Kiwi.com sprawdziła urlopowe plany Polaków w nadchodzące święta
- Około 34% podróżnych wybiera wyjazd trwający do 3 dni
- Polacy najczęściej zatrzymują się w hotelu, apartamencie lub guest-housie, a na dzień check-inu najczęściej wybierają piątek
- za bilet lotniczy w okresie 01.12-02.01 Polacy płacili średnio 548 PLN, a za zakwaterowanie na miejscu na okres 3.5 dnia około 1,340 PLN
- W okresie świąt Bożego Narodzenia do Polski z zagranicy przybędzie najwięcej rodaków, Ukraińców, Francuzów, obywateli Wielkiej Brytanii, a także Niemiec
Polacy coraz częściej i coraz chętniej w święta godzą tradycję rodzinnych spotkań przy wigilijnym stole z plenerowymi aktywnościami. Okres między świętami a nowym rokiem z perspektywą przedłużonego weekendu z okazji Trzech Króli stwarza doskonałe warunki do dłuższego odpoczynku i regeneracji. Kiwi.com, firma travel-tech w sektorze turystycznym, sprawdziła m.in. najpopularniejsze wśród Polaków kierunki podróży, czas pobytu, najchętniej wybierane miejsca zakwaterowania, średnią cenę lotu i przygotowała zestawienie podróżniczych trendów w trakcie świąt Bożego Narodzenia 2021.
"Trend organizowania wyjazdów na czas świąt staje się coraz bardziej popularny w skali globalnej. Pracujemy dużo, długo, często bardzo intensywnie w związku z tym perspektywa nawet jednego wolnego dnia kusi, by spędzić go w podróży. Zmiana otoczenia, nawet na jeden czy dwa dni potrafi niejednokrotnie zregenerować tak, jak tygodniowy wyjazd. Z naszych analiz wynika, że Polacy najczęściej wybierają kilkudniowe wyjazdy. W tym roku pozostają oni wierni podróżniczym gustom, wybierając południe Europy, z Włochami i Hiszpanią na czele, a także romantyczny acz chłodniejszy i bardziej zimowy Paryż. W tym roku w okresie 01.12. – 02.01.2022 średnia cena biletu, jaką polscy turyści płacili za lot była na poziomie 548 PLN . Kiwi.com sprawdziło również, że w nadchodzące święta do Polski przybędzie najwięcej rodaków, obywateli Ukrainy, Francji, Wielkiej Brytanii, a także Niemiec.” - mówi Eliška Řezníček Dočkalová, Dyrektor ds. Zarządzania Doświadczeniem Klienta w Kiwi.com.
TOP najpopularniejszych kierunków na przestrzeni 2019 i 2021 roku:
TOP 5 w 2019 roku kolejno: Londyn, Oslo, Eindhoven, Mediolan i Barcelona, a w 2021 roku: Paryż, Oslo, Londyn, Mediolan i Barcelona.
Wśród najmniej oczywistych tegorocznych destynacji znalazły się m.in. Kutaisi oraz Stambuł.
Bardzo często poszukiwano dogodnych połączeń lotniczych do Dubaju, Nowego Jorku raz Bangkoku.
Jak będą wyglądały tegoroczne podróże?
• Ile czasu spędzimy na miejscu?
Według analizy Kiwi.com Polacy najczęściej wybierają 3-dniowe wypady – w tym roku ponad 33% użytkowników ma zamiar spędzić tyle czasu na miejscu.
Nieco ponad 23% w podróży spędzi ponad tydzień, z kolei 44% spędzi ponad 6 dni, korzystając z przerwy między Świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem.
W tym roku średnia cena, jaką płaciliśmy za bilet lotniczy była na poziomie 548 PLN.
• Dokąd się wybieramy, z kim i gdzie się zatrzymamy?
Piątek – to zdecydowanie najczęściej wybierany przez Polaków dzień na wylot oraz check-in w miejscu zakwaterowania. Kiwi.com podpowiada, że najwięcej z nas udała się bądź dopiero się uda w podróż 10, 17 oraz 23 grudnia.
Niemal 90% będzie podróżować w pojedynkę (63,07%) lub z jeszcze jedną osobą (26,48%). Osoby podróżujące z czterema lub więcej osobami stanowią 10,45% wszystkich rezerwacji.
Wedle analiz Kiwi.com, osoby które dokonały rezerwacji na Booking.com zatrzymają się w hotelu, apartamencie oraz guest housie - to trzy najczęściej wybierane przez Polaków typy zakwaterowania. W tym roku za 3 dniowy pobyt Polacy płacili średnio 1 340 PLN.
Które narodowości przybędą na święta do Polski?
Wyszukiwarka lotów Kiwi.com sprawdziła również, że w analogicznym czasie, tj. 01.12.2021- 02.01.2022 do Polski przybędzie najwięcej rodaków, obywateli Ukrainy, Francji, Wielkiej Brytanii, a także Niemiec.
Zdecydowana większość z nich spędzi na miejscu około 3 dni, oprócz Polaków, którzy pozostaną na miejscu średnio ponad tydzień.
A jakie są plany podróżnicze rodaków na 2022?
Nowy rok to nowe rozdanie, zbliżające się ferie zimowe, perspektywa długich weekendów, które można wykorzystać na ukochane przez Polaków city-breaki sprawia, że wielu już teraz poszukuje połączeń lotniczych.
