
gdyż ceny na nim są chyba wyższe niż w porcie lotniczym w Monachium. Gwoli
przykładu – najtańsza kawa z mlekiem 17 zł, sałatka z łososiem (zmielonym, o
zgrozo!) 41 zł, mała woda mineralna 6 zł! Nie lepiej na pokładzie LOT:
bezpłatnie serwowana jest tylko woda mineralna. Bez gazu! Poza tym, jak
informuje stewardesa, można „skorzystać“ z menu, „które każdy pasażer znajdzie
w kieszeni poprzedzającego fotela“. To prawda, znalazłam i propozycje dań
wydały mi się apetyczne. Niestety, podobnie jak podczas mojej poprzedniej
podróży rodzimymi liniami, okazało się, że sałatek (kurczakiem lub fetą) dostać
nie mogę na krótkim (! czyli półtoragodzinnym) locie. Dobrze, że nabyty za 5 zł
mały sok pomidorowy Cappy podtrzymał mnie przy życiu. Tymczasem Lufthansa,
która podróżowałam z Triestu do Monachium, na podobnej zatem czasowo trasie,
nie tylko serwowała za darmo duzy wybór napojów: od wody w dwóch wersjach, a
więc i gazowanej, poprzez soki do kawy i herbaty oraz trudnków (wino i piwo), a
także snacki czyli chrupki o smaku pizzy. Czas jednak zdradzić czy raczej
prypomnieć, gdzie mnie tym razem zaniosło. Otóż byłam naturalnie w mojej
Italii, w ulubionym regionie Friuli-Wenecja Julijska, ale też przekroczyłam
granicę Słowenii. A wszystko po to, aby odbyć niezwykła podróż do przeszłości –
cofnąć się o 100 lat, do czasów Wielkiej Wojny, jak Włosi określają pierwszy
konflikt światowy. Wraz z kolegami- żurnalistami z innych krajów, które kiedyś
uczestniczyły w tej wojnie, zstąpiliśmy do okopów.
Dosłownie – bowiem maszerowaliśmy
przez całe cztery dni po odtworzonych z pieczołowitością liniach frontu.
Niebywałe doświadczenie, o którym wkrótce opowiem. Kto zaś już chce na ten
temat czegoś więcej się dowiedzieć, zapraszam na stronę regioniu Friuli-Wenecja
Julijska: www.turismofvg.it
Miłe Panie i Panowie bardzo mili też,
jak stoi wyżej napisane – lecę do Włoch. Jutro wsiadam do samolotu i via
Monachium docieram na skrzydłach Lufthansy do Triestu. A stamtąd ruszam na
podbój terenów przygranicznych ze Słowenią. Zajrzę zresztą i tam, ale część eskapady
odbywać się będzie we Włoszech, po tak często opisywanym przeze mnie regionie
Friuli-Wenecja Julijska. Zapewne więc czeka nas troszkę przerwy, ale za to po
powrocie odrobię zaległości z naddatkiem. Do usłyszenia w poniedziałek! Proszę o
mnie nie zapominać! Arriverederci!
No właśnie – otwarta na Wisłę, z
pięknymi bulwarami wzdłuż królowej rzek polskich i możliwością prawdziwego po
niej żeglowania. Tak sobie o tym zamarzyłam będąc w Budapeszcie, o czym można
przeczytać w moim artykule: http://www.rp.pl/artykul/706827,1058670-Budapeszt-wie--jak-sie-sprzedawac.html
Buona notte. Sogni d‘ oro. A oto prezent pod poduszkę –
bajkowe zdjecie z Dolomitów friulańskich w wykonaniu Luciana Gaudenzio. Więcej
na: https://www.facebook.com/DiscoverFVGPoland
Niezapomniane przeżycie - grobowiec egipskiego
faraona zaaranżowany został tak, jak zobaczył go odkrywca Howard Carter. Pomieszczenia,
wyposażenie, skarby łącznie z repliką złotej maski władcy, której oryginał nie
podróżował od 1980 r. Wystawa otwarta jest do 12 stycznia 2014: http://toutankhamon.ch/?lang=en
(Źródło: Moja Szwajcaria)
Specjalna oferta Hotel Ski Pass w szwajcarskim St.Moritz. Więcej informacji w zakładce Tańsze wojaże-Hotele (Źródło: Moja Szwajcaria. Zdjęcie: swiss-image.ch/
Christof Sonderegger)
Jesienno-zimowe oferty na luksusowe
rejsy: do Dubaju, po morzu Śródziemnym czy, absolutny hit, transatlantykiem
Queen Mary 2 przez ocean do Nowego Jorku. Szczegóły w zakładce Tańsze wojaże –
Rejsy. (Źródło: www. Rejsy.pl, zdjęcie Costa Cruises)
W nadchodzącym sezonie narciarskim na Słowacji
oddane zostaną do dyspozycji nowe trasy narciarskie. I nie tylko. I tak w Ośrodku
narciarskim Jasna Niskie Tatry (Chopok) www.jasna.sk uruchomiona
zostanie nowa 6-osobowa kolejka
krzesełkowa w rejonie Lucky, która będzie służyć do transportu narciarzy z
nowej dolnej stacji Lucky do trasy zjazdowej Turisticka nr 5
/Turystyczna/. Niebieska trasa zjazdowa Turisticka zostanie przedłużona aż do
dolnej stacji nowej kolejki krzesełkowej na Luckach w związku z czym powstanie nowa
niebieska trasa zjazdowa Lucky. Na zmotoryzowanych narciarzy w rejonie Lucky czekać będzie nowy
/bezpłatny/ parking na 350 samochodów.
Kolejna zrealizowana inwestycja to
Rotunda na Chopoku, czyli wielofunkcyjny kompleks w którym znajdować się będą:
panoramiczna restauracja z kominkiem dla 100 osób, nowy południowy taras z
barem dla 200 osób, część noclegowa ze 4 apartamentami dla 16 osób i recepcją,
restauracja na parterze dla 60 osób oraz połączenie górnej stacji kolejki
Funitel i 15 MGD Kosodrevina - Chopok z poczekalnią na wypadek złej pogody. Z
kolei w Ośrodku narciarskim Tatrzańska Łomnica – Wysokie Tatry www.vt.sk zainstalowano nową, 15-osobową kolejkę gondolową ze stacji Start do stacji Łomnicki Staw/Skalnate Pleso. Kolejka linowa o długości 2 km umożliwi jazdę przy wietrze o prędkości do 90 km/godz. Dodatkową atrakcją jest nowa, czerwona trasa zjazdowa 3 Esicka z Łomnickiego Stawu do stacji pośredniej Cucoriedky o długości 1 560 m. Dla mniej zaawansowanych narciarzy z kolei przygotowano nową, 0,5-km trasę niebieską Bukova Hora II. Poza tym zmodernizowano restaurację na Łominckim Stawie, dzięki czemu może w niej jeść posiłek do 250 osób, a na nowym tarasie z panorama na Tatry wypocznie nawet setka amatorów opalania. Ośrodek narciarski Strbskie Pleso rozszerzy ofertę o nowe, sztucznie naśnieżane niebieskie trasy zjazdowe o łącznej długości 2,2 km www.vt.sk
Sezonowo, między 18 stycznia a 15 marca 2014 zostanie uruchomione bezpośrednie połączenie z Warszawy i Gdańska do Popradu, przy czym przewóz sprzętu narciarskiego wliczony będzie w cenę biletu: www.rainbowtours..pl/narty (Źródło i zdjęcia: Słowackie Centrum Turystyki)
Jakieś
4900 lat p.n.e. mieszkańcy obecnego regionu w północno-wschodnich Włoszech,
Friuli-Wenecja Julijska prosperowali już całkiem dobrze. Człowiek neolitu, aby
móc stacjonować pośród bagiennych terenów, wznosił domy na palach. Ich
rekonstrukcje i pozostałości można dziś oglądać na miejscu wykopalisk
archeologicznych Palù di Livenza w prowincji Pordenone. Warto dodać, że
jest ono wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Więcej informacji na
stronie: http://bit.ly/1aLoOzY
Zapraszam też na FB: https://www.facebook.com/DiscoverFVGPoland
W wiedeńskim
Ratuszu można bez biletów
posłuchać chórów z całego świata. Podczas „Międzynarodowych Śpiewów Adwentowych” od 28.11 do
16.12.2013 chóry będą występować w Sali Reprezentacyjnej tego neogotyckiego
budynku przy Ringu, gdzie zaśpiewają pieśni gospel, pieśni ludowe, adwentowe i
kolędy. 21.12.2013 Wielka Sala wiedeńskiej filharmonii Konzerthaus zapewni uroczystą oprawę dla koncertu galowego „Christmas in Vienna”. Słynni śpiewacy
i śpiewaczki operowe, jak Angelika Kirchschlager, Joel Pietro i Luca Pisaroni
zaprezentują tradycyjne i międzynarodowe świąteczne melodie z towarzyszeniem Orkiestry
Symfonicznej Radia ORF i chórów Wiener Sängerknaben i Wiener Singakademie.W
położonej w sercu miasta Katedrze św.
Szczepana od końca listopada 2013 zaplanowano koncerty adwentowe. Soliści
Wiedeńskiej Orkiestry Kameralnej i Wiedeński Chór Dziewczęcy zaproszą na
nastrojowe wieczory z odczytami, muzyką kameralną i pieśniami
bożonarodzeniowymi, wśród których znajdą się dzieła Mozarta, Schuberta, Haydna
i Bacha.
Barokowy kościół św. Anny w wiedeńskim Śródmieściu posłuży za scenę
serii koncertów Trompetenzauber,
których repertuar sięga od wiedeńskiej klasyki po pieśni adwentowe z różnych
krajów. Również na Starym Mieście, mianowicie w Kościele Minorytów, w dniach od
5 do 12.12.2013 nowojorski zespół Harlem Reach Ensemble pod kierownictwem
gwiazdy Broadwayu Alvina Freelanda zaprezentuje program Harlem Christmas Gospel. Szczegółowy program:
Międzynarodowe Śpiewy Adwentowe, 28.11-16.12.2013, w każdy piątek, sobotę, niedzielę i dni świąteczne w godz. 15.30-19, Ratusz, Rathausplatz,1010 Wien
Christmas in Vienna, 21.12.2013, godz. 19.30, Konzerthaus, Lothringerstraße, 1030 Wien, www.christmasinvienna.com, www.konzerthaus.at
Koncerty Adwentowe w Katedrze św. Szczepana, 29, 30.11; 1, 6, 7, 8, 13, 14, 15, 20, 21, 22.12.13, godz. 20.30, w niedziele o godz. 22, Stephansplatz, 1010 Wien, www.kunstkultur.com
Trompetenzauber w kościele św. Anny, 29, 30.11; 1, 6, 7, 8, 13, 14, 15, 20, 21, 22.12.2013, godz. 19.30, Annagasse 3b, 1010 Wien, www.kunstkultur.com
Harlem Christmas Gospel 2013, 5-8.12, 12-13.12, 15.12, 19-21.12.2013, godz. 19.30, Minoritenplatz 2a, 1010 Wien, www.minoritenkirche-wien.info
(Źródło i zdjęcia:b2b.wien.info)
Międzynarodowe Śpiewy Adwentowe, 28.11-16.12.2013, w każdy piątek, sobotę, niedzielę i dni świąteczne w godz. 15.30-19, Ratusz, Rathausplatz,1010 Wien
Christmas in Vienna, 21.12.2013, godz. 19.30, Konzerthaus, Lothringerstraße, 1030 Wien, www.christmasinvienna.com, www.konzerthaus.at
Koncerty Adwentowe w Katedrze św. Szczepana, 29, 30.11; 1, 6, 7, 8, 13, 14, 15, 20, 21, 22.12.13, godz. 20.30, w niedziele o godz. 22, Stephansplatz, 1010 Wien, www.kunstkultur.com
Trompetenzauber w kościele św. Anny, 29, 30.11; 1, 6, 7, 8, 13, 14, 15, 20, 21, 22.12.2013, godz. 19.30, Annagasse 3b, 1010 Wien, www.kunstkultur.com
Harlem Christmas Gospel 2013, 5-8.12, 12-13.12, 15.12, 19-21.12.2013, godz. 19.30, Minoritenplatz 2a, 1010 Wien, www.minoritenkirche-wien.info