Z analiz Kiwi.com wynika, że w nadchodzącym roku za podróż do Azji, Afryki czy krajów europejskich średnio zapłacimy poniżej 1 150 PLN.
Rzym, Paryż, Teneryfa, Oslo czy Barcelona utrzymują się w ścisłej czołówce najczęściej wyszukiwanych połączeń.
Wśród dalszych destynacji w wyszukiwaniach dominują: Nowy Jork, Dubaj, Cancun, Punta Cana, Miami oraz Chicago.
Kiwi.com to jedna z wiodących firm technologicznych w branży turystycznej z siedzibą w Czechach, zatrudniająca ponad 1000 osób na całym świecie.
Algorytm Virtual Interlining Kiwi.com umożliwia użytkownikom łączenie lotów w ramach tradycyjnych oraz tanich linii lotniczych w jeden plan podróży. Kiwi.com przeprowadza 20 miliardów kontroli cen dziennie w 95% globalnych zasobach treści dotyczących lotów, umożliwiając klientom wyszukiwanie najlepszych opcji tras i cen.
Świąteczne przysmaki, wróżby wigilijne, mały Jezusek przynoszący prezenty... Jak Czesi obchodzą święta Bożego Narodzenia?
Świętom Bożego Narodzenia w Czechach towarzyszą liczne tradycje i zwyczaje. Należy do nich na przykład pieczenie tradycyjnych ciasteczek. Od dawnych czasów czeskie gospodynie pieką na święta rogaliki waniliowe i inne malutkie ciasteczka o najrozmaitszych kształtach.
Tradycyjne ciasteczka przygotowywane są już od końca listopada i przechowywane w pudełeczkach aż do świąt, odpowiednio zabezpieczone przed domowymi łasuchami.
Ciasteczka, które znamy dziś zaczęto wypiekać na początku XIX wieku, początkowo w najbogatszych domach. Do popularnych należały na przykład ciasteczka o nazwie przyjaciel domu, przygotowywane z mąki krupczatki, cukru, anyżu, jajek, kandyzowanych owoców i orzechów. Zaraz po upieczeniu ciasto twardniało, więc trzeba je było pokroić na cienkie płatki, które i tak groziły uszczerbkiem zebów starszych członków rodziny. Podobno, w porównaniu do innych słodkich przysmaków, ciasteczka te znikały ze stołu najwolniej i niektórzy złośliwie twierdzili, że dlatego zasłużyły sobie na nazwę przyjaciela domu: często pozostawały w domu jeszcze po świętach.
Z podobnych składników przygotowywano tak zwaną wigilijną muzykę: w wodzie moczono gruszki i jabłka, pokrojone na krążki i suszone śliwki, które następnie gotowano z dodatkiem goździków, cynamonu, rodzynków i migdałów, słodzono miodem i zagęszczono startym piernikiem. Zależnie od zamożności gospodarstwa domowego, do deseru dodawano sok z cytryny i rum.
Popularne były także domowe karmelki. W rondelku karmelizowano cukier, dodawano kawę, mleko lub śmietanę, masło i wanilię. Masę powoli podgrzewano, stale mieszając, aż zgęstniała, przelewano do natłuszczonej formy, pozostawiano do stężenia i następnie krojono na kawałeczki. Powstałe cukierki pakowano w kolorowe papierki i ozdabiano nimi stół wigilijny bądź choinkę.
Zgodnie z tradycją, na świątecznym stole powinno się znaleźć siedem rodzajów ciasteczek. Jedne gospodynie przestrzegają tego zwyczaju, inne pieką kilka albo wręcz dwadzieścia ulubionych przysmaków. Receptury przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Niektórzy wolą eksperymentować z nowymi przepisami, jednak od lat niezmiennie do najpopularniejszych należą rogaliki waniliowe, niedźwiedzie łapki, rogaliki orzechowe, orzeszki nadziewane kremem, koszyczki, gniazda os czy imbirki.
Warto spróbować także ciasteczek Masaryka. Pierwszy prezydent Czechosłowacji, T.G. Masaryk, uwielbiał słodkie, świąteczne przysmaki, szczególnie ciasteczka z orzechami, które piekła jego mama. Przygotowuje się je łatwo i szybko, smakują przepysznie. Potrzebujemy 180 gramów orzechów włoskich (można użyć także laskowych), 300 gramów mąki, 100 gramów cukru pudru, 200 gramów masła, 1 żółtko, cukier puder i cukier waniliowy do posypania. Orzechy wymoczymy przez dwie godziny w letniej wodzie, aby zmiękły. Po tym czasie posiekamy, wymieszamy z pozostałymi składnikami i wyrobimy ciasto. Z ciasta uformujemy kilka wałeczków o średnicy około 4 cm. Owiniemy folią spożywczą i włożymy do lodówki, najlepiej na całą noc, ewentualnie na pół godziny do zamrażalnika. Po tym czasie pokroimy na kółka o szerokości pół centymetra, położymy na blachę i pieczemy w temperaturze 170°C, aż się zarumienią. Jeszcze ciepłe, obtoczymy w cukrze pudrze wymieszanym z cukrem waniliowym.
Jeśli chcecie spróbować najpopularniejszych czeskich ciasteczek świątecznych, polecamy łatwy przepis na kruche rogaliki waniliowe. Potrzebujemy 100 gramów cukru pudru, 420 gramów mąki, 340 gramów masła, 160 gramów mielonych orzechów włoskich i szczyptę soli. Ze składników wyrobimy gęste ciasto, które pozostawimy na noc w lodówce. Następnego dnia z ciasta uformujemy rogaliki, upieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 °C i obtoczymy w cukrze pudrze z wanilią.