(Źródło i zdjęcia:b2b.wien.info)
Czy na Karaibach albo Mauritiusie można spędzić
luksusowe wakacje taniej? Czy jedno z drugim się nie kłóci? Kto ma w
zanadrzu takie oferty - patrz zakładka: Tańsze wojaże
Sierpień 1982 roku był nadzwyczaj gorący. Spędzałam go, podobnie zresztą jak całe
wakacje, w domu, powoli starając się pogodzić z faktem, że 1 września nie wrócę
do tej samej klasy co dotąd, bo muszę ją repetować. Oficjalnie z powodu matmy,
z której zresztą zawsze byłam beznadziejna. Tylko dlaczego na cenzurze obniżono
mi wszystkie stopnie, nawet z zachowania, choć w szkole nie tylko nie dokazywałam,
ale uchodziłam wręcz za bardzo wycofaną, nieśmiałą osobę. Poza tym w muzycznej
nie repetuje się z powodu jednego przedmiotu, a słabsze ode mnie koleżanki „przeciągnięto
za uszy”. Przytłaczało mnie poczucie jakiejś ogromnej niesprawiedliwości, bo
dlaczego dzieci mają płacić za czyny rodziców? A przecież, gdy Mama zapisywała
się do Solidarności w jednym z ministerstw, w którym wtedy pracowała,
uprzedzała mnie o możliwych konsekwencjach. W chwili wprowadzenia stanu
wojennego zajmowała stanowisko wiceprzewodniczącej tej placówki. Nie, nie
miałam żalu do Mamy ani przez chwilę, gdyż sama namawiałam ją do wstąpienia do
związków. Jednak nie spodziewałam się takiego ciosu, gdyż dla mnie, bardzo
wtedy młodziutkiej osoby był to cios bardzo mocny. Codzienne wizyty w kościele,
które w czasie tamtych wakacji stały się czymś naturalnym, koiły, msze św. dodawały
otuchy. Przekraczając żelazną bramę otaczającą świątynię miałam wrażenie, że zanurzam
się w innym świecie. Tam rzeczywiście wtedy była Polska. Po alejkach kursował
zaaferowany ks. Jerzy, zawsze w czyimś towarzystwie. A to jakiś znany aktor,
który po 13 grudnia zniknął z telewizyjnych ekranów, innym razem ktoś z Huty
Warszawa czy przyjezdni. Tamtego sierpniowego dnia siedziałam na ławce przed
kościołem wraz z moimi dwoma kumpelami: Malwą i Jolką. Pilnie obserwowałyśmy
sklepik z dewocjonaliami, który stał tam, gdzie teraz znajduje się grób ks.
Jerzego. Gdy tylko zauważyłyśmy, że obsługująca go pani otworzyła okienko,
dosłownie tam pokłusowałyśmy. Czego wtedy szukałyśmy? Szczerze mówiąc, nie
wiem, ale wypatrzyłyśmy absolutny „przebój” czyli teksty mszy św. za Ojczyznę.
Odbite na powielaczu pyszniły się dość grubą stertą na pierwszym planie. Za dwa
złote sztuka nabyłyśmy trzy egzemplarze i wróciłyśmy pędem na ławkę, aby oddać
się lekturze.
- A co tak czytacie, dziewczyny? – ten głos był tak charakterystyczny, że bez podnoszenia wzroku wiedziałyśmy, że należy do ks. Jerzego. Stał przed nami uśmiechnięty, w czarnej sutannie i przyglądał się temu, co trzymałyśmy w dłoniach. Potem już wszystko potoczyło się bardzo szybko. Przez dwa kolejne lata przychodziłyśmy do jego mieszkania wraz z całkiem sporą grupą parafialnej młodzieży, aby składać teksty mszy za ojczyznę. Przy okazji zresztą dowiedziałyśmy się, że pani od sklepiku nie powinna ich była wystawiać na sprzedaż, gdyż przeznaczone były do darmowej dystrybucji i to w nie, ujmijmy to, oficjalnym obiegu, choć przecież nie zawierały żadnych obalających system treści, jakie imputował księdzu ówczesny rzecznik rządu, nomem omen jego imiennik Jerzy U. Dla mnie to był czas wielkiej rzeźby. Dzięki temu, że ks. Jerzy zlecił nam wyszukiwanie patriotycznych wierszy, które, recytowane przez plejadę nie kolaborujących z reżimem Generała aktorów, stanowiły artystyczną oprawę mszy za Ojczyznę, przeczytałam dosłownie od deski do deski naszych romantycznych wieszczów. Przeżyłam też jakoś pierwszy dzień w nowej klasie, która okazała się sympatyczna i wspierająca, a rok repety tak dla mnie dobry, że na jego koniec za wyniki w nauce należała mi się nagroda. Trzymały mnie i dawały pozytywny napęd te wizyty. Pod wielką, biało czerwoną mapą Polski, na której naniesione zostały wszystkie miejsca obozów internowania, czułam się dziwnie bezpieczna i na swoim miejscu. Tam chyba właśnie odnalazłam siebie i przestałam się bać. Tam dojrzałam. I tam miałam okazję obserwować, jak ten niewielkiej postury człowiek brał coraz więcej na swoje szczupłe barki. A krąg nienawiści powoli się zacieśniał. „Ktoś” przez okno do mieszkania wrzucił mu cegłę, „ktoś” inny przemalował samochód. Jerzy U. w okienku telewizora jeszcze bardziej puchł wylewając z siebie pokłady jadu, jako Jan Rem realizował się w produkowaniu serii paszkwili o „garsonierze”. Naszego kapłana stale już śledzono, „zapraszano” regularnie na Rakowiecką. Mimo tego wszystkiego potrafił zdobyć się na uśmiech i gdy wychodziliśmy od niego, wręczał nam zawsze a to zeszyty, a to szampony czy długopisy z darów, bo „za pracę się płaci”. Tym cenniejsze, zważywszy ze wówczas na półkach sklepowych królował ocet, a większość towarów nabywało się na kartki. Dlatego, gdy nam pewnego razu nie otworzył, poczułyśmy rozczarowanie. Przecież wyraźnie słyszałyśmy głosy zza drzwi! Jednak nie miałyśmy czasu na myślenie, bo zaraz wciągnął nas do siebie, mieszkający tuż obok ks. Marcin, „szef” naszej kościelnej scholi, pozornie pod pretekstem omówieni repertuaru. Cała akcja była ewidentnie grubymi nićmi szyta, bo