W Wigilię, aż do wieczoru, obowiązuje ścisły post. Dzieciom obiecuje się, że jeśli będą przestrzegać postu zobaczą złote prosiątko. Do wspólnej wieczerzy Czesi zasiadają, gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazda, czyli tak, jak u nas. Na stole wigilijnym nie może zabraknąć zupy rybnej, sałatki ziemniaczanej i smażonego karpia. Pod talerze kładzie się kilka łusek karpia, które mają zapewnić wszystkim dostatek pieniędzy przez cały nadchodzący rok - to również tradycja znana w polskich domach. Na stole powinno znaleźć się dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa. Zgodnie z kolejną tradycją, której przestrzega wiele czeskich rodzin, nie należy odchodzić od stołu wigilijnego podczas wieczerzy. Ten, kto wstanie przed zakończeniem posiłku może bowiem nie doczekać następnych świąt. Ulubionym zwyczajem jest krojenie jabłek. Jeśli w przekrojonych połówkach zobaczymy pośrodku kształt gwiazdki, będziemy zdrowi przez cały rok, krzyżyk natomiast zwiastuje chorobę. Prezenty w Czechach przynosi Jezusek. Zostawia je pod choinką 24 grudnia wieczorem.
Informacje turystyczne o Czechach, przepisy kulinarne, między innymi na potrawy świąteczne znajdziemy na stronie: #VisitCzechRepublic (Źródło: CzechTourism, zdj. Archiwum Czech Specials Agencji CzechTourism, Madeleine Steinbach Shutterstock)
Czasowa wystawa poświęcona holenderskiemu malarzowi, Janowi Vermeerowi była w tym roku jednym z najdonioślejszych wydarzeń kulturalnych w Dreźnie. Niestety także i ona musiała zostać zamknięta z powodu pandemii. Państwowe Zbiory Sztuki w Dreźnie dla wszystkich, którzy nie zdążyli jej obejrzeć, przygotowały tzw. weborello, czyli specjalną stronę internetową poświęconą ekspozycji, zawierającą zdjęcia obrazów z możliwością powiększania, a także grafiki, materiały video i audio. Może w jeden ze świątecznych wieczorów znajdziecie parę minut na wirtualne spotkanie z arcydziełami malarstwa? Oto link: https://vermeer.skd.museum/en/ Johannes Vermeer van Delft, "mistrz światłocienia ludzkich dusz" (https://niezlasztuka.net/o-sztuce/mistrz-swiatlocienia-ludzkich-dusz-johannes-vermeer-van-delft/) jest m.in. autorem rozsławionego w książce i filmie płótna "Dziewczyna z perłą" (na zdjęciu): https://www.youtube.com/watch?v=I2_QufRD0O0
(Źródło: Dresden Marketing GmbH)
“100 dzieł powraca do domu” to nazwa projektu zrealizowanego za sprawą ministra kultury Daria Franceschiniego. Ma on na celu promocję, a zarazem odpowiednie docenienie historycznego i archeologicznego dziedzictwa Republiki Włoskiej, do tej pory zamkniętego w depozytach największych, państwowych galerii sztuki. To właśnie z depozytów czternastu najznamienitszych z tych placówek, wśród których znalazły się m.in. florencka Galeria Uffizi, mediolańska Pinakoteka Brera, rzymskie Narodowe Galerie Barberini Corsini i Galeria Borghese czy Muzeum Archeologiczne w Neapolu wrócą zgodnie z ideą przedsięwzięcia do macierzy, a więc miejsc, dla których czy w których powstały wybrane dzieła sztuki. Będzie ich na początek setka, ale minister Franceschini już zapowiada, że na tym nie koniec, gdyż projekt będzie miał swoją kontynuację. I nie chodzi w nim tylko o wydobycie na światło dzienne skarbów sztuki i pokazanie ich szerszej publiczności. Płótna malarzy mniej lub bardziej znanych i obiekty wydobyte podczas wykopalisk archeologicznych „wracając do domu” poprzez wyeksponowanie ich w bardziej peryferyjnych placówkach muzealnych mają sprawić, że te zapełnią się zwiedzającymi. Jednocześnie ministerstwo zainwestowało w cyfryzację tych dzieł, które zostaną zaprezentowane w serii dokumentalnych filmów realizowanych wespół z państwową telewizją RAI. Ten nowoczesny sposób promocji ma wesprzeć cały projekt.
Jakie dzieła wrócą i dokąd? Dwa płótna XVII-w. malarza Salvatora Rosy z Narodowych Galerii Barberini Corsini poleciało już do Muzeum Narodowego w Materze. Z Pinakoteki Brera do Narodowej Galerii Marche i Urbino pojechały następujące obrazy: XVII-w. malarza i rytownika, Simone Cantariniego zwanego Pesarese: „Matka Boska z Dzieciątkiem w glorii i święci Barbara i Terencjusz” oraz „Dzieciątko Jezus objawia się św. Antoniemu z Padwy”, urodzonego w Urbino w 1535 r. Federico Barocci „Matka Boska z Dzieciątkiem w glorii i św. Jan Chrzciciel” oraz „Ecce homo”, a także „Matka Boska z Dzieciątkiem i święci Augustyn i Magdalena” Cristoforo Roncallego zwanego Pomarancio. Ten włoski artysta tworzący w okresie manieryzmu i wczesnego baroku, urodzony w miejscowości Pomarancio koło toskańskiej Volterry był jednym z trzech artystów noszących ten przydomek. Z kolei płótno Giovanniego Baglione „Niepokalane poczęcie między św. Piotrem i Pawłem” wczoraj, 14 grudnia przyjechało z Pinakoteki Brera do Pałacu Altieri w Oriolo Romano koło Viterbo. Misternie wykonana z brązu głowa lwa o zwichrzonej grzywie, która pełniła funkcję kołatki na drzwiach kajuty jednego ze statków Kaliguli (37-41 r. n.e.) z Rzymskiego Muzeum Narodowego przyjedzie w najbliższy piątek, 17 grudnia do Muzeum Statków Rzymskich w Nemi.
W sumie projekt obejmie 28 placówek w 13 regionach Włoch:
(Źródła: włoskie ministerstwo kultury - beniculturali,it, monolitenotizie.it, barberinicorsini.org, turismoitalianews.it; infografiki: beniculturali.it)
Najpierw obejrzyjcie trailer: https://www.youtube.com/watch?v=h9OAO-1ZcbI Kamera sunie miękko nad setkami koron drzew, których liście pomalowała jesień na ciepłe barwy: beż, rudy, brąz, złoto. Zdajemy się płynąć nad leśną gęstwiną i niepostrzeżenie przenosimy się w inne miejsce: z Polski do Włoch, z Mazowsza do Ligurii, z Warszawy do miejscowości Biassa, położonej o rzut kamieniem od turystycznego hitu, jakim są Cinque Terre i zaledwie 3,3 km od miasta La Spezia. To maleńka Biassa stanowi tło opowieści wysnutej z osobistych doświadczeń młodego reżysera CarloAlberta Biazzi, a osadzonej w czasach po II wojnie światowej. Okresie, gdy Włochy z trudem podnosiły się po trudach zbrojnego konfliktu. Stanowi on tło historii o kilkuletnim chłopcu, który stracił ojca i poprzez opowieści dziadka błądzące między rzeczywistością a ludową baśnią stara się odnaleźć nieobecnego rodziciela. Bo ojca zabrało Morze pod nieobecność Księżyca - dlaczego jednak Księżyca nie było, tego samego Księżyca, który znacznie wcześniej ocalił jednak dziadka ze spienionych fal? Już trailer filmu "Al' di la' del mare", zaprezentowany właśnie w MuseoCAMec w La Spezia wzrusza swoją szczerością i prostotą narracji prowadzonej przez dziecko. Tak, jak wzruszył mieszkańców Biassa zaproszonych na prezentację. Ich miejscowość w filmie pokazana została tak, jak opowiadali o niej ich rodzice i dziadkowie jako społeczność prostych ludzi, którzy od wieków walczą o spłachetek ziemi wydzieranej morzu, aby uprawiać winorośle (powstaje z nich znakomite Tramonti Cinque Terre DOC). Oczarowuje nas magia miejsca, gdzie czas jakby się zatrzymał. Czy film sprawi, że zostanie odkryte przez podróżników? Lokalne władze zabiegają o to, aby rozwinąź tu turystykę jakościową, a wabikiem miałyby być nie tylko dziewicze pejzaże, ale też lokalne produkty z winem na czele. Na debiut kinowy "Al di la' del mare" w pełnej wersji musimy jeszcze poczekać. Zdjęcia do niego rozpoczynano trzy razy i dwukrotnie wstrzymała je pandemia. Efekt jednak, jak sugeruje już trailer, może być znakomity, podobnie jak pierwszy obraz reżysera rodem z Cremony, krótkometrażowy, bo zaledwie 12-minutowy film "Il padre di mia figlia" zaprezentowany cztery lata temu na Festiwalu Filmowym w Cannes i wyróżniony Nagrodą Jury podczas Around International Film Festival w Berlinie. Zawiązanie akcji jest intrygujące: Anna wraca do domu i zastaje córkę Alice w kuchni, przygotowującą posiłek oraz stół w jadalni nakryty dla trojga. Dzwonek do drzwi obwieszcza przybycie na kolację narzeczonego Alice, starszego od niej o trzydzieści lat. Wtedy Anna zaczyna mówić, a przeszłość wraca jak bumerang. Jego cios jest nie do zniesienia... Koniecznie obejrzyjcie ten film - ma angielskie napisy: https://www.iglufilm.it/streaming/2021/03/09/il-padre-di-mia-figlia/
Oba filmy spina wspólny bohater, tylko pozornie drugoplanowy i milczący - to morze, które zabiera i oddaje, choć czasem przyprawia to o ból.
O tej wyspie już na blogu pisałam. Chyba zresztą niejednokrotnie. Jest najmniejsza z trzech zamieszkałych, które rozrzucone są na wodach Zatoki Neapolitańskiej niczym perły. Podczas gdy luksusowa Capri bije konkurentki na głowę liczbą docierających na jej brzeg turystów,
a Ischia kusi setką źródeł wód termalnych,
choć i odstrasza bardziej lękliwych po trzęsieniu ziemi sprzed kilku lat. Procida natomiast bez wątpienia urzeka swoim bezpretensjonalnym, dalekim od nowobogactwa wdziękiem:
Do tego stopnia, że została ogłoszona Stolicą Włoskiej Kultury 2022 r. Mnie oczarowała znacznie wcześniej, dlatego niejednokrotnie na nią wracałam - raz nawet trafiła mi się tak "upiorna pogoda", że strugi deszczu dosłownie przelewały mi się przez sandały. Byłam wówczas z grupą realizując własny program autorski wycieczki i pomimo moich wcześniejszych obaw wszyscy bawiliśmy się znakomicie, choć przemoczeni do ostatniej, suchej niteczki.