niejednokrotnie powtarzana – z perspektywy czasu wiem, że ks. Jerzy odsunął nas rozmyślnie pod opiekę swojego kolegi kapłana, aby nam się nic nie stało. Jednak o nas pamiętał. Pewnego wieczoru zasiedziałyśmy się u ks. Marcina zdecydowanie za długo, więc każdą z nas poczęstował czekoladką, abyśmy zapchały buzie i nie gadały na klatce schodowej, co mogłoby zbudzić śpiące nieopodal „siostrzyczki”. Ostrożnie nacisnęłam klamkę drzwi wyjściowych, starając się wyeliminować pisk zawiasów. I wtedy po drugiej stronie rozległ się potworny łomot. To były drewniane saboty, które ktoś celowo, słysząc nasze śmiechy, powiesił na zewnętrznej klamce. – Drewniaki ks. Jerzego – zdekonspirował sprawcę ks. Marcin. Kilka tygodni później stałam jak skamieniała wśród szlochającego tłumu w kościele po tym, jak w telewizji podano wiadomość o znalezieniu Jego ciała w Wiśle. Nie uwierzyłam i nie wierzę do tej pory w oficjalną wersję śmierci ks. Jerzego. Czekam na to, aż wreszcie ktoś dotrze do prawdy. Bo przecież to On mówił, że prawda nas wyzwoli. Ilekroć zaś jestem w Rzymie, zastanawiam się, co by było gdyby jednak skorzystał z propozycji wyjazdu do Wiecznego Miasta…
- A co tak czytacie, dziewczyny? – ten głos był tak charakterystyczny, że bez podnoszenia wzroku wiedziałyśmy, że należy do ks. Jerzego. Stał przed nami uśmiechnięty, w czarnej sutannie i przyglądał się temu, co trzymałyśmy w dłoniach. Potem już wszystko potoczyło się bardzo szybko. Przez dwa kolejne lata przychodziłyśmy do jego mieszkania wraz z całkiem sporą grupą parafialnej młodzieży, aby składać teksty mszy za ojczyznę. Przy okazji zresztą dowiedziałyśmy się, że pani od sklepiku nie powinna ich była wystawiać na sprzedaż, gdyż przeznaczone były do darmowej dystrybucji i to w nie, ujmijmy to, oficjalnym obiegu, choć przecież nie zawierały żadnych obalających system treści, jakie imputował księdzu ówczesny rzecznik rządu, nomem omen jego imiennik Jerzy U. Dla mnie to był czas wielkiej rzeźby. Dzięki temu, że ks. Jerzy zlecił nam wyszukiwanie patriotycznych wierszy, które, recytowane przez plejadę nie kolaborujących z reżimem Generała aktorów, stanowiły artystyczną oprawę mszy za Ojczyznę, przeczytałam dosłownie od deski do deski naszych romantycznych wieszczów. Przeżyłam też jakoś pierwszy dzień w nowej klasie, która okazała się sympatyczna i wspierająca, a rok repety tak dla mnie dobry, że na jego koniec za wyniki w nauce należała mi się nagroda. Trzymały mnie i dawały pozytywny napęd te wizyty. Pod wielką, biało czerwoną mapą Polski, na której naniesione zostały wszystkie miejsca obozów internowania, czułam się dziwnie bezpieczna i na swoim miejscu. Tam chyba właśnie odnalazłam siebie i przestałam się bać. Tam dojrzałam. I tam miałam okazję obserwować, jak ten niewielkiej postury człowiek brał coraz więcej na swoje szczupłe barki. A krąg nienawiści powoli się zacieśniał. „Ktoś” przez okno do mieszkania wrzucił mu cegłę, „ktoś” inny przemalował samochód. Jerzy U. w okienku telewizora jeszcze bardziej puchł wylewając z siebie pokłady jadu, jako Jan Rem realizował się w produkowaniu serii paszkwili o „garsonierze”. Naszego kapłana stale już śledzono, „zapraszano” regularnie na Rakowiecką. Mimo tego wszystkiego potrafił zdobyć się na uśmiech i gdy wychodziliśmy od niego, wręczał nam zawsze a to zeszyty, a to szampony czy długopisy z darów, bo „za pracę się płaci”. Tym cenniejsze, zważywszy ze wówczas na półkach sklepowych królował ocet, a większość towarów nabywało się na kartki. Dlatego, gdy nam pewnego razu nie otworzył, poczułyśmy rozczarowanie. Przecież wyraźnie słyszałyśmy głosy zza drzwi! Jednak nie miałyśmy czasu na myślenie, bo zaraz wciągnął nas do siebie, mieszkający tuż obok ks. Marcin, „szef” naszej kościelnej scholi, pozornie pod pretekstem omówieni repertuaru. Cała akcja była ewidentnie grubymi nićmi szyta, bo niejednokrotnie powtarzana – z perspektywy czasu wiem, że ks. Jerzy odsunął nas rozmyślnie pod opiekę swojego kolegi kapłana, aby nam się nic nie stało. Jednak o nas pamiętał. Pewnego wieczoru zasiedziałyśmy się u ks. Marcina zdecydowanie za długo, więc każdą z nas poczęstował czekoladką, abyśmy zapchały buzie i nie gadały na klatce schodowej, co mogłoby zbudzić śpiące nieopodal „siostrzyczki”. Ostrożnie nacisnęłam klamkę drzwi wyjściowych, starając się wyeliminować pisk zawiasów. I wtedy po drugiej stronie rozległ się potworny łomot. To były drewniane saboty, które ktoś celowo, słysząc nasze śmiechy, powiesił na zewnętrznej klamce. – Drewniaki ks. Jerzego – zdekonspirował sprawcę ks. Marcin. Kilka tygodni później stałam jak skamieniała wśród szlochającego tłumu w kościele po tym, jak w telewizji podano wiadomość o znalezieniu Jego ciała w Wiśle. Nie uwierzyłam i nie wierzę do tej pory w oficjalną wersję śmierci ks. Jerzego. Czekam na to, aż wreszcie ktoś dotrze do prawdy. Bo przecież to On mówił, że prawda nas wyzwoli. Ilekroć zaś jestem w Rzymie, zastanawiam się, co by było gdyby jednak skorzystał z propozycji wyjazdu do Wiecznego Miasta…
Coraz więcej zamków i
pałaców w Czechach zaprasza turystów także w sezonie zimowym.