Stąd taka nagła popularność Procidy? Z pewnością dużo zawdzięcza pisarzom i filmowcom, którzy odkryli jej walory dla świata. Przede wszystkim zaś dzięki nakręconemu tutaj w 1994 r. przez Michaela Radforda obrazowi "Il Postino", dla którego inspiracją były powieść "Ardiente Paciencia" Antonia Skarmety i poematy Pabla Nerudy.
Akcja filmu rozgrywa się w 1952 r., kiedy Procida jest jeszcze biedniutką, rybacką osadą, którą pas morza oddziela skutecznie od cywilizacji i wielkich wydarzeń świata. Do czasu, kiedy ten świat niejako siłą wdziera się do niewielkiej społeczności pod postacią wielkiego pisarza Pabla Nerudy. Dlaczego ten wybitny noblista ląduje właśnie na Procidzie (w rzeczywistości tam nigdy nie mieszkał) i jak dojdzie do tego, że będzie uczył sztuki miłosnej korespondencji pomocnika listonosza, Maria Ruppolo? Co wreszcie z tego wyniknie? O tym właśnie opowiada film, który koniecznie musicie obejrzeć https://www.youtube.com/watch?v=u5oXx_t3lYE To bardziej współczesna wersja innej historii miłosnej, tej o Cyrano de Bergerac pióra Edmunda Rostanda, który tę piękną love story stworzył dla teatru, co ciekawe - czerpiąc ze wspomnień Savieniena Cyrano de Bergeraca, XVII- w. żołnierza, filozofa i poety obdarzonego przez Matkę Naturę tak wydatnym nosem, że przeszkadzało to jego posiadaczowi w życiu uczuciowym.
Mnie najbardziej odpowiada adaptacja filmowa perypetii Cyrana z 1990 r. w reżyserskim wykonaniu Jean Paula Rappeneau'a z wybitną rolą Gerarda Depardieu w tytułowej roli: https://www.youtube.com/watch?v=fJyaXzAmYPs
Wracając jednak na Procidę - "Listonosz" na dobre się na niej zadomowił. Powstał jego szlak - oznaczone miejsca, w których pojawiał się w filmie główny bohater, nieśmiały, zakompleksiony Mario Ruppolo marzący o tym, aby zdobyć serce Beatrice.
Rolę Maria gra koncertowo, bo wzruszająco Massimo Troisi - bardzo już wówczas chory na serce, wybitny włoski aktor umrze dzień po ostatnim klapsie. W rolę Beatrice wciela się śliczna i seksowna Maria Grazia Cucinotta. Damę o imieniu Beatrice - przypominam historię literatury, wielbił też ojciec języka włoskiego, Dante Alighieri unieśmiertelniając w "Boskiej komedii".
Na Procidzie nakręcono też wiele innych filmów, o czym piszę w moim artykule "Procida stolica włoskiej kultury" na łamach Travelera. To wyjątkowy numer tego prestiżowego magazynu, bo poświęcony w całości Hitom 2022.
Zachęcam Was też do odwiedzenia Procidy, gdy zdarzy Wam się dotrzeć do Neapolu, skąd tylko w 40 minut przypłyniecie statkiem lub wodolotem na tę śliczną wyspę:
Posadowiona u podnóża góry Bisbino miejscowość – dziś ceniona nie tylko przez Włochów, wakacyjna meta, znajduje się na północnozachodnim brzegu jeziora Como, zaledwie 10 minut jazdy samochodem od miasteczka Como.
Do Cernobbio można też dopłynąć jednym ze stateczków turystycznych, które oferują rejsy również poza sezonem, w najbardziej zapłakanych deszczem miesiącach. Ja wsiadłam na pokład w listopadzie, co opisałam w jednym z wcześniejszych postów: http://italiannawdrodze.blogspot.com/2021/12/moj-przedswiateczny-rejs-po-jeziorze.html Cernobbio uwiodło mnie atmosferą fin de siecle’u już od momentu cumowania, gdy mój wzrok padł na budynek imbarcadero, czyli przystani.
Wsparta częściowo na drewnianych palach wbitych w dno jeziora i kamiennych podmurówkach, metalowa konstrukcja w kolorze butelkowym (ciemnozielonym) wydała mi się początkowo przykładem czystego stylu liberty, zwanego też art nouveau, ze względu na kwiatowe ornamenty otaczające okna. Jednak blaszany, szary dach zdobiły trzy przeszklone wykusze w formie zwężającej się ku górze - eklektyczny „neogotyk”.
Po drewnianych deskach przeszłam przez środek tego uroczego budyneczku, gdzie pomyślano też o bardziej strudzonych montując stylowe ławeczki. Po drugiej stronie, przed moimi oczyma rozpostarł się obszerny plac z pomnikiem ku czci bohaterów poległych naturalnie podczas Grande Guerra – dla Włochów to I wojna światowa była znacznie bardziej doniosłym wydarzeniem w historii niż druga.