Podróżując zimą po
regionie zachodnich Czech, warto odwiedzić pięknie położony zamek Loket, gdzie
udostępniono podziemia z niezwykłą wystawą narzędzi tortur.www.hradloket.cz. Po barokowym pałacu w Dětenicach w Czeskim Raju oprowadzają z kolei duchy. Można następnie zajrzeć do tutejszego browaru, a na
kolację wybrać się do średniowiecznej karczmy. www.zamekdetenice.cz. W regionie środkowych Czech w Chlumcu nad Cidlinou
czeka pałac Karlova
Koruna należący do rodu Kinskich www.kinskycastles.com. Niedaleko leży pałac Radim oferujący między innymi ciekawą,
bajkową trasę zwiedzania dla rodzin z dziećmi. www.zamek-radim.eu. Jadąc w stronę Pragi warto zajrzeć do pałacu Loučen, gdzie przewodniczką po
komnatach będzie biała dama. Wyjątkową na skalę światową atrakcją jest tutejsze
labiryntarium – zespół dziesięciu labiryntów różnej wielkości zdobiących park pałacowy. www.zamekloucen.cz. Na zimowe zwiedzanie zaprasza Hluboka nad Vltavou w południowych Czechach, uważany za jeden z najpiękniejszych
czeskich pałaców. Inspiracją dla koronkowej, romantycznej
budowli była architekturaWindsoru. Ze względu na swój urok, jest ulubionym
celem turystów a także filmowców, którzy chętnie wykorzystują bajkowy pałac do
nagrywania filmów dla dzieci. www.zamek-hluboka.eu Zamki i pałace warto odwiedzić szczególnie w czasie adwentu. Odbywają się tu jarmarki świąteczne z barwnymi imprezami dla dzieci i dorosłych (Źródło i więcej informacji: www.czechtourism.com, zdjęcia Lubomir Stiburek, Lubomir Cech).
„Rola sommeliera we włoskiej kuchni” to tytuł spotkania z
Palmą d’Onofrio, który odbędzie się w warszawskim Instytucie Kultury Włoskiej
19 października br. o godz. 12 w ramach XIII Tygodnia Języka Włoskiego na
Świecie. Palma d’Onofrio jest włoską odpowiedniczką Roberta Makłowicza w
damskim wydaniu. W 2006 r. otworzyła szkołę „Cuciniamoci-Cucina&More”, a od
trzech lat prowadzi projekt „La scuola di cucina a prova del cuoco”. Dzięki
niemu może jeździć po całej Italii i udzielać lekcji gotowania. http://www.soscuoca.it/ (Źródło: IIC)
Gdy
został wybrany papieżem, Włosi wiedzieli o nim tylko, że „pochodzi z dalekiego
kraju”. Polskę „wrzucali” do jednego worka razem z innymi krajami za żelazną
kurtyną. Zresztą szerszej rzeszy rodaków też był nieznany, ale po pierwszej
oficjalnej Wizycie Apostolskiej i wypowiedzeniu słynnych słów na Placu Zwycięstwa,
wszyscy (no, może poza Politbiurem z partyjnymi przyległościami) go
pokochaliśmy. Bo dał nadzieję i wlał więcej wiary w nasze skołatane socjalistyczną
urawniłowką serca. A potem pokochały go
inne narody, do których pielgrzymował. I sami Włosi, tak długo się opierający,
bo przecież to nie był „ich papież”. Jednak z czasem, piano, piano (czyli
powoli) jego zdjęcia zaczęły wypełniać domy i ściany sklepów nad Tybrem,
stawiano mu już za życia pomniki, nazywano jego imieniem ulice i place. W moich
podróżach wzdłuż i wszerz „buta” widziałam wiele przykładów tego niezwykłego
przywiązania, a potem, po śmierci Jana Pawła II wiernej pamięci. Jednak chyba
najbardziej wzruszył mnie ten najprostszy, gdy przybyłam do Grado w regionie
Friuli-Wenecja Julijska. To miasteczko nad laguną, o którym niewiele osób wie,
że mogło stać się Wenecją, dziś wiedzie żywot raczej senny. W porcie, skąd
taksówki morskie wywożą turystów per mare, chybocą się, trącane lekką bryzą, rybackie
łodzie. I właśnie wśród nich dostrzegłam tę jedną, z błękitnym napisem na
białej burcie: Giovanni Paolo II. Zupełnie jak w ukochanej przez Niego pieśni...
Rok
1991. U nas transformacja i ciuchy ze szczęk pod „PeKiN-em”, w Italii dobrobyt
aż kłuje w oczy, więc nawet na bazarkach ubrania wysokiej jakości. Mój Ojciec
stacjonuje akurat w Genui, gdzie w stoczni nadzoruje budowę jachtu dla
szwajcarskiego klienta. Dla mnie to trudna wizyta, bo od wielu lat nie jesteśmy
już rodziną, a ściślej Tata ma nową. Staramy się jednak oboje utrzymać kontakt.
Wymarzyłam sobie ten marcowy wyjazd ze względu na obchodzone w tym miesiącu
urodziny. Poza tym liczyłam, że w Ligurii będzie już wiosna. Rzeczywiście,
przez pierwsze dni świeci obłędne słońce, ale potem jakaś wyjątkowo paskudna
zadymka zaskakuje mnie „w mieście”. Paradoksalnie dzięki pogodowemu kaprysowi
trafiam na retrospektywę Salvadora Dali – rysunki i rzeźby. Napiszę z niej swój
pierwszy w życiu tekst dziennikarski, który zostanie opublikowany w Życiu
Warszawy jako korespondencja z Włoch. Niezły debiut, prawda? Peregrynując po
genueńskich zaułkach, odkrywam też uliczne bazarki, a na jednej z bancarelli,
uroczą mini w ciepłym, słonecznym kolorze. Zdobią ją dyskretne a la’ indiańskie
aplikacje i po przymiarce okazuje się jak na mnie szyta. To moja pierwsza tak
krótka szatka – do tej pory nosiłam się bardziej maxi. – To ty masz nogi! –
zauważa Ojciec. – I to bardzo fajne nogi! – dodaje mi odwagi, gdyż czuję się lekko
nieswojo. Na publikowanym w tym poście zdjęciu właśnie dumnie je prezentuję i
spódniczkę też. A w najbliższy czwartek zaprezentuję samą Italię, taką jakiej
nie można poznać podczas wycieczek z biurem podróży. Serdecznie zapraszam do Miejskiego
Ośrodka Kultury w Pruszkowie na godzinę 11: www.mok-kamyk.pl
Po wypiciu tokaju ustępują wszelkie choroby –
mają zwyczaj mawiać friulańczycy, mieszkańcy włoskiego regionu Friuli-Wenecja
Julijska (Friuli-Venezia Giulia). Ten trunek pod nazwą Friulano można
skosztować we wszystkich siedmiu okręgach DOC: Colli Orientali del Friuli,
Collio, Friuli Annia, Friuli Aquileia, Friuli Isonzo, Friuli Latisana and
Friuli Grave. Naturalnie na tym nie koniec. Ribolla, Malvasia, Pinot Grigio,
Pinot Bianco, Chardonnay, Sauvignon, Schioppettino, Refosco,, Terrano,
Tazzelenghe, Picolit, Verduzzo – aby wymienić kilka innych, lokalnych win z najwyższej półki.