Po prawej miałam „romantyczną” panoramę jeziora:
Sygnałem, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia była pływająca przy brzegu szopka:
Po lewej stronie, za kutą bramą krygowała się jedna z wielu willi, jakie dziś są wizytówką miejscowości z ciekawą historią.
Powstałe w XII w. Cernobbio przez stulecia było po prostu wioską rybacką, która całkowicie zmieniła oblicze za sprawą XIX –w., globalnej industrializacji. Rozbudowano bowiem Via Regina, główną drogę prowadzącą do miasteczka, ale przede wszystkim powstały zakłady tkackie – Tessiture Seriche Bernasconi, nazwane tak od imienia założyciela Davide Bernasconiego. Ten bez wątpienia wizjoner, którego chętnie przyjęliby do spółki główni bohaterowie „Ziemi obiecanej” Reymonta nie tylko jako jeden z pierwszych w Italii zapełnił hale produkcyjne nowoczesnymi, mechanicznymi krosnami tkackimi, na których wytwarzał tkaniny z jedwabiu oraz mieszane z wełny i bawełny. Stworzył też całe „osiedle” przemysłowe, choć nazwa w tym przypadku nie jest najszczęśliwsza. Kazał postawić własną siedzibę – elegancką willę w stylu modnego wówczas fin de sieclu, otoczyć eleganckimi willami dla dyrektorów przedsiębiorstwa i mieszkaniami dla pracowników. Dziś Villa Bernasconi stanowi nowoczesną formę „muzeum, które przemawia” do zwiedzającego czyniąc go gościem eleganckich wnętrz, przy czym język ten jest już bardzo multimedialny. Niestety mnie nie udało się zobaczyć willi w środku.
Natomiast w pobliskiej Villa Erba (zdjecie powyżej), którą mogłam podziwiać już z wody mieści się inne muzeum, poświęcone wybitnemu reżyserowi włoskiemu epoki neorealizmu, Lucchino Viscontiemu. Nie przez przypadek, gdyż nominowany za „Śmierć w Wenecji” do Złotej Palmy w Cannes, do Oskara za scenariusz „Zmierzchu bogów” i wreszcie uhonorowany Złotą Palmą za reżyserię „Lamparta” artysta spędził w tej willi kilka okresów swego życia. Jej właścicielką była matka Lucchina, Carla Visconti z domu Erba, a ojcem arystokrata – książę Giuseppe Visconti.
Moją niefortunną wycieczkę do głównej atrakcji turystycznej Cernobbio, Villi d’Este opisałam już w poprzednim poście: http://italiannawdrodze.blogspot.com/2021/12/moj-przedswiateczny-rejs-po-jeziorze.html
Teraz więc po prostu odtworzę mój spacer po centrum miasteczka:
Naturalnie zdjęcia są moją własnością, przypominam więc o prawach autorskich :) Jednocześnie jak widać nie poprawiam zdjęć, bo nie lubię cukierkowej nierzeczywistości, choc może niektórym wydaje się bardziej atrakcyjna. Chciałam przedstawić Cernobbio w kolorycie, jaki zastałam na miejscu.
Znamy laureatów konkursu na najlepszy produkt województwa mazowieckiego. Listę zwycięzców poznaliśmy podczas uroczystości wręczenia certyfikatów w dniu 7 grudnia br. w Mazowieckim Teatrze Muzycznym w Warszawie w trakcie Gali „Rok w kulturze na Mazowszu” organizowanej przez Samorząd Województwa Mazowieckiego. Laureatami konkursu na Najlepszy Produkt Turystyczny Województwa Mazowieckiego 2021 r. zostali:
Centrum Folkloru Polskiego „Karolin” – Siedziba Zespołu „Mazowsze”, Muzeum Domków Lalek, Gier i Zabawek w Warszawie, Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, Muzeum Lniarstwa im. Filipa Girarda w Żyrardowie, Park Dolina Wkry, Park of Poland – Suntago Wodny Świat oraz Twierdza Modlin.
Więcej informacji o laureatach można znaleźć na stronie:
https://www.mrot.pl/category/najlepsze-produkty-turystyczne-2021/
Celem konkursu jest wyłonienie najbardziej atrakcyjnych, nowatorskich i przyjaznych dla turystów produktów turystycznych roku, a także wspieranie inicjatyw regionalnych i lokalnych służących rozwojowi konkurencyjnych produktów Mazowsza.
Produkty były zgłaszane przez samorządy lokalne i gospodarcze, lokalne organizacje turystyczne, instytucje i twórców produktów turystycznych, stowarzyszenia i fundacje turystyczne, prywatnych przedsiębiorców oraz organizatorów turystyki w pięciu kategoriach: wydarzenie cykliczne,
pakiet usług turystycznych, impreza turystyczna, obiekt, szlak i miejsce, obszar.Konkurs składa się z dwóch etapów - regionalnego i ogólnopolskiego. Etap regionalny na Mazowszu koordynuje Mazowiecka Regionalna Organizacja Turystyczna. Najlepsze mazowieckie produkty turystyczne są zgłaszane do ogólnopolskiego etapu konkursu, w którym najlepsi zostaną nagrodzeni „Certyfikatem Polskiej Organizacji Turystycznej”.
W 2021 roku ten prestiżowy certyfikat POT na poziomie ogólnopolskim otrzymała Twierdza Modlin (Źródło i zdjęcie: MROT)
Która/który z nas tego nie przechodził? Szef wzywa Cię do gabinetu i okazuje się, że wylatujesz. Przyczyny - rozmaite: wiek, konkurencyjność wobec niedowartościowanego zwierzchnika, jego zawiść, albo to, że musi płacić Ci większą pensję, podczas, gdy rysuje się możliwość oszczędzenia przy zatrudnieniu młodszego, mniej doświadczonego pracownika. Itd, itp. Dagmara, główna bohaterka najnowszej książki Agnieszki Lis też zostaje zwolniona. A przecieć była dobra, tak się starała, oddała tej pracy wszystko, zostawała po godzinach, poświęcała swoją rodzinę, bo korpo wysysa, wyciska jak cytrynkę - wraca motyw znany nam z mojej ulubionej powieści Agnieszki - "Pozory" https://italiannawdrodze.blogspot.com/2021/05/agnieszka-lis-korporacja-to-zota-klatka.html Tylko, że tam mamy pokazany mechanizm, jaki działa w korporacjach, tutaj, co pozostaje z człowieka, gdy ją opuści, zwłaszcza, kiedy nie z własnej woli. Co dzieje się z Dagmarą? Burza myśli, ocean emocji, a potem - depresja. To bardzo niebezpieczne zaburzenie psychiczne, przez wielu pokreślane też mianem choroby, której skutki bywają nawet tragiczne. Na szczęście Dagmarze udaje się wyjść z tego stanu bez szwanku. Co ją ratuje? Nowy pomysł na życie, stare marzenie, które odkurza z pomocą Bliskich, jakże jej życzliwych i wspierających! To ich cierpliwość i "ciepełko" sprawia, że kobiecie znów chce się żyć, postawić na pomysł z kompletnie innej bajki, pomysł, który ja sama zawsze marzyłam, aby zrealizować. Jaki - tytuł sugeruje jednoznacznie wybór Dagmary, to "Kawiarnia pełna marzeń". Nie tylko tych o sukcesie - wszak Dagmara jest perfekcjonalistką, ale przede wszystkim o tym, że każde, nawet najbardziej nieśmiałe i zaskakujące może stać się rzeczywistością. Czas, kiedy materializuje się marzenie o kawiarni, to jednocześnie okres naprawiania, poprawiania, wzmacniania, ale i nawiązywania relacji międzyludzkich, niekiedy w bardzo zaskakujących konfiguracjach. Agnieszka niejednokrotnie podkreślała w rozmowach ze mną, że jej książki są właśnie o relacjach, a te w ostatniej powieści wydają się wyjątkowo ciekawe. Skoro zaś o kawiarnii mowa to opisy deserów wywołują gwałtowny ślinotok - aż ma się ochotę je wyjąć z kart książki i spałaszować. A do tego niemal słychać w powieści dźwięki muzyki - chwała Autorce pianistce za ten wątek. Przede wszystkim zaś wielki finał, który ma miejsce w Święta sprawia, że "Kawiarnia pełna marzeń" jest idealnym prezentem pod choinkę. Aby pomogła spełnić też Wasze marzenia. Przy okazji zapraszam na moje nowe konto na Twitterze: https://twitter.com/AnnaKossowska4
Wróciłam na twittera. Ale mam nowe konto, więc serdecznie wszystkich zapraszam: https://twitter.com/AnnaKossowska4 Na razie to tylko kilka wpisów, ale ich liczba będzie rosła. Będzie przede wszystkim o podróżowaniu, w tym dużo o mojej kochanej Italii. Polubcie, śledźcie moje konto. Odwzajemnię się tym samym, obiecuję :)
Salon Win - Narodowy Konkurs Win Republiki Czeskiej jest finałowym konkursem systemu Narodowego Konkursu Win. Co roku wybierane jest najlepsze wino, które otrzymuje tytuł "Champion", a także "Zwycięzcy kategorii" i "Najlepsza kolekcja". 100 najlepszych win konkursu jest nagradzanych złotym medalem Salonu Win Republiki Czeskiej. Po samym konkursie odbywa się całoroczny publiczny Salon degustacji win - ekspozycja stu najlepszych win, umieszczona w piwnicach Zamku Państwowego w Valticach.Ekspozycja Salonu Win obejmuje obecnie 69 win białych, 27 win czerwonych, 2 wina musujące i 2 wina różowe reprezentujące 52 winnice z Moraw i Czech, począwszy od małych winiarzy, poprzez winnice średniej wielkości, aż po większe firmy. Dla każdej winnicy można znaleźć krótki profil i dane kontaktowe oraz link do ich win nagrodzonych złotym medalem Salonu Win Republiki Czeskiej. Godziny otwarcia publicznej ekspozycji degustacyjnej Salonu Win Republiki Czeskiej:wtorek-czwartek 9:30-17, piątek-sobota 10:30-18,
a w okresie czerwiec-wrzesień czynny jest również w niedziele 10:30-17. Więcej informacji na stronie: https://www.vinarskecentrum.cz/pl/salon-vin
(Źródło: CzechTourism, zdj. www.vinarskecentrum.cz) https://twitter.com/AnnaKossowska4
Rejs po wodach Lago di Como w listopadzie albo w grudniu? W dodatku nie w kabinie, ale na zewnętrznym pokładzie? To jezioro, trzecie co do wielkości w Italii po Lago di Garda i Lago Maggiore, a zarazem najgłębsze w Alpach i jedno z najgłębszych na naszym kontynencie znajduje się w północnej części Włoch, w regionie Lombardia. Jego rozczłonkowanie powoduje, że linia brzegowa swoją długością przekracza linie brzegowe jezior Garda i Maggiore razem wziętych. Kształt jeziora na mapie przypomina odwróconą literę Y.