FVG to również wyborna, acz nieco cięższa kalibrem niż środziemnomorska, a
przez to zbliżona do naszej kuchnia. Najlepsze przepisy oraz porady, jakie wina
dobrać do konkreynych , znajdują się na polecanej przeze mnie stronie: http://www.friulano.fvg.it/en/tipicamente-friulano/recipes-and-wine-pairing.html
(wersja angielska) http://www.friulano.fvg.it/il-tipicamente-friulano/ricette-e-abbinamenti.html (wersja włoska).
Minister kultury Brazylii i więzień junty,
zwolennik makrobiotycznej diety i medytacji, odznaczony Legią Honorową IV
klasy. Gilberto Gil – gitarzysta i wokalista światowego formatu, dwukrotny laureat
nagrody Grammy już 17 października br. wystąpi z koncertem we włoskim mieście
Brescia: http://www.bresciatourism.it/news/gilberto-gil-solo-acustico
(źródło i zdjęcie: Bresciatourism)
Wystawa przedstawiająca przedmioty odzyskane z Titanica zostanie otwarta
w muzeum Lennusadam w Tallinie 15 listopada br. Dlaczego właśnie tam? – bo, jak
tłumaczą organizatorzy, co najmniej trzech Estończyków wybrało się w feralny
rejs, a tylko jeden z nich uszedł z życiem. Tak przynajmniej twierdzi Urmas
Dresen, prezes Estońskiego
Muzeum Morskiego. Na wystawie znajdzie się ponad 150 oryginalnych
przedmiotów z wraku Titanica, spoczywającego dotąd na dnie oceanu, na
głębokości ok. czterech kilometrów. Zrekonstruowane wnętrza statku przeniosą zwiedzających
do roku 1912 czyli czasu, gdy powstał „niezatapialny” kolos. Przy wejściu otrzymają
specjalne karty pokładowe i zostaną zaproszeni na rejs. Będą mogli spacerować
korytarzami pierwszej klasy, zaglądać do kajut, podziwiać słynne wielkie schody
i poczuć chłód góry lodowej. W dziesięciu pomieszczeniach poznają proces
budowania statku i jego wyjątkowe techniczne rozwiązania, życie pasażerów na
pokładzie, a także okoliczności katastrofy i jej konsekwencje. Wśród przedmiotów
wydobytych z wraku będą mogli obejrzeć książkę w języku estońskim, dowód na to,
że wśród pasażerów byli też obywatele tego bałtyckiego kraju. Ostatnie sale
opisują, jak tworzona była legenda
Titanica po katastrofie, odkrycie wraku w 1985 roku oraz poprzedzający je okres
wypraw i poszukiwań na dnie oceanu. Ekspozycja zajmie prawie jedną trzecią hali
Lennusadam i będzie czynna od 15 listopada 2013 do 31 marca 2014.
Lennusadam jest częścią Estońskiego Muzeum Morskiego. Mieści się w ponad stuletnich hangarach hydroplanów, w sąsiedztwie tallińskiego portu i jest jednym z najnowocześniejszych i najciekawszych muzeów w Europie. Wystawy opowiadają historie rozgrywające się zarówno pod wodą, na jej powierzchni, jak i w powietrzu. Zwiedzający mogą wejść do prawdziwej łodzi podwodnej, podziwiać hydroplan, lodołamacz oraz historyczne statki i sprzęt wojskowy. Lennusadam zostało otwarte ponad rok temu. Tylko w ciągu pierwszych pięciu miesięcy działalności odwiedziło je ponad 200 000 osób. (Źródło i zdjęcia: Visitestonia.com)
A może wcale nie trzeba jechać na koniec świata, aby
spędzić ciekawie urlop. Przekonują o tym Słowacy w swoim filmiku reklamowym http://youtu.be/09ysInHH1E8
I namawiają do
szukania ofert na stronie: www.slovakia.travel
Już pojutrze, we wtorek 15 października ruszam w
sentymentalną podróż po hanzeatyckich miastach: Tallinie, Rydze i Bergen.
Zapraszam wszystkich zainteresowanych do Bielańskiego Ośrodka Kultury na
godzinę 11 (www.bok-bielany.eu). Pokażę piękne zdjęcia i opowiem wiele przygód
z moich wojaży. To będzie też gratka dla amatorów secesji – ta w stolicy Łotwy
jest zachwycająca, co widać na zdjęciu.
Dziś czyli w niedzielę 13 października namawiam
mieszkańców stolicy do spaceru po Krakowskim Przedmieściu. Przy warszawskim
Hotelu Bristol działa bowiem tylko w tym dniu wyjątkowa kawiarnia. Dochód ze
sprzedaży ciastek jest przekazywany na UNICEF Można słodko pomagać! A ciastka
są zrobione przez najlepszych szefów kuchni, znanych z Kotlet.TV Ciastka tylko
po 5 zł. W godzinach 10-18.
Przy okazji zaś trzeba koniecznie zajrzeć do odnowionego przez brytyjską
designerkę Anitę Rosato hotelu, bo to przecież legenda stolicy. Można też
poczytać moje artykuły na ten temat, publikowane na portalu Turystyka. rp.pl
Rzeczpospolitej:http://www.rp.pl/artykul/971161.html
(Na zdjęciu ja wraz z Agnieszką Róg-Skrzyniarz, dyrektor ds. PR i komunikacji na Polskę sieci Starwood Hotels&Resorts i wspomnianą designerką, Anitą Rosato na gali otwarcia hotelu po zmianach.
7 października 1933 roku o godzinie 16 francuski Minister Lotnictwa, Pierre
Cot, ogłosił uroczyście na lotnisku w Le Bourget narodziny nowej linii
lotniczej. AIR FRANCE powstał w wyniku połączenia pięciu komercyjnych
przewoźników: Air Orient, Air Union, SGTA, CIDNA i Aeropostale. Z okazji swojej rocznicy
francuski przewoźnik przygotował wiele atrakcji. W centrali AIR FRANCE zostanie
zaprezentowana wystawa pt. „Niebo, nasza pasja”. Warto wspomnieć, że specjalnie
z tej okazji dwa samoloty Airbus A380 i
A320 przez rok będą latały w
urodzinowych barwach AIR FRANCE.
Wielu niespodzianek mogą się także spodziewać
podróżni w czasie lotu. Październikowe wydanie AIR FRANCE Magazine poświęcone
jest 80-letniej historii linii. Zamieszczono w nim m.in. archiwalne grafiki,
plakaty oraz zdjęcia eleganckich ubiorów załogi. Zadbano także o urodzinowe
systemy rozrywki dostępne na pokładzie, a także okolicznościowe gadżety, jak
np. papierowe menu, kubki oraz zestawy kosmetyków, które pojawią się w
rocznicowych barwach. Obecnie Grupa AIR FRANCE KLM obsługuje łącznie 243 porty
lotnicze zlokalizowane w 103 krajach na całym świecie. Flota AIR FRANCE składa
się aktualnie z 573 samolotów, natomiast od 2016 roku francuskie linie zaczną
eksploatować najnowocześniejsze maszyny typu Boeing 787-9, a od 2018 roku samoloty
Airbus A350-900 (źródło: AIR FRANCE).
Zawsze lubiłam jesień na Żoliborzu. Czas, kiedy pod
nogami szeleści dywan z opadłych częściowo liści, podczas gdy pozostałe zdobią
jeszcze korony drzew paletą barw od żółci poprzez intensywny pomarańcz i
głęboką czerwień do ciemnego brązu. Wieczorne spacery z kolejnymi psami:
głupiutkim acz urokliwym białym pudlem Azizem, który nie wiedzieć czemu wgryzał
się z zapamiętaniem w trampki moich nastoletnich adoratorów, dewastując je
okrutnie, co w PRL-u było podwójnie kosztowne, bo to był towar deficytowy. Jakich
wówczas zresztą większość. A potem peregrynacje po żoliborskich zaułkach z
kandydatem na wystawy, pupilem Mamy – czarnym sznaucerem Jumbo. I wreszcie już
tylko marszruty z moim psem, bo Fabio dołączył do mnie gdy już wyprowadziłam
się z rodzicielskiego gniazda. Te wieczory, gdy nad dzielnicą stopniowo
zapadała cisza, a pustoszejące uliczki zalewało mdłe światło latarni pomieszane
z tym padającym z tysięcy okien kamienic i domków jednorodzinnych, w większości
jeszcze pamiętających czasy międzywojenne. Ziemia jesienią wydziela szczególny
zapach, trudny do określenia, ale jakby był on ostatnim tchnieniem, oddechem
przed zimą, która zmrozi glebę na długie miesiące. W gałęziach tłukły się
ptaszydła – „Hitchcocki” jak nazywałam zawsze wrono-kruko-inne potwory latające, które
chmarami opadały na dachy i drzewa, aby tam szukać schronienia na noc. Czasem
drogę przebiegała nam zapóźniona wiewiórka, albo w ciemności zaświeciły niczym
malutkie latareczki, ślepka jeża, jakich na Żoliborzu od lat było sporo. Nocą
matka natura brała zawsze odwet za dzień i narzucała swoje porządki. A my z
Fabiem, podczas tego ostatniego naszego spaceru zamykającego dnia też już
powoli się wyciszaliśmy, resetowaliśmy. I to był fajny czas. Jednak ostatnio
coraz mniej mamy takich spokojnych, wieczornych peregrynacji. Nie dość bowiem,
że noc wzmacnia fetor płynący od kilku miesięcy ze studzienek kanalizacyjnych
pod Aleją Wojska – efekt spartolonego podłączenia Starego Żoliborza do osiedla apartamentowców
przy Rydygiera zwanego potocznie Żoliborzem Przemysłowym. Dodatkowo z hali
sportowej, którą dolepiono do słynnej „Jedynki” czyli ongiś liceum, a dziś
konglomeratu szkół kilku stopni z placówkami pomaturalnymi, rozlegają się co i
rusz wrzaski pobudzonych młodzianów „rżnących w piłę”. Po uliczkach, właśnie
wieczorem, jakiś easy rider urządza sobie często wyścigi, a ryk silnika
przeplatany piskiem hamujących opon na zakrętach budzą mimo woli dreszcze –
zwłaszcza od czasu, kiedy z tajemniczym kierowcą stanęliśmy oko w oko na jednym
ze skrzyżowań, gdzie zarzuciło go niemal na chodnik – dobrze, że akurat chwilę
wcześniej przesunęliśmy się z Fabiem na trawnik, aby mógł wykonać, co do niego
należy. Nie wspomnę już o właścicielach luks-bryk, którzy na te chodniki po
prostu sobie wjeżdżają bez żenady w pełnym pędzie, bo przecież zaparkować
gdzieś muszą, więc niech hołota (czytaj: zwykli ludzie) spada, mówiąc oględnie.
Albo też, zatrzymując się przy jakimś koszu, upychają w nim swoje domowe
śmieci, aby nie płacić za ich wywóz z willi, bo to przecież kosztowne.
Ewentualnie jeszcze garnirują publiczne rabatki zepsutym żarciem – mistrzostwem
świata było pozbycie się dwóch blach sernika, jaki dwie eleganckie zdawać by
się mogło panie, wyrzuciły z Land Rovera. Tak po prostu na moich i Fabia oczach
– moja zwierzyna nie mogła uwierzyć w tę nieoczekiwaną mannę z nieba i lekko zdębiała,
tylko dzięki czemu zdołałam ją powstrzymać od pochłonięcia „boskiego” jedzonka.