Wybrałam się nad nie dosłownie ad hoc podczas ostatniej podróży właśnie w końcu ubiegłego miesiąca. Po prostu wskoczyłam w pociąg relacji Bergamo - Como z przesiadką w Monzie - tam na dworcu kolejowym polecam pyszną kawę - i po dwóch godzinach za cenę 6,80 euro za bilet znalazłam się na miejscu, a po kolejnych dwóch już na pokładzie stateczku należącego do państwowej firmy Gestione Navigazione Laghi.
Dysponuje ona w sumie flotą 100 jednostek oferujących w sezonie i poza nim rejsy po trzech największych, włoskich jeziorach. Mnie zaproponowano wycieczkę w wersji skróconej - mogłam popłynąć tylko wzdłuż lewej odnogi jeziora, a ściślej do jej połowy na trasie: Como - Tavernola -Cernobbio- Moltrasio-Torno-Como.
Wykupiłam przy tym opcję hop on - hop off, płacąc 17,60 euro, ale za cenę 10 euro extra w stosunku do zwykłego biletu mogłam schodzić na ląd w każdej miejscowości i kontynuować rejs o dowolnej godzinie, pod warunkiem, że zdążę naturalnie na ostatni stateczek w tym samym dniu https://www.navigazionelaghi.it/doc/pdf/biglietti/como/Tariffe%20viaggiatori.pdf To był bardzo mglisty, dżdżysty, a ściślej siąpiący deszczem poniedziałek. Na pokładzie, w kabinie kuliło się zaledwie kilka osób - pewnie turystów takich, jak ja. Natomiast my z koleżanką postanowiłyśmy cały czas podziwiać krajobrazy z niezadaszonej rufy - to nic, że było szaro i światło wydawało się nienajlepsze, zwłaszcza do zdjęć. To było tylko złudzenie, gdyż woale mgły raz odsłaniające, a innym razem kryjące fragmenty gór i osad otaczających akwen wodny tworzyły niezapomniany, sugestywny spektakl.
W Tavernola nie zabawiłyśmy długo - piękne, XVIII i XIX-w. wille, jakie skusiły nas, gdy podziwiałyśmy je "z wody", okazały się od strony lądu skutecznie chronionymi twierdzami - nawet trudno było je zobaczyć zza ogrodzenia, gdyż kryły się w potężnych parkach:
Natomiast kolejna miejscowość, położona jak poprzednia na lewym brzegu - całkowicie oczarowała nas nieco fin de siecl-ową atmosferą:
Naszym celem była w Cernobbio, szeroko reklamowana, jako lokalna atrakcja turystyczna - Villa d'Este. Jednak, gdy dotarłyśmy do jej bram okazało się, że renesansową willę można zwiedzać niezmiernie rzadko, w wyznaczonych odgórnie dniach i godzinach, a poza nimi "wstęp wzbroniony" dla wszystkich poza lokatorami, którymi są teraz luksusowi goście obiektu, przekształconego w 1873 r. w pięciogwiazdkowy hotel grupy Lartisien ( wcześniej Grand Luxury Hotels).
Oczywiście z moją koleżanką Dorotką nie poddałyśmy się od razu, starając się przynajmniej "coś" zobaczyć przez ogrodzenie otaczające ogromny teren Villa d'Este, określanej w przewodnikach mianem "portalu do innego świata". Niestety nam nie dane było jego odkrycie, a szkoda.
Na szczęście samo Cernobbio, jak już wspomniałam jest absolutnie miejscowością wartą przemierzenia wzdłuż i wszerz, toteż nie żałowałyśmy wyprawy. Wkrótce zresztą poświęcę jej osobnego posta. Tymczasem wyruszyłyśmy w dalszy rejs pomijając Moltrasio i od razu obrałyśmy kurs na Torno, ulokowane na przeciwnym brzegu jeziora. Wzbudziło nasz zachwyt od początku i jakkolwiek kluczowa atrakcja turystyczna miejsca, Villa Pliniana też okazała się zamknięta dla turystów (i to zawsze), bo stanowi właśność prywatną, to z radością spędziłyśmy w Torno kolejne trzy godziny, do zachodu słońca. Opiszę je jeszcze w osobnym poście, więc teraz tylko kilka zdjęć:
Dlaczego wspominam o rejsie właśnie dziś? Bo właśnie 7 grudnia startuje doroczna inicjatywa Lake Como Christmas Lights Cruises. Dziś, 23 grudnia i 7 stycznia 2022 r. można odbyć specjalny rejs po jeziorze Como oświetlonym iluminacją bożonarodzeniową. Są to rejsy wieczorne, zaczynające się o godz. 18 i kończące się przed godz. 21, pozwalające zza burty podziwiać miejscowości wzdłuż lewego, a potem prawego brzegu jeziora aż do jego środkowej części - startem i metą jest miejscowość Como. Szczegóły pod linkiem: https://www.navigazionelaghi.it/news?lake=como&cat=crociere
Aby dać Wam przedsmak tego rejsu, zamieszczam na koniec wieczorną fotografię z Torno, co prawda jeszcze bez iluminacji świątecznej, ale też bardzo nastrojową:
Zapraszam na moje nowe konto na twitterze: https://twitter.com/AnnaKossowska4