A dziś jeszcze, na dodatek, z wcale nie tak przecież bliskiego stadionu
Polonii, niczym fala uderzeniowa, dotarł do nas ryk z tysięcy gardeł
rozentuzjazmowanych kibiców. Nie odnajduję się na takim Żoliborzu. Tak jak nie
odnajduję się w takiej stolicy: brudnej, pełnej bałaganu i chamstwa. Gdzie
policjant przymyka oko na to, że rowerzysta mknie środkiem chodnika
rozjeżdżając jego prawowitych użytkowników, bo on też ma prawo. Gdzie pozmieniano
trasy autobusów i tramwajów, które sprawdzały się przez dziesiątki lat,
wprowadzając kompletny chaos. I w dodatku zredukowano wydatnie ich liczbę. Jeszcze
nie tak dawno z Placu Wilsona w kierunku centrum odjeżdżało kilkanaście jeśli
nie kilkadziesiąt różnych linii, teraz jest ich kilka. Natomiast ceny biletów
mamy takie jak na zachodzie, podczas gdy pensje zdecydowanie nie. Gdzie metro w
porannej godzinie szczytu zamiast mknąć jak najszybciej, zatrzymuje się po
kilka minut na każdej stacji tak, aby pasażerowie upchali się w wagonikach
niczym sardynki w puszkach. W ten sposób miasto zaoszczędzi na taborze. Gdzie
buduje się bez ładu i składu, nie bacząc na to, jak nowy obiekt ma się do
otoczenia, a pseudo remonty psują zabytki, gdyż konserwator też działa według
własnego widzimisię. I mogłabym tak wyliczać w nieskończoność, ale po co? Zamiast
gderania jutro wybieram się spełnić obywatelski obowiązek – załatwię sprawę raz dwa, podczas
porannego spaceru z Fabiem, który już tradycyjnie „zaparkuje” pod lokalem, od lat zawsze w tym samym budynku szkoły przy wiadukcie. Potem zaś znów pójdziemy sycić oczy jesienią.
Lufthansa i Germanwings rozszerzą
zakres usług w nadchodzącym zimowym rozkładzie połączeń i wprowadzą większe
maszyny. W połączeniu z Germanwings, Lufthansa zaoferuje pasażerom jeszcze
szerszy wybór spośród 211 destynacji w 81 krajach. Lufthansa obsługuje
samodzielnie 199 kierunków, a Germanwings 64 w Europie, na Bliskim Wschodzie i
w Ameryce Północnej. Wszyscy przewoźnicy Grupy Lufthansa (Lufthansa, Austrian
Airlines, Brussels Airlines, Germanwings i Swiss), zaoferują łącznie 274
połączenia do 106 krajów na czterech kontynentach, oferując ponadto wiele
rejsów typu code-share. Nowy rozkład będzie obowiązywać od niedzieli, 27
października 2013 do 29 marca 2014 roku. Airbus A380 i Boeing 747-8, będą obsługiwać zimą połączenia do Szanghaju, Chicago i Mexico
City. A380 obsługuje trasę
Frankfurt-Szanghaj pięć razy w tygodniu już od końca września br. B747-8 lata
już także z Frankfurtu do Mexico City. Do jednego dziennie wzrośnie dodatkowo
liczba połączeń z Frankfurtu do Filadelfii na wschodnim wybrzeżu Stanów
Zjednoczonych oraz do Arabii Saudyjskiej. Zimą Lufthansa będzie wznowi także
regularne połączenia z Monachium do Kapsztadu.
Gdy Ogień Olimpijski zapłonie w
rosyjskim Soczi, obwieszczając rozpoczęcie Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2014 i
igrzysk paraolimpijskich, Lufthansa będzie przewozić fanów i zawodników nad
Morze Czarne, na specjalnie uruchomionej z tej okazji trasie. Połączenia będą
realizowane maszynami typu Airbus A321, od 24 stycznia do 17 marca 2014. Fani
sportów zimowych będą mogli komfortowo i regularnie dostać się do centrum sportowych
wydarzeń do pięciu razy w tygodniu, w zaledwie 3,5 godziny. W zimowym
rozkładzie Lufthansy, kolejne połączenia bezpośrednie w Europie zostaną
przeniesione do Germanwings. Są to połączenia, które nie były realizowane przez
porty przesiadkowe we Frankfurcie i Monachium. Zgodnie z najnowszymi planami,
23 połączenia obsługiwane do tej pory przez Lufthansę z Hamburga i Berlina,
zostaną zimą przeniesione do Germanwings. Transfery będą się odbywać
sukcesywnie. W nadchodzących miesiącach będą to połączenia z Hamburga do:
Amsterdamu, Birmingham, Budapesztu, Genewy, Londynu, Madrytu, Mediolanu,
Manchesteru, Oslo, Paryża, Sztokholmu i Zurychu. Ich transfer zakończy się z
ostatnim dniem marca 2014 roku. Pasażerowie lecący z Berlina, będą mogli wybrać
Germanwings na trasach do: Birmingham, Bolonii, Bukaresztu, Genewy, Helsinek,
Londynu, Malagi, Norymbergi, Rzymu, Mediolanu i Wiednia. Transfer wszystkich połączeń
bezpośrednich zakończy się latem 2014. Bezpośrednie połączenia Lufthansy z
Dusseldorfu zostaną przejęte przez Germanwings zgodnie z planem, podczas
letniego rozkładu połączeń w 2014 roku. Kiedy wszystkie transfery zostaną
zakończone, bilety pasażerów Lufthansy zarezerwowane na te trasy, zostaną
automatycznie przeniesione do Germanwings.
Ze względów ekonomicznych, na przełomie 2013/14,
Lufthansa zawiesza połączenia do stolicy Gabonu, Liberville oraz do Pointe
Noire w Republice Kongo.
Oprócz systemu rezerwacyjnego Lufthansy na stronie www.lufthansa.com/door-to-door,
pasażerowie mogą sprawdzić wszelkie środki transportu z lotniska, jak kolej,
samochód, prom czy metro. Podróżujący znajdą tu rozkład jazdy ponad 600 środków
transportu miejskiego oraz promów i pociągów.






































